Sierpniowe święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny od wieków wyznaczało na Śląsku szczególny moment w kalendarzu. Lato powoli zbliżało się do swojej dojrzałości, pola dawały pierwsze plony, a łąki — choć nie tak bujne jak kilka tygodni wcześniej — wciąż dostarczały kwiatów i ziół, które miały trafić do kościoła, a później do wiejskich domów i gospodarstw.
W 1936 roku 15 sierpnia przypadał w sobotę, dlatego właśnie następnego dnia, w niedzielę 16 sierpnia, w Trzeboszowicach — dawnym Schwammelwitz — odbywała się Kräuterweihe, uroczystość święcenia ziół. O tym, jak wyglądał ten zwyczaj, możemy dowiedzieć się z pracy semestralnej Waltera Weinerta Sitte und Brauchtum des Dorfes Schwammelwitz.
Jego opis jest właściwie małą fotografią obyczajową w słowach: Gospodyni wychodziła na łąkę i spośród kwitnących roślin wybierała te, które od pokoleń miały swoje miejsce w świętej wiązance. Była wśród nich głowienka pospolita, krwawnik, lubczyk, prawoślaz, mięta pieprzowa, babka lancetowata, ruta, wrotycz balsamiczny, ostróżka, biedrzeniec, ostrożeń, rozmaryn i macierzanka.

Wiesenkräuter, Erntekuchen mit Honig, kühle Milch und an Landstraßen reifendes Obst. Ein Stück Geschichte, ein Hauch von Nostalgie und ein Geschmack, der keine Worte braucht.
Foto: Małgorzata Janik
Nie był to więc przypadkowy bukiet zerwany po drodze do kościoła, lecz swoisty zielnik zakorzeniony w lokalnej wiedzy. Poświęcone rośliny stawały się następnie częścią domowego gospodarstwa. Suszono je i przechowywano na później. Po ocieleniu krowy gospodyni brała część wysuszonej święconej wiązanki, zalewała ją gorącą wodą, a następnie dodawała do paszy. Tak przygotowaną mieszankę podawano zwierzęciu, aby uchronić je przed chorobą. W opowieści Weinerta pojawia się także inny sierpniowy rytuał. Kiedy rozpoczynały się żniwa i pierwszy wóz wypełniony zbożem wracał z pola, gospodarz zanurzał pęk kłosów w wodzie święconej i przed wjazdem do stodoły kropił nim konie, wóz z ładunkiem oraz klepisko. Zatem również zboże, zanim trafiło pod dach, otrzymywało swoje błogosławieństwo.

”In der arbeitsreichen Erntezeit schmeckt das Frühstück doppelt so gut”, nach: Oberschlesien im Bild 1935. Kolorierte Aufnahme.
Foto: Röhrig-Bloden
Quelle: Schlesische Digitale Bibliothek
Z kolei fotografia opublikowana w czasopiśmie Oberschlesien im Bild w 1933 roku opisana jako „ostatnie kwitnienie lata… święcenie kwiatów i ziół na Górnym Śląsku” ukazuje kobiety niosące pokaźne naręcza kwiatów i ziół, a samo zdjęcie wykonano w miejscowości Keltsch w powiecie Groß-Strehlitz (obecnie Kielcza). W krótkiej notatce do niego przeczytamy, że poświęcone zioła suszono, następnie tak jak w przypadku Trzeboszowic podawano je krowom w pierwszym posiłku po ocieleniu, a także wykorzystywano do okadzania obory. Wierzono też, że święcone kwiaty i zioła chronią mieszkańców domu przed nieszczęściem, ogniem i piorunami. Zatem to, co rosło na łące, po poświęceniu stawało się więc czymś więcej niż zbiorem roślin — było częścią domowego systemu ochrony, wiary i pamięci.

Der August in Schlesien duftete einst nach Kräutern und frischem Getreide. Eine Postkarte aus dem Jahr 1915. Kolorierte Aufnahme
Quelle: Kujavisch-Pommersche Digitale Bibliothek
Jeszcze inną symbolikę miało ciasto dożynkowe, ‘Erntekuchen’. Weinert pisze o kobiecie, znającej lecznicze właściwości roślin i która przez lata zbierała święconą wiązankę dla gospodyń. W podziękowaniu otrzymywała od nich właśnie takie ciasto, upieczone dla podkreślenia momentu żniw. I tutaj historia obrzędu robi się zdecydowanie bardziej kulinarna. Bo czymże byłby sierpień bez jedzenia? A tym bardziej bez „Herrenpartie”, męskiego pikniku. W starych materiałach prasowych znalazł się jeszcze jeden obrazek, który znakomicie pokazuje, że tradycja potrafi mieć także poczucie humoru.

Kolorierte Aufnahme aus Schwammelwitz (heute Trzeboszowice), 1936.
Quelle: Schlesische Digitale Bibliothek
Na ilustracji zatytułowanej: Vater macht eine Herrenpartie! („Ojciec wybiera się na męską wyprawę!”) widzimy wóz pełen mężczyzn ruszających na wspólną wycieczkę. Żona jednego wprawdzie nie jest zachwycona pomysłem (w tej kwestii niewiele się zresztą zmieniło, prawda?), ale mąż przekonuje ją, że przecież raz w roku mężczyźni też muszą się trochę rozerwać. W ich rozmowie pojawiają się pytania o to, co zabrać do jedzenia, czy lepsza będzie kiełbasa, czy coś bardziej konkretnego, a także o odpowiednią ilość prowiantu.

Kolorierte Aufnahme aus Schwammelwitz (heute Trzeboszowice), 1936.
Quelle: Schlesische Digitale Bibliothek
Żona przypomina, że przecież taka „Herrenpartie” może być bardziej aktywna, niemal sportowa, więc może lepiej przygotować coś, co można powiesić na kiju, a wieczorem — kiedy człowiek wróci głodny — zjeść bez większych ceregieli. To oczywiście żartobliwy obrazek, ale bardzo dobrze oddaje pewien aspekt dawnego życia: święto, praca, jedzenie i wspólne spędzanie czasu tworzyły jeden kalendarz obyczajowy. Kobiety zajęte ziołami, kwiatami, zagospodarowywały zielną poświęconą już wiązankę, pracowały w gospodarstwie, piekły ciasto. Mężczyźni umawiali się na „Herrenpartie”. Jednak wszystkich łączyły żniwa i świadomość, że lato nie będzie trwało wiecznie.
Dla podkreślenia wyjątkowego czasu sierpniowego wybrałam przepis z 1922 roku, pochodzący z bardzo ciekawej książki kucharskiej, autorstwa Antonie Steimann:
Kołacze maryjne
Składniki: 20 g drożdży, 125 g roztopionego masła, 2 żółtka, 1 całe jajko, dowolne nadzienie, 250 g mąki, 100 ml mleka, trochę drobno startej skórki cytrynowej, 50 g cukru. Czas pieczenia: ¾ godziny.

Walter Weinert erwähnte in seiner Arbeit den Erntekuchen. Es könnte sich um Kolatschen, einen Mohnkuchen oder eine Variante mit saisonalem Obst gehandelt haben. Ebenso gut ist es möglich, dass er in Kranzform gebacken wurde.
Foto: Małgorzata Janik
Z cukru, mleka i niewielkiej ilości mąki przygotować rozczyn drożdżowy, pozostawić go do wyrośnięcia, a następnie połączyć z pozostałymi składnikami, wyrabiając ciasto. Pozostawić je również do wyrośnięcia.
Następnie rozwałkować ciasto na grubość słomki, pokroić na małe kwadratowe kawałki i napełnić je delikatną marmoladą, nadzieniem z twarogu lub przygotowanym wcześniej powidłem śliwkowym (Powidl). Ułożyć na blasze, pozostawić jeszcze na chwilę do wyrośnięcia i piec w umiarkowanie gorącym piecu.