„Ludzie żywili się starymi ziemniakami, które leżały gdzieś w piwnicach, albo złapanym gołębiem. Zagadywani milicyjni wartownicy odpowiadali, że Niemcy sami powinni troszczyć się o jedzenie, tak jak musieli to robić Polacy podczas niemieckiej okupacji. Jednak na temat tego, jak mieliby to robić w obliczu zakazu opuszczania getta i nieposiadania karty pracy, nie wspomnieli ani słowem. (…)Tutejsi Niemcy składali się w większości ze starych ludzi, którzy nie byli w stanie uciec przed wojną lub powrócili.
Ciasnota kwater wykańczała ludzi nerwowo.(…) Lato było gorące i suche, umyć się można było jedynie w rzece, a gromadzone w prymitywnych ubikacjach ekskrementy zakopywano gdzieś nad rzeką lub po prostu wylewano je do niej. Wskutek tego pojawiły się roje grubych much, mnożyły się pchły, wszy, szczury. (…) Wszakże liczba osób zmuszonych do zamieszkiwania dwóch ulic wzrosła do wielu tysięcy.”
Ten fragment pochodzi z książki Harry’ego Thürka „Lato umarłych snów” i opisuje nie czas wojny, ale pierwsze powojenne lato w Prudniku/Neustadt, które autor urodzony w Zülz/Białej osobiście tam przeżył. Niemcy z powieści to znani autorowi przedwojenni mieszkańcy Neustadt. Jednym z nich był sklepikarz Preiss, który wyrzucony z domu, bity wielokrotnie przez milicjantów, został przywieziony do getta, gdzie rankiem „przykryty starymi polskimi gazetami został znaleziony przed jednym z domów przy ulicy Królowej Jadwigi. Ktoś zamknął mu powieki. Prawdopodobnie ta sama osoba, która zdjęła mu buty. (…) Kopanie pojedynczych grobów nie było już możliwe. (…) Dlatego zadecydowali o kopaniu zbiorowych mogił.”
A więc monopol na bycie ofiarą, odrzucenie nawet wrażenia poczucia winy, a uczciwość obowiązuje jedynie wobec Polaków. Tak pojęta moralność jest o lata świetlne oddalona od słów biskupów polskich.
Dlaczego latem 2026 roku przytaczam ten fragment o powojennym okrucieństwie, jakie dotknęło zwykłych, starych ludzi, górnośląskich Niemców, w ich mieście Neustadt, czyli powojennym Prudniku? Okrucieństwie ze strony władz najpierw radzieckich, a potem nie lepszych, polskich.
Otóż w lipcu br. radni gminy Prudnik przy jednym głosie wstrzymującym odrzucili inicjatywę zarządu powiatu prudnickiego, by ten tragiczny los kilku tysięcy prudnickich Niemców w latach 1945-1946 upamiętnić, a więc także upowszechnić. O rzetelną wiedzę historyczną na ten temat zadbał Zarząd Powiatu wraz z Muzeum Ziemi Prudnickiej. Zapoznali się z nią radni powiatowi, ale radni miejscy uznali, że jej nie potrzebują, co znaczy, że ich decyzja bazowała na z góry przyjętym założeniu. Zapewne uznali, że fachowa prezentacja historyka jedynie utrudniłaby im wyjście z twarzą po negatywnym zaopiniowaniu prośby. To założenie w kuriozalny sposób formułuje jeden z prudnickich radnych, którego wypowiedź 16 lipca 2026 roku cytowało Radio Opole: „To jest zwykła uczciwość wobec nas, Polaków. To my byliśmy ofiarami tej wojny. (…) Nie powinniśmy zajmować takiego stanowiska, że będziemy stwarzali wrażenie poczucia winy wobec tych ludzi, którzy zostali stąd wygnani”.
A więc monopol na bycie ofiarą, odrzucenie nawet wrażenia poczucia winy, a uczciwość obowiązuje jedynie wobec Polaków. Tak pojęta moralność jest o lata świetlne oddalona od słów biskupów polskich: „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. Faktycznie nie potrzebuje żadnej wiedzy historycznej. Ta czarno-biała moralność przypomina Kalego z „W pustyni i w puszczy”, ale także scenę z cytowanej przeze mnie powieści Thürka. By ukraść Niemcowi na ulicy marynarkę, młody Polak pałką roztrzaskuje mu głowę. Gdy patrol milicji dociera na miejsce i pyta o powód zabójstwa, słyszy słowa: „Czego chcecie? Jesteśmy Polakami!”. Żadnego poczucia winy. Lecz minęło 80 lat, słowa biskupów padły 61 lat temu a 35 lat temu Polska i Niemcy zawarły traktat o dobrosąsiedzkich stosunkach.
Tymczasem słowa, które w Prudniku padają latem 1945 i latem 2026 roku u źródeł mają ten sam schemat, który w polskiej kulturze pamięci ma się nadal dobrze. W efekcie pamięć, która godzi się na upamiętnienie każdego cierpienia i każdej ofiary, bez względu na narodowość czy sprawcę, jest bezdomna i niechciana.