35 lat temu – 17 czerwca 1991 r. w Bonn premier RP Jan Krzysztof Bielecki i kanclerz Niemiec Helmut Kohl podpisali Traktat o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy pomiędzy Polską a Republiką Federalną Niemiec. Dokument ten był pierwszym tak kompleksowym aktem prawnomiędzynarodowym, który regulował wzajemne stosunki po przełomie 1989 roku i zjednoczeniu Niemiec. Wyznaczał też podstawy współpracy w wielu dziedzinach, m.in. bezpieczeństwa, gospodarki, współpracy regionalnej i przygranicznej, nauki, kultury, ochrony środowiska czy kontaktów społecznych.
Był również znakiem pokoju oraz oznaką odwagi politycznej, moralnej oraz świadectwem, że pojednanie między narodami jest możliwe nawet po najboleśniejszych doświadczeniach historii. Jednocześnie potwierdzał wolę pokojowego współistnienia oraz poszanowania granicy na Odrze i Nysie, gwarantując ochronę praw mniejszości narodowych. Wiemy też, że do spotkania w Krzyżowej we władzach PRL-u, a także w tych nowo tworzonych w III Rzeczypospolitej, nie bardzo wspominano o tym, że w Polsce są Niemcy, którzy mieszkają w różnych zakątkach kraju, a najwięcej na terenie województwa opolskiego, ale dzięki podpisaniu Traktatu nastąpił moment, kiedy można było zacząć otwarcie, spokojnie działać i pracować na rzecz naszej małej ojczyzny – Heimatu – bez obaw, że ktoś będzie wywierał na nas jakąś presję z groźbą represji.
Dzisiaj, sięgając do Traktatu, widać, jak dojrzałe i mądre były te zapisy, jak ufundowały nam 35 lat dobrej współpracy.
Przełomowy proces
O wartości, jaką niesie ze sobą podpisany przed 35 laty traktat, na łamach naszych mediów wypowiedział się Knut Abraham, koordynator Niemiecko-Polskiej Współpracy Międzyspołecznej i Przygranicznej, twierdząc:
„W całej Europie panował wówczas niesamowity optymizm. Fundamentalne przekonanie, że dla Europy, po koszmarze II wojny światowej, mrocznym okresie okupacji sowieckiej i nędzy realnie istniejącego socjalizmu, rozpocznie się nowa, pokojowa epoka. I tak się stało. Traktat polsko-niemiecki był kluczowy, bo stworzył podwaliny pojednania, dobrego sąsiedztwa, partnerstwa i – co najważniejsze – przyjaźni. Rozumieliśmy, że przełomowy proces zjednoczenia Europy będzie zależał w szczególności od Niemiec i Polski. Byliśmy w stanie budować na różnorodnych powiązaniach społecznych, które już istniały, zarówno z Niemcami Zachodnimi, jak i z byłą NRD. Zawsze pamiętaliśmy wówczas o mniejszości niemieckiej. Wrażenia z jej rozległej samoorganizacji i jej ponownego pojawienia się były wciąż żywe. W tym okresie często bywałem na Górnym Śląsku i w innych regionach”.

Knut Abraham, Koordynator Niemiecko-Polskiej Współpracy Międzyspołecznej i Przygranicznej.
Foto: FB/Knut Abraham
Knut Abraham powiedział też, że dla obu krajów niezwykle ważne było oparcie swoich relacji na nowym fundamencie i dodał:
„Myślę, że można tu mówić o zupełnie nowym początku w stosunkach polsko-niemieckich. Prawdopodobnie chodziło także o pozostawienie za sobą najciemniejszego rozdziału w historii polsko-niemieckiej, ale nie w sensie zapomnienia o tym, co się wydarzyło, lecz raczej o otwarcie przestrzeni na coś nowego. A nowością było to, że w 1991 roku można było swobodnie i bez ograniczeń ideologicznych rozmawiać, odwołując się do historii, i poruszać tematy, które wcześniej były tabu”.
Kluczowe znaczenie
Traktat o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy pomiędzy Polską a Niemcami doceniają także polscy politycy. Zdaniem Tomasza Siemoniaka, byłego ministra spraw wewnętrznych i administracji, podpisy na omawianym przez nas dokumencie miały ogromne, wręcz kluczowe znaczenie.
Tomasz Siemoniak podkreśla, że w 1991 roku rządy Jana Krzysztofa Bieleckiego i kanclerza Helmuta Kohla postanowiły, że domknięte zostaną kwestie, które wynikały z traktatu zjednoczeniowego, i że priorytetem dla obu państw jest uregulowanie tych relacji. Uregulowanie ich w duchu sąsiedztwa, w duchu zaplanowania przyjaźni na dziesięciolecia:
„Dzisiaj, sięgając do tego Traktatu, widać, jak dojrzałe i mądre były te zapisy, jak ufundowały nam 35 lat dobrej współpracy, wsparcia Niemiec przy wejściu Polski do NATO, wsparcia Niemiec przy wejściu Polski do UE, zbudowaniu bardzo mocnych relacji gospodarczych” – mówi Tomasz Siemoniak.

Patrząc na rozwój klimatu politycznego, Tomasz Siemoniak w swoim przemówieniu wygłosił jednocześnie dość trzeźwą ocenę: „To jest dla mnie rzadki przypadek w życiu polityka, kiedy polityka jest coraz gorsza.” Foto: S. Koprek-Golomb
I nie ma w tym przesady – Niemcy są głównym partnerem gospodarczym Polski, Polska z kolei stała się istotnym partnerem gospodarczym dla Niemiec:
„To silny fundament, który został położony w pierwszych latach naszej niepodległości. Jest mocny i należy wracać do tego ducha, którego sprezentowali nam dzielni ludzie po obu stronach granicy, którzy szukali porozumienia i pojednania” – konkluduje Tomasz Siemoniak.
Novum w polityce zagranicznej
Należy podkreślić także, że podpisany przed 35 laty Traktat był swego rodzaju novum w polityce zagranicznej zarówno dla Niemiec, jak i Polski. Wszystkie zawarte w nim elementy dotyczące obu państw – od infrastruktury przez politykę zagraniczną, aż po sprawy Niemców mieszkających w Polsce i Polaków mieszkających w Niemczech – w tym traktacie zostały ujęte.
„Warto też wiedzieć, że Traktat ten jest pierwszym dokumentem po trudnych historycznych czasach II wojny światowej, który skierował Polskę i Niemcy na drogę pokoju, przyjaźni i współpracy” – podkreśla Ryszard Galla, pełnomocnik marszałka Sejmu ds. mniejszości narodowych i etnicznych.

Doradca marszałka Sejmu ds. mniejszości narodowych i etnicznych Ryszard Galla.
Foto: Stefani Koprek-Golomb
Tu jednak rodzi się pytanie, czy po 35 latach dokument ten ma jeszcze moc?
„W pewnych kwestiach nadal zaglądamy do zapisów tego Traktatu, a zatem moc ma. Było tak chociażby w okresie, kiedy pracowaliśmy w ramach okrągłego stołu. Wtedy z zapisów traktatowych czerpaliśmy inspiracje do tworzenia dokumentu, który zwieńczał prace okrągłego stołu” – wspomina Ryszard Galla i dodaje:
„A zatem zagląda się do niego, ale… prowadzone są też dyskusje pomiędzy rządami Polski i Niemiec, czy Traktat ten ma być modyfikowany, czy też na nowo pisany. Osobiście uważam, że dobrze jest, że się o tym dyskutuje, bo powoduje to, że dwie strony ze sobą rozmawiają, a jak wiemy, rozmowa i dialog są dla nas ważne”.
Nie pusty traktat
Tomasz Siemoniak jest jednak zdecydowanym zwolennikiem trzymania się ducha i litery Traktatu. Uważa, że należy cały czas pogłębiać i odczytywać na nowo to, co jest w Traktacie zapisane:
„15 lat temu podczas polsko-niemieckiego okrągłego stołu do spraw mniejszości postanowiliśmy przyjrzeć się zapisom, które dotyczą Polaków w Niemczech i mniejszości niemieckiej w Polsce, bo… Traktat musi być żywy” – przekonuje Tomasz Siemoniak i kończy:
„Należy się z tym zgodzić, bo jest on przecież politycznym kierunkowskazem, a nie jakimś codziennym działaniem. Dlatego podczas najbliższego czerwcowego spotkania premiera RP z kanclerzem Niemiec w okolicach rocznicy Traktatu będzie on tematem refleksji i dyskusji, bo są to bardzo ważne rzeczy, które nie rzutują na to, co będzie jutro, pojutrze, lecz na następne lata. A skoro tak, to jestem za tym, aby o Traktacie rozmawiać, ale równocześnie jestem też przeciwnikiem doraźnych zmian w tak istotnym dokumencie”.