Czy Polska była w 1970 roku gotowa przekazać zbrodniarza nazistowskiego Ericha Kocha delegacji Willy’ego Brandta? Tak sugeruje często przywoływane wspomnienie. Jak wiarygodne jest jednak to źródło?
Artykuł Piotra Dukata o Erichu Kochu i rzekomej propozycji przekazania go delegacji Willy’ego Brandta podczas wizyty w Warszawie w grudniu 1970 r. skłania do postawienia pytania wykraczającego poza biografię jednego z najważniejszych dygnitarzy III Rzeszy. Jest to przede wszystkim pytanie o status wspomnień polityków jako źródeł historycznych oraz o sposób, w jaki pojedyncza relacja pamiętnikarska może z czasem zacząć funkcjonować jako ustalony fakt.
Punktem wyjścia jest wzmianka Egona Bahra zamieszczona w jego autobiografii „Zu meiner Zeit. Autobiographie” (1996). Bahr, jeden z architektów nowej Ostpolitik i bliski współpracownik kanclerza Willy’ego Brandta, napisał, że podczas pobytu kanclerza RFN w Warszawie w grudniu 1970 r. stronie zachodnioniemieckiej zaproponowano zabranie Ericha Kocha do RFN. Niemiecka delegacja miała zareagować zaskoczeniem i zignorować tę sugestię.
Relacja Bahra została wykorzystana przez Ralfa Meindla w pierwszej naukowej biografii Kocha „Ostpreußens Gauleiter. Erich Koch – eine politische Biographie” (2007). Meindl nie przedstawia jej jednak jako ustalonego faktu. Posługuje się formułą “soll … angeboten worden sein” i odsyła jedynie do wspomnień Bahra. Nie wskazuje żadnego dokumentu archiwalnego ani relacji innego uczestnika wydarzeń, które potwierdzałyby te rewelacje.
Przywołanie relacji polityka w pracy naukowej skłania do pytania o weryfikację podanych informacji. Przypis prowadzi czytelnika do jedynego źródła pamiętnikarskiego. Jest to zjawisko dobrze znane historykom: pojedyncze świadectwo, wielokrotnie cytowane przez kolejnych autorów, zaczyna z czasem funkcjonować nie jako możliwość czy prawdopodobieństwo a jako powszechnie przyjęty fakt.
Czy oznacza to, że Bahr zmyślał lub źle zrozumiał jakieś sygnały ze strony polskiej? Takiego wniosku wyciągnąć także nie można. Pamiętniki należą do ważnych egodokumentów, jednakże wymagają szczególnie wnikliwej krytyki. Sam Bahr zdawał sobie z tego sprawę. We wstępie do wydanych w 2013 r. wspomnień poświęconych Willy’emu Brandtowi („Das musst du erzählen“ – Erinnerungen an Willy Brandt) autor zwraca uwagę, że upływ czasu zaciera szczegóły wydarzeń, natomiast w pamięci pozostają przede wszystkim pojedyncze obrazy, sytuacje i sformułowania.
Pisze również o różnicy między „Geschichte und Geschichten” – historią i opowieściami. Nie obiecuje więc czytelnikowi stenograficznego zapisu przeszłości, lecz świadomie proponuje narrację opartą na wybiórczej i subiektywnej pamięci uczestnika wydarzeń. Ta autorefleksja ma istotne znaczenie metodologiczne: oznacza, że wspomnienia Bahra jak każde inne należy traktować jako świadectwo ludzkiej pamięci, wymagające konfrontacji z innymi źródłami.
Znamienne jest przy tym, że w książce „Das musst du erzählen” poświęca osobny fragment wizycie Brandta w Warszawie w grudniu 1970 r. – opisując m.in. moment słynnego uklęknięcia przed Pomnikiem Bohaterów Getta – jednak w tym kontekście milczy o rzekomej propozycji przekazania zbrodniarza wojennego Kocha. Ta rozbieżność między dwiema relacjami autora książek autobiograficznych „Zu meiner Zeit” i „Das musst du erzählen” o tej samej wizycie, sama w sobie stanowi istotny argument metodologiczny.

Historyczna wizyta Willy’ego Brandta w Warszawie została dobrze udokumentowana. Na zdjęciu: pomnik Willy’ego Brandta w Warszawie, projektu Wiktorii Czechowskiej-Antoniewskiej.
Foto: Cybularny/Wikimedia Commons
W przypadku wzmianki o Kochu rodzi się kilka pytań. Czy istnieją niezależne świadectwa potwierdzające relację Bahra? Dotychczas nie wskazano takich źródeł. Szczególnie istotnym punktem odniesienia pozostaje opracowanie Marcina Majewskiego poświęcone materiałom dotyczącym Ericha Kocha zachowanym w zasobie archiwalnym Instytutu Pamięci Narodowej.
Autor omawia kilkadziesiąt jednostek archiwalnych obejmujących akta sądowe, więzienne, materiały Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, Służby Bezpieczeństwa oraz inne zespoły dokumentów dotyczących Kocha. W przedstawionym materiale znajdują się informacje o kolejnych próbach zwolnienia Kocha, działaniach jego rodziny, zainteresowaniu władz radzieckich Bursztynową Komnatą, kontaktach z przedstawicielami RFN oraz przebiegu wieloletniego pobytu Kocha w polskich więzieniach.
Nie pojawia się natomiast żadna wzmianka o rozważaniu przekazania Kocha do RFN, zwłaszcza delegacji Brandta. Milczenie źródeł nie jest jeszcze wystarczającym dowodem, że wydarzenie nie miało miejsca. W sytuacji tak szeroko udokumentowanej historii pobytu Kocha w Polsce staje się jednak argumentem przemawiającym za zachowaniem ostrożności w formułowaniu oferowania przez Warszawę takich “prezentów”.
Pojedyncze świadectwo, wielokrotnie cytowane przez kolejnych autorów, zaczyna z czasem funkcjonować nie jako możliwość czy prawdopodobieństwo a jako powszechnie przyjęty fakt.
Rodzi się też pytanie, czy opisywana przez Bahra sytuacja odpowiada logice wydarzeń z grudnia 1970 r. Wizyta Brandta miała charakter przełomowy. Jej zasadniczym celem było podpisanie układu normalizacyjnego oraz polityczne uznanie granicy na Odrze i Nysie. Trudno wyobrazić sobie, aby równocześnie przygotowywano przekazanie jednego z najbardziej znanych zbrodniarzy nazistowskich bez pozostawienia śladów w dokumentacji administracyjnej lub dyplomatycznej.
Warto przy tym zwrócić uwagę na milczenie źródeł co do samej sprawy Kocha. Protokół trzygodzinnej rozmowy Gomułki z Brandtem, przeprowadzonej 7 grudnia w Warszawie, sporządził obecny przy niej Stanisław Trepczyński; tłumaczem strony polskiej był Mieczysław Tomala, autor również zbiorczej notatki z całej wizyty kanclerza RFN w Polsce w dniach 6–8 grudnia 1970 r. Po stronie niemieckiej w rozmowie uczestniczył jako tłumacz Karl Heinz Buhring. W żadnym zapisów wymienionych osób nazwisko Ericha Kocha się nie pojawia.
Nie występuje ono również w indeksie osobowym (Personenregister) tomu Akten zur Auswärtigen Politik der Bundesrepublik Deutschland za rok 1970 – a zatem jego nieobecność w opublikowanym zapisie rozmowy nie jest wynikiem redakcyjnego skrótu pojedynczego dokumentu, lecz dotyczy całego materiału źródłowego udostępnionego dla tego roku. Cztery niezależne od siebie zapisy – polski protokół uczestnika rozmowy, polska notatka zbiorcza, obecność niemieckiego tłumacza oraz oficjalna niemiecka edycja dokumentów dyplomatycznych – milczą zgodnie w tej samej sprawie.
Nie oznacza to oczywiście, że w rozmowach kuluarowych nie mogła paść luźna uwaga czy nieformalna sugestia. Obecny stan badań i zachowane źródła nie pozwalają jednak utożsamiać takiej hipotetycznej możliwości z oficjalną propozycją złożoną przez państwo polskie.
Warto również zadać pytanie, jakie korzyści Warszawa miałaby odnieść z takiego „gestu”. Byłby on sprzeczny z konsekwentnie deklarowanym stanowiskiem władz PRL, że zbrodniarze nazistowscy powinni ponieść odpowiedzialność karną. Tym bardziej że polska opinia publiczna była świadoma, iż wielu sprawców w Republice Federalnej Niemiec przez lata skutecznie unikało śledztw, procesów i wyroków.
Istotny jest także kontekst międzynarodowy, który dodatkowo podważa wiarygodność tej hipotezy. Od początku lat sześćdziesiątych osobą Ericha Kocha interesowały się władze radzieckie, uzależniając zgodę na jego wydanie od ujawnienia miejsca ukrycia Bursztynowej Komnaty. Trudno wyobrazić sobie, aby w takiej sytuacji Warszawa mogła samodzielnie podjąć decyzję o przekazaniu Kocha Republice Federalnej Niemiec, z pominięciem konsultacji z Moskwą. Zachowane źródła nie dostarczają żadnych przesłanek świadczących o prowadzeniu takich rozmów.
Do tego dochodzi pytanie o polityczną racjonalność całej sytuacji z perspektywy zachodnioniemieckiej: nie jest jasne, jaki interes miałby Willy Brandt w przyjęciu takiej propozycji. Symbolicznym wymiarem wizyty stał się gest przed Pomnikiem Bohaterów Getta. Powrót do Bonn z jednym z prominentnych dygnitarzy III Rzeszy, skazanym za zbrodnie podczas okupacji, mógłby całkowicie zmienić odbiór tej wizyty zarówno w RFN, jak i poza jej granicami. Przecież takiego faktu nie dałoby się ukryć przed wolną prasą w demokratycznym kraju.
Jak delikatna była to materia, pokazują wydarzenia z kolejnych lat. We wrześniu 1984 r. w Verdun kanclerz Helmut Kohl i prezydent Francji François Mitterrand podali sobie ręce nad grobami żołnierzy pierwszej wojny światowej – gest, który stał się jednym z ważnych symboli pojednania francusko-niemieckiego. Tak go odebrano, ponieważ dotyczył poległych żołnierzy, a nie sprawców zbrodni.
Kontrastuje z tym casus, do którego doszło zaledwie kilka miesięcy później: w maju 1985 r. Prezydent USA, Ronald Reagan, na zaproszenie Kohla, odwiedził cmentarz wojskowy w Bitburgu, aby uczcić 40. rocznicę zakończenia wojny w Europie. Gdy okazało się, że wśród pochowanych tam żołnierzy spoczywa 49 członków Waffen-SS, wybuchła jedna z najostrzejszych kontrowersji politycznych prezydentury Reagana – z licznymi protestami środowisk żydowskich oraz zagranicznych rządów i parlamentarzystów. Reagan ostatecznie wizytę odbył, próbując zrównoważyć ją wcześniejszym odwiedzeniem byłego obozu koncentracyjnego Bergen-Belsen, ale sama sprawa na trwałe zaważyła na ocenie tego epizodu jego prezydentury.
Te dwa przypadki pokazują, jak cienka i delikatna była granica między symbolicznym gestem pojednania a politycznym skandalem – i tym bardziej uzasadniają ostrożność wobec anegdoty o Kochu: gdyby faktycznie rozważano tak spektakularny gest, jego polityczne ryzyko byłoby porównywalne, a nawet większe niż w przypadku Bitburga, gdzie chodziło o groby, a nie o żywego, nieskruszonego niemieckiego zbrodniarza.
Przypadek Ericha Kocha pokazuje, że krytyka źródeł nie polega na podważaniu wiarygodności świadka, lecz na określeniu granic wiarygodności jego świadectwa. Nawet relacja jednego z głównych architektów Ostpolitik pozostaje przede wszystkim świadectwem pamięci konkretnego człowieka i dopiero w zestawieniu z dokumentacją archiwalną może stać się elementem rekonstrukcji wydarzeń.