W ostatnich tygodniach z uwagą śledziłem pojawiające się w przestrzeni medialnej głosy dotyczące 35. rocznicy podpisania Traktatu między Rzecząpospolitą Polską a Republiką Federalną Niemiec o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy. Nie było tego za wiele. Słuchałem wypowiedzi polityków, publicystów, czytałem różne komentarze. Uderzało mnie nie tyle to, co mówiono, ile sposób, w jaki opowiadano o relacjach polsko-niemieckich. W przekazie – zwłaszcza w mediach społecznościowych – dominowały konflikty, pretensje i historyczne resentymenty. Coraz bardziej umacniam się w przekonaniu, że wyczerpał się język, za pomocą którego opisywano dotąd stosunki polsko-niemieckie. Pełen utartych formuł, historycznych klisz i politycznych sloganów coraz słabiej oddaje złożoności.
Sam traktat był dla wielu komentatorów zaledwie pretekstem do poruszania bieżących tematów: bezpieczeństwa, sytuacji na granicy czy aktualnych sporów politycznych. Zabrakło natomiast refleksji nad jego historycznym znaczeniem i miejscem w historii nie tylko Polski po 1989 roku. Jeszcze bardziej uderzyło mnie, że niemal nikt nie przypomniał ludzi, którzy tamten przełom współtworzyli – polityków, dyplomatów, ekspertów oraz przedstawicieli społeczeństwa obywatelskiego po obu stronach Odry. Jakby ich dzieło należało już wyłącznie do przeszłości, w dodatku niezbyt wartościowej.
To jednak nie problem ukazania jednego wydarzenia. Mam wrażenie, że od pewnego czasu utraciliśmy umiejętność mówienia o relacjach polsko-niemieckich w sposób, który wykracza poza doraźne emocje i polityczne spory. Język pojednania, odpowiedzialności i budowy wspólnej Europy, który odegrał tak ważną rolę po 1989 roku, stracił swoją siłę oddziaływania. Nie pojawił się jednak nowy sposób opowiadania o tym, dlaczego współpraca Polski i Niemiec pozostaje ważna także dzisiaj.
Pamięć o II wojnie światowej pozostaje fundamentem wzajemnych relacji i nikt rozsądny tego nie kwestionuje.
Świat zmienił się zasadniczo. Wojna w Ukrainie, kryzysy w Unii Europejskiej, kwestie migracji i bezpieczeństwa energetycznego sprawiają, że relacje polsko-niemieckie nabierają nowego wymiaru i znaczenia. Tym bardziej potrzebujemy języka, który potrafi połączyć pamięć o przeszłości z odpowiedzialnością za przyszłość.
Pamięć o II wojnie światowej pozostaje fundamentem wzajemnych relacji i nikt rozsądny tego nie kwestionuje. Problem polega na czymś innym. Coraz rzadziej przypominamy historię samego pojednania, które było wyjątkowym procesem właśnie ze względu na bagaż wojny. Znamy dzieje konfliktu, lecz znacznie słabiej pamiętamy ludzi i instytucje, dzięki którym możliwe stało się po dekadach odbudowanie zaufania.
Być może pojednanie stało się ofiarą własnego powodzenia. Uznaliśmy, że raz osiągnięte nie wymaga już troski ani przypominania jego wagi kolejnym pokoleniom. Tymczasem nie jest ono stanem danym raz na zawsze – to związany z dużym wysiłkiem proces, który trzeba stale odnawiać, nadając mu nowe znaczenia i odpowiadając na nowe wyzwania.
Traktat z 1991 roku nie zamknął historii relacji polsko-niemieckich, lecz stworzył fundament, na którym kolejne pokolenia miały budować przyszłość. Jeśli chcemy, by pozostał żywym punktem odniesienia, musimy nauczyć się opowiadać o nim na nowo – jako o doświadczeniu, które pokazuje, że nawet najtrudniejsza przeszłość nie musi przesądzać o przyszłości.