Prawdziwe śląskie kąski

Schawoine. O ludziach, kuchni i portulace

22 sierpnia 2026, 05:00 Historia , Kolumne

Historia wsi sięga jeszcze średniowiecza. Schawoine pojawia się bowiem w źródłach już na początku XIII wieku, zapisywana w łacińskich dokumentach jako Savon. Od 1242 roku należała do klasztoru cysterek w Trzebnicy, a w 1252 roku otrzymała książęce zezwolenie na lokowanie jej na prawie niemieckim. Status nie trwał jednak długo, ponieważ w dokumentach historycznych określano Schawoine jako wieś.

Co ciekawe, w jej centrum stoją naprzeciwko siebie dwa kościoły. Są niczym rodzeństwo, jedno wyznania katolickiego, drugie ewangelickiego, które przetrwało wichry historii. W otoczeniu kościoła pw. św. Jadwigi Śląskiej znajdziemy epitafia, można by z nich złożyć obraz upamiętniający ważnych dla miejscowości ludzi. Drugi kościół został parę lat temu odnowiony i zaadaptowany na dom kultury – miejsce spotkań, twórczej działalności, idealne miejsce do obcowania z współczesnością, ale i historią. Tę tworzą nie tylko nieliczne dawne zabudowania gospodarskie, budynek dawnej szkoły, poczty czy gabinet lekarski i willa doktora Poppe.

W litograficznym zakładzie artystycznym w dawnym Breslau należącym do Friedricha Pietscha w latach 1905-1909 powstała pocztówka z serii „Gruß aus …”. Takie widokówki nabywali zazwyczaj letnicy, kuracjusze lub turyści.
Quelle: polska-org.pl

Dla mieszkańców XX wieku te średniowieczne dzieje były zapewne odległym tłem codzienności. Ich świat wyznaczały przede wszystkim dom, rodzina, praca i sąsiedztwo. W 1936 roku Schawoine przemianowano na Blüchertal jednak zachowane wspomnienia rodzinne pozostaną szczególnie cenne. W jednej z relacji wnuczka wspomina swoją babkę Margarethe Besler z domu Schreiber, pochodzącą z Blüchertal. Jej ojciec, Paul Schreiber, był mistrzem rymarskim i prowadził własny warsztat. Inne rodzinne wspomnienie przywołuje rodzinę Reichelt, również z Schawoine. Kolejne nazwiska z przedwojennej książki adresowej to między innymi burmistrz Ernst Krause, ale także cała grupa ludzi wykonujących zawody, bez których niewielka wieś nie mogłaby funkcjonować: koszykarz Josef Barczik, piekarz Wilhelm Belke, rzeźnik Kurt Jentsch, młynarze Josef Kischka i Robert Prior, olejarz Johannes Schönfelder, a także kilku karczmarzy – Oskar Jüttner, Fritz Nitschke i Adolf Stephan, Max Matulke. Byli również kolejni rzeźnicy i piekarz Max Vater. Patrząc na tę listę wieś Schawoine przestaje być jedynie punktem na dawnej mapie. Staje się miejscem, w którym pachniało świeżym pieczywem, pracowały młyny, działały gospody, a rzemieślnicy otwierali rano drzwi swoich warsztatów. i to nie tylko lokalnych, ponieważ w dawnej prasie natrafimy na ogłoszenia zebrań różnych organizacji śląskich, które właśnie w Schawoine zbierały się na zebraniach i innych ważnych uroczystościach. Jedną z takich miejscowych gospód był Gasthaus Max Matulke czy też Gasthaus Nitschke z salą do potańcówek, a zachowane historyczne fotografie i widokówki pozwalają zobaczyć fragment dawnej zabudowy Schawoine i przypominają, że ta niewielka wieś miała własną rozbudowaną infrastrukturę gastronomiczną, swoje miejsca na wspólne rozmowy i codzienny rytm życia.

Czasem warto spojrzeć bowiem na historię inaczej, nie tylko przez daty, nazwiska i zmiany nazw miejscowości, lecz także poprzez smaki.

A skoro była piekarnia, młyny, rzeźnicy i gospody, musiała istnieć również kuchnia – ta codzienna, domowa, której najczęściej nie zapisuje się w oficjalnych dokumentach. Właśnie dlatego warto spojrzeć na stare książki kucharskie i poradniki ogrodnicze. Czasami odnajdujemy w nich rośliny, które zniknęły z naszych stołów, choć kiedyś były zupełnie zwyczajne. Jedną z nich jest portulaka, która w dawnej literaturze kulinarnej była traktowana jako warzywo i składnik codziennej kuchni. W książce Das neueste und einfachste Kochbuch für Mädchen und angehende Hausfrauen bürgerlichen Standes z 1834 roku opisano bardzo prosty sposób jej przygotowania: młode liście należało oddzielić od grubych, czerwonych łodyg, ugotować w wodzie, dobrze odcedzić, a następnie podgrzać w sosie maślanym. Jeszcze ciekawszy jest przepis na zupę z portulaki. Liście rośliny duszono na maśle, a następnie dodawano do gorącego bulionu. Zupę zagęszczano jajkiem i mąką, doprawiano kwiatem muszkatołowym, a w razie potrzeby dodawano trochę tartej bułki.

Wśród mieszkańców dawnej Schawoine był olejarz. Dziś to zawód ginący. Lokalny olej podkreśla jednak smak sałatki ze świeżych produktów.
Foto: Małgorzata Janik

Portulaka, wpisując się w podstawową zasadę: wykorzystaj to, co daje ziemia, i nie marnuj niczego i być może rosnąc gdzieś za domem Schreiberów, Reicheltów albo którejś z innych rodzin być może trafiała do garnka i ktoś z mieszkańców Schawoine jadł taką zupę, zanim wyszedł do warsztatu, piekarni, młyna czy gospody. Czasem warto spojrzeć bowiem na historię inaczej, nie tylko przez daty, nazwiska i zmiany nazw miejscowości, lecz także poprzez smaki. Schawoine nie była przecież wyłącznie średniowieczną osadą, później Blüchertal, a dziś Zawonią. Była domem dla setek ludzi. Księga adresowa z 1942r. podaje 860 mieszkańców. Choć ich codzienność dawno ucichła, pozostały fotografie, nazwiska, prasowe ogłoszenia i wspomnienia rodzinne. A pomiędzy nimi – może tylko symbolicznie – także portulaka. Niepozorna roślina, która przypomina, że historia kuchni zaczyna się często nie w wielkich hotelach i restauracjach, lecz w ogrodzie za domem, w garnku na kuchni czy na talerzu przy stole, przy którym spotykali się mieszkańcy dawnej Schawoine.

Sezon ogórkowy 2026 ma się właśnie ku końcowi, więc bardzo na miejscu będzie orzeźwiająca sałatka, prosta i szybka w przygotowaniu, którą możemy zjeść jako dodatek do dania głównego lub też na lekką kolację, idealną w ciągle jeszcze gorące wieczory. Przepis pochodzi z sierpniowego numeru poradnika dla ogrodników Der Lehrmeister im Garten und Kleintierhof (1911).

W starodrukach można znaleźć wiele cennych informacji o dawnych kulinariach. Kolaż wykonany w programie Canva.
Quelle: Cyfrowe Zbiory Uniwersytetu Goethego we Frankfurcie Digitale Sammlungen Goethe-Universität Frankfurt

Sałatka z ogórkami i portulaką

Ogórki obrać, umyć i pokroić w możliwie cienkie plasterki. Następnie od razu wymieszać je z kilkoma łyżkami oleju oraz garścią portulaki. Ocet, a także pieprz i sól dodaje się krótko przed podaniem sałatki na stół.

Portulaka – zapomniany składnik śląskiej kuchni. Sałatka z ogórkiem, olejem i świeżymi ziołami według receptury z 1911 roku
Foto: Małgorzata Janik

Sałatka smakuje jeszcze lepiej, jeśli doda się do niej, w niewielkich ilościach i według upodobania, drobno posiekane zioła sałatkowe: ogórecznik, pietruszkę, szczypiorek, biedrzeniec, rzeżuchę, szczypiorek, delikatny koperek oraz estragon.

Udostępnij:
Jak dobrze znasz mniejszość niemiecką w Polsce?
Poprzedni artykuł

Jak dobrze znasz mniejszość niemiecką w Polsce?

Siła pieśni kościelnych
Następny artykuł

Siła pieśni kościelnych

Reklama

Punkt Widzenia

Ankieta

Neues Wochenblatt - Gazeta Niemców w Rzeczypospolitej Polskiej
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.