Wielki Elektor Fryderyk Wilhelm był pierwszym, który opracował plan pozyskania Śląska dla monarchii pruskiej. Na tych wcześniejszych koncepcjach opierał się Fryderyk II w swoich własnych projektach, korzystając przy tym ze wsparcia wykształconego i doświadczonego feldmarszałka von Schwerina. Stary feldmarszałek, książę von Anhalt-Dessau, został w międzyczasie w dużej mierze odsunięty od spraw armii. Fryderyk napisał do niego, że osobiście rości sobie prawo do dowodzenia kampanią śląską i że udział księcia sprawiłby wrażenie, iż król nie działa samodzielnie. W ten sposób kluczowa postać epoki jego ojca w decydującym momencie dla państwa pruskiego zeszła na dalszy plan, a Fryderyk dał do zrozumienia, że nowe sprawy rządowe będą należały wyłącznie do niego.
Gdy Fryderyk II po raz pierwszy objął naczelne dowództwo nad armią w polu, był przygotowany teoretycznie. Gruntownie studiował opisy bitew Karola XII, analizował słynne kampanie księcia Eugeniusza Sabaudzkiego i znał zarówno dzieła francuskich teoretyków wojskowości, jak i pisma starożytne. Brakowało mu jednak praktycznego doświadczenia bojowego, dlatego też jego niewątpliwie wielki talent wojskowy nie ujawnił się w pełni w pierwszych latach wojen śląskich.
Wymarsz na Śląsk
Śląk, podzielony Odrą na dwie części, był bogaty w ziemie uprawne i pastwiska, lasy z cennym drewnem użytkowym, a zwłaszcza w surowce mineralne, takie jak węgiel, żelazo i inne kopaliny, wydobywane przez wytrzymałą i pracowitą ludność. Politycznie kraj cierpiał jednak z powodu wad wynikających z jego pozycji jako części Korony Czeskiej. Przeciwko sile uderzeniowej Fryderyka, liczącej 40 000 ludzi, garnizony całej prowincji mogły wystawić zaledwie nieco ponad 3000 żołnierzy. Z powodu braku pieniędzy na ich utrzymanie nieliczne większe twierdze znajdowały się w złym stanie. Sprowadzenie pomocy z innych części terytorium austriackiego było trudne, ponieważ i tam brakowało wojsk i środków.
3 stycznia Wrocław otworzył przed Fryderykiem bramy z widoczną radością. Prusacy kontrolowali teraz całą prowincję.
Poza Głogowem i Brzegiem, które miały otrzymać później szczególną uwagę, w głębi kraju nie było ani jednego ufortyfikowanego miejsca ani składu zaopatrzenia, który nie wpadłby w ich ręce w nienaruszonym stanie. Oddziały Schwerina obsadziły przełęcz Jabłonkowską, która prowadziła przez Beskidy i otwierała drogę na Węgry. Tylko na skraju łańcucha górskiego oddzielającego Śląsk od Czech i Moraw pozostała potencjalna baza dla austriackiego kontrataku: Nysa, największa i najsilniejsza twierdza w kraju.

Pruscy żołnierze w bitwie w historyzującym przedstawieniu z XIX wieku.
Foto: Wikipedia
Obrońcy Nysy bez wahania zniszczyli swoje przedmieścia, kazali codziennie usuwać lód z fosy i polewali wały wodą, tak że zamieniły się one w gładkie tafle lodu. Pruskie zaopatrzenie zaczęło się wyczerpywać, linie zaopatrzeniowe były nadmiernie rozciągnięte i groziły załamaniem. 23 stycznia Fryderyk przerwał atak na Nysę.
Droga do bitwy pod Małujowicami
Pod koniec lutego powrócił na Śląsk i przemierzał kraj, dokonując inspekcji pruskich pozycji. W drugiej połowie marca wojska austriackie, mimo lodu i śnieżyc, zajęły pozycje wzdłuż całej granicy sudeckiej. 1 kwietnia Neipperg rozpoczął zejście na Śląsk. Problemy transportowe były tak ogromne, że długi marsz Prusaków przez błoto i grzęzawisko bladł w porównaniu z nimi. 4 kwietnia cała armia austriacka stanęła bezpiecznie na śląskiej ziemi, podczas gdy Prusacy – dalecy od możliwości bombardowania Nysy – zostali podzieleni na trzy oddzielne zgrupowania, nie wiedząc o tym.
5 kwietnia Neipperg wkroczył do Nysy wśród radości mieszkańców. 9 kwietnia gwałtowna zamieć śnieżna unieruchomiła obie armie. Austriacy byli we wsiach Małujowice, Zielęcice i Psary, Prusacy tylko dwie godziny marszu dalej w Pogorzeli i Olszanicy; między placówkami znajdował się przypadkowo las.
Rankiem 10 kwietnia śnieg leżał na ponad pół metra, gdy nagle niebo się rozpogodziło. Zaświeciło słońce i dwóch mieszkańców Małujowic udało się do pruskiego obozu, aby zdać raport o Austriakach. Okolica była w większości protestancka, więc Austriacy nie otrzymali żadnego ostrzeżenia – aż do momentu, gdy Prusacy, ustawieni w szyku bojowym na południe od Małujowic, zostali dostrzeżeni z wież strażniczych Brzegu.
Pierwszy sprawdzian Fryderyka na polu bitwy
Obie armie były mniej więcej równe liczebnie. Jednak w armii pruskiej dominowała piechota, podczas gdy kawaleria austriacka znacznie ustępowała pruskiej. Pod pruskim ogniem austriacka jazda wpadła w szał, wyrwała się z szyku i ruszyła w szarży na pruskie pozycje. Pruska kawaleria została rozbita przy pierwszym uderzeniu i odrzucona w szeregi własnej piechoty, tak że ścigający i ścigani pomieszali się ze sobą.
Pruska piechota wytrzymała, ale straciła orientację, strzelając we wszystkich kierunkach i trafiając zarówno przyjaciół, jak i wrogów. Cudem było, że Fryderyk pozostał bez szwanku; straty szybko rosły, a jego generałowie chcieli go jedynie wyprowadzić ze strefy zagrożenia. Fryderyk uznał bitwę za przegraną i sądził, że jego oficerowie myślą tak samo. Prusacy nie wiedzieli, że austriacki atak był już wyczerpany, kawaleria rozproszona i zmęczona, częściowo ugrzęzła w bagnie i pozostawała poza zasięgiem rozkazów; austriacka piechota była ledwie zdolna do ruchu.
Teraz opłaciła się pruska dyscyplina i surowa metoda. Straty były podobne po obu stronach: 4613 Prusaków wobec 4410 Austriaków; ponadto Austriacy stracili cztery sztandary i dziewięć dział. Godzinę po odjeździe Fryderyka Schwerin wysłał za nim posłańca z wiadomością, że ma nadzieję z Bożą pomocą wygrać bitwę. Fryderyk był jednak zbyt szybki i przez dziesięć godzin pozostawał nieuchwytny. W końcu nocą dotarł do Opola – które było już obsadzone przez austriackie oddziały zwiadowcze. Straże otworzyły ogień, czego później gorzko żałowały, a król ponownie uciekł w noc.
„Małujowice były moją szkołą”

„Małujowice”, pisał później Fryderyk II, „były moją szkołą”. Wyliczał swoje błędy, wnioski, które z nich wyciągnął, oraz czyny tych, „którzy wygrali dla mnie ten dzień”.
Źródło: Wikipedia
„Małujowice”, pisał później, „były moją szkołą”. Wyliczał swoje błędy, wnioski, które z nich wyciągnął, oraz czyny tych „którzy wygrali dla mnie ten dzień”. O swojej jeździe do Opola zamilczał jednak zupełnie. Choć zasadniczo otwarcie mówił o swoich słabościach i głupstwach – te dziesięć godzin zniknęło, podobnie jak rok 1730, w otchłani zapomnienia, w której zapewne spoczywała również pomyłka medyczna z 1728 roku.