Otwarcie filii Yad Vashem w Niemczech rodzi nowe pytania o przyszłość pamięci historycznej. Nasz autor, Krzysztof Ruchniewicz, pokazuje, dlaczego ta dyskusja wykracza poza kwestie organizacyjne i jakie niesie ze sobą implikacje polityczne.
Zapowiedź utworzenia dwóch filii Yad Vashem w Monachium i Lipsku wywołała w Niemczech nie tylko ożywioną, ale i krytyczną dyskusję („Kritik an Plänen von Yad Vashem”, FAZ, 30.05.2026). Biorą w niej udział członkowie środowisk akademickich, ale także przedstawiciele niemieckich instytucji pamięci. W tle pojawiają się kwestie znacznie szersze niż sama organizacja nowych placówek: są to pytania o przyszłość kultury pamięci po odejściu świadków wydarzeń, o politykę historyczną państwa Izrael, o rolę niemieckich instytucji zajmujących się Holokaustem oraz o zmieniające się relacje między pamięcią narodową a pamięcią europejską.

Filie mają uzupełniać upamiętnienie Holokaustu, a dyskusja ujawnia różne opinie o ich znaczeniu politycznym i symbolicznym. Na zdjęciu: Pomnik Pomordowanych Żydów Europy w Berlinie.
Foto: Alexander Blum/Wikimedia Commons
Krytycy projektu zwracają uwagę przede wszystkim na brak przejrzystości projektu. Jens-Christian Wagner, dyrektor miejsc pamięci KL Buchenwald i Mittelbau-Dora, podkreślał, że właściwie nie wiadomo, jaki dokładnie charakter mają mieć nowe placówki i jakie treści będą przekazywać (przywoływane przeze mnie wypowiedzi pochodzą z ww. artykułu FAZ). Podobne wątpliwości zgłasza Meron Mendel, dyrektor Centrum Edukacyjnego im. Anne Frank (Bildungsstätte Anne Frank), przypominając, że Yad Vashem nie jest niezależnym instytutem badawczym, lecz instytucją państwa Izrael. W sytuacji rosnącej polaryzacji politycznej i obecności ugrupowań skrajnych w izraelskim rządzie kwestia przyszłego kierunku polityki upamiętnienia nabiera wymiarów jak najbardziej praktycznych.
Powstaje wrażenie, że wraz z odejściem ostatnich świadków historii rozpoczyna się nowy etap rywalizacji o interpretację przeszłości oraz o instytucjonalny wpływ na sposób jej przekazywania.
Nie chodzi przy tym o kwestionowanie ogromnych zasług Yad Vashem. Instytucja ta odegrała fundamentalną rolę w dokumentowaniu Zagłady, edukacji i tworzeniu globalnej pamięci o Holokauście. Problem polega jednak na czymś innym: czy otwieranie filii narodowej instytucji pamięci w państwie, które samo stworzyło rozbudowaną infrastrukturę badań nad nazizmem i Holokaustem, nie oznacza symbolicznego przesunięcia środka ciężkości upamiętnienia?
W Niemczech istnieją dziś dziesiątki miejsc pamięci, centrów dokumentacyjnych, instytutów badawczych i programów edukacyjnych, finansowanych przez państwo, ale nie tylko. Rodzi się więc zasadnicza wątpliwość, czy nowe filie Yad Vashem mają uzupełniać istniejący system, czy też stanowić pośrednio wyraz ograniczonego zaufania wobec niemieckiej kultury pamięci. Można też odnieść wrażenie, że po odejściu ostatnich świadków historii rozpoczyna się nowy etap rywalizacji o interpretację przeszłości oraz o instytucjonalny wpływ na sposób jej przekazywania.

Planowane otwarcie filii Yad Vashem w Monachium i Lipsku wywołuje w Niemczech kontrowersyjną dyskusję. Na zdjęciu: Ogród Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata w Yad Vashem w Jerozolimie.
Foto: Proesi/Wikimedia Commons
Dyskusja w Niemczech ma również wymiar polityczny i finansowy. Skoro Izrael zamierza tworzyć własne instytucjonalne przedstawicielstwa pamięci w Niemczech, można zapytać, czy podobnej drogi nie zechcą obrać także inne państwa Europy Środkowo-Wschodniej. Czy Polska — poprzez własne instytucje, jak choćby IPN — również nie mogłaby próbować jeszcze silniej zaznaczać swojej perspektywy historycznej w Niemczech? Tego rodzaju rozważania jeszcze kilka lat temu wydawałyby się marginalne. Dziś stają się częścią szerszej debaty o przyszłości europejskiej kultury pamięci.
Być może obserwujemy właśnie początek kryzysu dotychczasowego modelu instytucji pamięci. Modelu opartego na przekonaniu, że istnieje względnie wspólna, liberalno-demokratyczna interpretacja historii XX wieku. Coraz częściej pamięć staje się jednak elementem polityk państwowych, narzędziem budowania wpływów i wzmacniania własnych narracji narodowych. Można wręcz postawić tezę, że te tendencje umacniają się w miarę słabnięcia modelu demokracji liberalnej, bo pozwalają pozyskiwać politykom stosunkowo łatwo poparcie części obywateli, dystansujących się wobec dotychczasowego przekazu i zestawu wartości… W takim kontekście pytanie o filie Yad Vashem w Niemczech przestaje być jedynie kwestią organizacyjną. To w istocie pytanie o przyszłość europejskiej pamięci historycznej.