W 2026 roku wypada 170. rocznica śmierci Roberta Schumanna (1810–1856), kompozytora, pianisty i krytyka muzycznego, który zapisał się w historii muzyki i kultury europejskiej złotymi zgłoskami. Jego biografia to jednak nie tylko pasmo sukcesów – jak wielu romantyków, również on cierpiał na boleść duszy, która kładła się cieniem na jego życiu prywatnym i zawodowych relacjach.
Schumann jest także typowym przykładem aliansu genialnego talentu artystycznego z mroczną stroną ludzkiej natury, która zwykła przybierać formę koszmarnych wyobrażeń, potwornych istot oraz – demonów. Alians ów jest przy tym warunkiem tworzenia – choć cena jest wysoka, pakt z diabłem daje możliwość wzbicia się na wyżyny sztuki, o której zwykli śmiertelnicy mogą jedynie pomarzyć. Ten tragizm artysty dobrze rozpoznali filozofowie i pisarze – czy to Platon i jego daimonion, czy Tomasz Mann i jego kompozytor Adrian Leverkühn. Jest to zarazem wielki temat jednego z mniej znanych pisarzy niemieckich – urodzonego w dawnym Schwiebus, dzisiejszym Świebodzinie, Eberharda Hilschera (1927–2005).

Eberhard Hilscher. Źródło: archiwum prywatne Ute Hilscher
Schumann oczyma Hilschera
O fakcie tym przypomniało właśnie niemieckie wydawnictwo Flur Verlag, którego nakładem ukazała się niepublikowana dotąd pierwsza powieść Hilschera pt. „Maestros Himmel- und Höllenfahrt. Szenen um Robert Schumann” („Mistrza niebo- i piekłowstąpienie. Sceny z życia Roberta Schumanna”). Jak zapowiada to już tytuł, jest to powieść o artyście, a konkretnie o jego wzlotach i upadkach, wewnętrznym rozdarciu i braku możliwości ucieczki przed trawiącą go chorobą psychiczną. Ową fascynującą historię Hilscher przedstawia przez pryzmat innych wielkich twórców romantyzmu – takich jak Richard Wagner czy Michaił Glinka – lecz przede wszystkim poprzez wgląd w wewnętrzne życie artysty oraz w jego kompozycje, inspirowane arcydziełami literatury. Wśród nich kluczową rolę odgrywa – czy mogłoby być inaczej? – dramat „Faust”.
Faust jako artysta
Choć raczej nie kojarzymy Fausta z postacią twórcy – prędzej uznamy go za uczonego i naukowca, którego do paktu z diabłem prowadzi kryzys poznania – to właśnie artystyczne oblicze owego średniowiecznego alchemika nieodparcie pociąga Schumanna.
„Tak właśnie postrzega Schumanna Hilscher – jako geniusza w szponach demona, artystę tragicznego i rozdartego, nade wszystko jednak jako człowieka – genialnego i silnego dzięki swoim słabościom.”
Faustem bowiem także kieruje twórczy impuls – co ilustruje przede wszystkim ostatnia scena drugiej części dramatu Goethego, w której ślepy Faust nadzoruje powstawanie dzieła swego życia: budowę systemu odwadniającego, dzięki któremu z morza wyłoni się nowy ląd – przestrzeń do życia dla wolnych ludzi. I to właśnie spełniając się w sensie kreatywnym, Faust spełnia się także jako człowiek, co pozwala mu wypowiedzieć dobrze znane słowa: „Chwilo trwaj! Jesteś piękna!”. W scenie tej manifestuje się jednocześnie tragizm twórczej jednostki – poganiający robotników Faust jest przekonany, że ci realizują jego dzieło życia. Nie widzi jednak, że w rzeczywistości kopią mu grób. Im zatem jest bliżej artystycznego spełnienia, tym bardziej przyspiesza własną śmierć.

Okładka książki E. Hilschera. Źródło: archiwum prywatne
Rozdarcie artysty
Napięcie towarzyszące twórczej aktywności to również zasadniczy rys Schumanna w ujęciu Hilschera. Pisarz każe bowiem genialnemu kompozytorowi miotać się między twórczym entuzjazmem a bezdenną rozpaczą, radosnym wznoszeniem się w krainę marzeń a bolesnym upadaniem w objęcia demona. Postać Fausta-artysty to zarazem wyraźna projekcja stanu emocjonalnego samego Schumanna – zmaganiom genialnej jednostki z artystyczną materią nieustannie towarzyszy bowiem jakaś mroczna siła, przybierająca raz kształt złowrogiego kataryniarza z wiersza Wilhelma Müllera, raz upiorne oblicze Beethovena.
Humanistyczne przesłanie Hilschera
Schumanna trapi przy tym nieustannie – świadome lub nieświadome – pragnienie uzyskania odkupienia. Choć zdaje się, że pakt z diabłem bramy do raju zamknie mu już na wieki, Hilscher już na początku powieści otwiera przed nim tę możliwość. Czytelnik poznaje bowiem Schumanna w chwili, gdy wystawiane jest właśnie jego słynne oratorium „Raj i Peri”. Peri to upadły anioł, który pragnie wrócić do nieba. Jednak warunkiem otwarcia jego bram jest przyniesienie niebiosom specjalnego daru – dowodu na istnienie człowieczeństwa. Gdy niewystarczające okazują się krew bohatera przelana w imię wolności oraz miłość dwojga kochanków, bramy nieba otwierają się przed Peri, gdy ta przynosi w darze łzę rzezimieszka, żałującego swych czynów. To symbol człowieczeństwa spełniającego się w swej gotowości do przemiany, ale także ludzkiej słabości i ułomności. Dzięki niemu Peri dostępuje zbawienia.
I tak właśnie postrzega Schumanna Hilscher – jako geniusza w szponach demona, artystę tragicznego i rozdartego, nade wszystko jednak jako człowieka – genialnego i silnego dzięki swoim słabościom. To humanistyczne przesłanie świebodzińskiego pisarza jest dzisiaj nie do przecenienia.