Prawdziwe Śląskie Kąski

Dolnośląska „gorączka zielonego złota”

20 czerwca 2026, 05:00 Historia

Dolny Śląsk nieoczywisty skrywa liczne skarby w ziemi lub tuż nad jej powierzchnią. Nie mam przy tym na myśli upraw warzyw, owoców czy ziół, choć to niewątpliwie atrakcyjne kulinarnie zagadnienie. Trudno też dziwić się cystersom, że osiedlali się tutaj i zagospodarowywali żyzne ziemie, korzystnie zmieniając charakter ówczesnej gospodarki. Lecz nie o nich będzie dziś kulinarna opowieść, a o okolicy oraz samym Kamieńcu Ząbkowickim, gdzie znajdowało się opactwo białych mnichów, choć sam Kamieniec kojarzony jest raczej z romantycznym zamkiem Marianny Orańskiej.

Kamieniec na mapie wspomnień

Nasze pierwsze spotkanie z miasteczkiem miało miejsce podczas wakacyjnego wyjazdu do Kotliny Kłodzkiej, kiedy w drodze powrotnej postanowiliśmy przyjrzeć się bliżej zamkowi, o którym w mediach robiło się coraz głośniej. Nie dane nam było wówczas zwiedzić tego urokliwego miejsca, ponieważ podróżowaliśmy z naszą króliczycą Zuzą. Przy kasach na wejściu powitała nas informacja, że ze zwierzątkiem wstęp jest wzbroniony, mimo że Zuza była w przenośnym transporterze i bardzo lubiła nowe miejsca. Było to trochę smutne, choć tylko częściowo zrozumiałe, ponieważ zwiedzanie odbywało się wyłącznie na otwartym terenie. Nie pozostało nam nic innego, jak pospacerować po rozległym zespole parkowym, a następnie rozejrzeć się za obiadem. I również tutaj spotkało nas rozczarowanie – blisko pałacu można było zjeść jedynie fast food. Zatem w poszukiwaniu gastronomii ruszyliśmy dalej.

Dolny Śląsk skrywa skarby nie tylko w swojej historii, ale także głęboko pod ziemią.

Kamieniec jest jednak ważnym miejscem na mojej mapie sentymentalnej nie tylko z powodu wyjątkowej i niekonwencjonalnej kobiety, jaką była księżniczka Marianna Orańska. Moja najlepsza przyjaciółka – również niewiasta nietuzinkowa – wielokrotnie opowiadała mi o wakacjach u babci, podczas których razem z tatą spacerowała po dawnych wyrobiskach i znajdowała przepiękne zielone kamienie. Jako miłośniczka nie tylko kulinariów, ale i dolnośląskich minerałów, poczułam się niejako w obowiązku odbyć kiedyś podróż w głąb ziemi w poszukiwaniu chryzoprazów.

Również mój syn w wieku młodzieńczym przeżywał fascynację minerałami, która nabrała rumieńców tuż po naszej przeprowadzce.

Chryzoprazowe skarby Dolnego Śląska

Nadszedł zatem odpowiedni moment, aby pokazać synowi to, co pamiętam z dzieciństwa, a co do dziś mnie fascynuje: tajemne moce kamieni, jakie skrywają nie tylko Karkonosze, ale też znacznie łagodniejsze Góry Bystrzyckie i okolice Kamieńca Ząbkowickiego. I tak trafiliśmy do Szklar, gdzie wraz z przewodnikiem i fantastyczną grupą podobnych nam zapaleńców rozpoczęliśmy rycie w ziemi. Ta geowycieczka pokazała nam, że zwiedzanie i poznawanie może nabrać nowego, fascynującego wymiaru.

Cofnijmy się jednak z czasów księżniczki Marianny o kolejne sto lat, kiedy na Dolnym Śląsku rozpętała się prawdziwa „gorączka zielonego złota”, poniekąd za sprawą króla Prus Fryderyka II Wielkiego – wielkiego miłośnika chryzoprazu, unikalnej zielonej odmiany kwarcu. Był to kamień niegdyś niezwykle cenny, rywalizujący ceną z diamentami, a zarazem bardzo rzadki, występujący właśnie w okolicach Szklar i Ząbkowic Śląskich.

Neogotycki zamek księżniczki Marianny Orańskiej został wybudowany w drugiej połowie XIX wieku według projektu Karl Friedrich Schinkel.
Foto: Jacek Halicki
Źródło: Wikipedia

Król Fryderyk cenił chryzoprazy ponad inne kamienie i nie rozstawał się z nimi, nosząc wielki pierścień z chryzoprazem otoczonym brylantami. W pałacu Sanssouci w Poczdamie polecił wykonać z tego zielonkawego minerału wystrój jednej z sal, nazwanej później chryzoprazową, oraz zamówił dwa duże blaty złoconych stołów konsolowych.

Lithografie des Schlosses in Kamenz aus der Zeit um 1880.
Quelle: Schlesische Digitale Bibliothek

Nie tylko on miał słabość do tego minerału. Papież Leon XII nosił pierścień z dolnośląskim chryzoprazem. Królowa Wiktoria upodobała sobie brosze i pierścienie, a imponującą kolekcję chryzoprazów zgromadził Johann Wolfgang von Goethe, znany ze swojej pasji do geologii i badań nad śląskimi skałami. Zbiór ten można dziś oglądać w Weimarze. Chryzopraz posłużył także do dekoracji kaplicy na praskich Hradczanach.

Deser inspirowany zielonym złotem

O ile świat oszalał 300 lat temu na punkcie soczystej zieleni chryzoprazów, dziś modna jest pastelowa pistacja, która zdominowała cukiernie i media społecznościowe za sprawą dubajskiej czekolady oraz niezliczonych kremów pistacjowych. Nieco więc „pod prąd” proponuję delikatny, wielowarstwowy deser inspirowany dolnośląskim chryzoprazem. Znalazły się w nim czerwcowe skarby: kwiat czarnego bzu, mięta i jagoda kamczacka.

Der Chrysoprase galt über Jahrhunderte als besonders wertvoller Edelstein.
Quelle: Mineralogisches Museum der Universität Breslau

Dolna warstwa złotej galaretki podkreśla świetlistą głębię chryzoprazu, a kremowa masa serowo-miętowa nawiązuje do jego charakterystycznej zielonkawej barwy. Kwaskowe owoce jagody kamczackiej przełamują słodycz deseru, dodając całej kompozycji świeżości.

Warstwowy deser galaretkowy w odcieniu chryzoprazu

Na galaretkę z kwiatów czarnego bzu potrzebujemy 500 ml gorącego naparu z kwiatów czarnego bzu, do którego dodajemy 2 łyżki miodu akacjowego i 1 łyżkę soku z cytryny. 10 g żelatyny rozpuszczamy w części naparu, a następnie dodajemy do reszty i dokładnie mieszamy. Po lekkim przestudzeniu przelewamy do czterech pucharków lub słoiczków i schładzamy.

Ein erfrischendes Dessert für heiße Tage: eine goldene Geleeschicht und feine Minzmousse, gekrönt mit frischen Früchten der Honigbeere.
Foto: Małgorzata Janik

Następnie przygotowujemy mus miętowy: garść listków mięty blendujemy z łyżką miodu i odrobiną soli na gładką masę (dla bardziej intensywnego koloru można dodać odrobinę likieru miętowego).

W kolejnym etapie rozpuszczamy 8 g żelatyny w 50 ml ciepłej wody. Gdy żelatyna pęcznieje, ucieramy 250 g serka śmietankowego z 2 łyżkami cukru pudru na puszystą masę, dodajemy mus miętowy oraz żelatynę.

100 ml śmietanki 30% ubijamy na półsztywno i delikatnie łączymy z masą serowo-miętową. Krem wykładamy na schłodzoną galaretkę i ponownie odstawiamy do lodówki na minimum 2 godziny.

Przed podaniem dekorujemy deser jagodą kamczacką, mrożoną maliną oraz świeżymi listkami mięty.

Udostępnij:
Spahn bez ambicji kanclerskich
Poprzedni artykuł

Spahn bez ambicji kanclerskich

Śląskie dziedzictwo w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych Niemiec
Następny artykuł

Śląskie dziedzictwo w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych Niemiec

Punkt Widzenia