16 czerwca, dzień przed 35. rocznicą podpisania traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy pomiędzy Polską a Niemcami, grupa członków inicjatywy Roberta Bąkiewicza – Ruch Obrony Granic (ROG) – chciała umieścić drewniany krzyż przy znajdującym się w centrum Berlina Kamieniu Pamięci dla Polski 1939–1945. Na nagraniach, które pojawiły się w mediach społecznościowych, widać, jak niemieccy policjanci próbują zatrzymać niosących krzyż członków ROG i jak w pewnym momencie wywiązała się szarpanina, po której niektórzy – w tym Robert Bąkiewicz – zostali zatrzymani przez policjantów.
Według komunikatu berlińskiej policji, krótko przed godziną 16:00 w parku przed siedzibą niemieckiego Bundestagu zebrała się około kilkunastoosobowa grupa osób w żółtych kamizelkach, z transparentami oraz dużym drewnianym krzyżem, która przy głośnych okrzykach chciała udać się pod polski Kamień Pamięci. Taki przemarsz został im jednak zakazany przez policję. Zamiast tego, jak wynika z komunikatu, osoba mówiąca po polsku zaproponowała grupie ROG zorganizowanie zgromadzenia w pobliskim Skulpturenparku albo udanie się pojedynczo do miejsca pamięci. Tak się jednak nie stało. Mimo próśb grupa ta, z krzyżem i transparentami, udała się w kierunku pomnika, łamiąc tym samym niemieckie prawo o zgromadzeniach.
Retoryka PiS-u i samego Bąkiewicza po tym zdarzeniu rzuca cień wyłącznie na Niemców. Według Jarosława Kaczyńskiego interwencja niemieckiej policji pokazała negatywny stosunek władz RFN do Polaków. Z kolei Robert Bąkiewicz na nagraniu opublikowanym na X mówi, że członkowie ROG nie prowadzą żadnego zgromadzenia, tylko chcieli się „pomodlić pod 30-tonowym kamieniem, który Niemcy po 86 latach postawili Polakom w ramach reparacji”. Jednocześnie dodał, że zachowanie Niemców jest skandaliczne i przypomina czasy okupacji.
Skandalem jest jednak zachowanie Bąkiewicza, co skrytykowały polskie władze, uznając, że nie zastosował się on do przepisów obowiązujących w Berlinie. „Trzeba pamiętać, że pan Bąkiewicz nie jest w Polsce. W Berlinie obowiązuje go prawo niemieckie i powinien je przestrzegać” – oświadczył wiceszef polskiego MSWiA, Wiesław Szczepański. Należy też dodać, że już 12 czerwca berlińska policja wydała specjalne rozporządzenie administracyjne, które obowiązywało wszystkich – zarówno Niemców, jak i cudzoziemców – i zakazywało wszelkich zgromadzeń, pochodów oraz manifestacji w rejonie pomnika, jeśli mogłyby zakłócić przebieg uroczystości i naruszyć powagę miejsca pamięci.

Ruch „Ruch Obrony Granic” domaga się konsekwentnego postępowania wobec naruszeń prawa przez cudzoziemców w Polsce – krytykuje jednak stosowanie niemieckich przepisów w Berlinie.
Foto: Helena Metal/Wikimedia Commons
Jak widać, Bąkiewicz chciał być ponad prawem, ale zgody na to nie otrzymał. Zastanawiające jest jednak to, że Bąkiewicz i jego środowisko przekonują, iż Polska ma prawo ostro reagować na wszelkie działania migrantów na terenie RP, które naruszają polskie prawo. Dlaczego więc mają pretensje do Niemców, którzy we własnym kraju przestrzegają swojego prawa?
Reasumując – po wizycie Bąkiewicza w Berlinie pozostał niesmak i wstyd. Wydaje się jednak, że cel ROG w pewnym stopniu został osiągnięty, ponieważ zakłócono 17 czerwca – a zatem 35. rocznicę podpisania traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy pomiędzy Polską a Niemcami. Co więcej, 17 czerwca był także dniem, kiedy w Warszawie ministrowie obrony Polski i Niemiec podpisali umowę o polsko-niemieckiej współpracy w dziedzinie obronności, dotyczącą m.in. wspólnych ćwiczeń i mobilności wojskowej. Przykre, że jedni z mozołem budują mosty przyjaźni i współpracy, a drudzy je burzą – albo przynajmniej próbują.