Glosa

Siła pieśni kościelnych

22 sierpnia 2026, 17:00 Kolumne , Kultura

Chrześcijanie znają się na dobrej muzyce. Niezależnie od tego, jaki ktoś ma stosunek do wiary, to trzeba im przyznać, że potrafią pisać dobre piosenki. Przez wieki dorobili się imponującej spuścizny. „Panie, dobry jak chleb”? Prawdziwy przebój. „Po górach, dolinach”? Klasyk, który zna niemal każdy. „Czarna Madonna”? Muzyczne arcydzieło! Pieśni kościelne to nie tylko utwory, które przetrwały próbę czasu, ale także melodie, które zostają w pamięci na zawsze. Chrześcijanie wyspecjalizowali się w tworzeniu muzycznych klasyków, które przetrwały stulecia.

I jest jeszcze jedna rzecz, którą świetnie opanowali: artystyczna inkluzyjność. W kościele każdy jest mile widziany w „chórze” – talent nie jest koniecznym warunkiem. Dołączenie do wspólnego śpiewu jest wręcz wskazane, a perfekcyjny głos nie jest warunkiem udziału.

Oczywiście nie każdy zawsze trafia w odpowiedni ton. Jako dziecko regularnie siedziałam w ławce kościelnej przed starszą panią, która chyba w poprzednim życiu była śpiewaczką operową. Niestety z kariery operowej przeniosła do kolejnego życia tylko jedno: ogromną pewność siebie. I tak przez całą mszę potrafiła śpiewać głośno niczym megafon, niestety fałszowała sakramencko. Śpiewała jednak z takim przekonaniem, że nawet kościelne mury były wobec tych jęków bezradne. Cierpieliśmy strasznie, ale nikt nie zwrócił jej uwagi. I takie właśnie są kościelne zasady. Tu śpiewać każdy może.

Ale powodzenia w próbie zagłuszenia Ślązaczki w kościele! Nawet organy miałyby z tym problem.

Czasem jedna pieśń kościelna potrafiła powiedzieć więcej niż tysiąc słów. Kiedy na Górnym Śląsku zaczęto odprawiać pierwsze niemieckie msze, proboszcz w Kujakowicach pod Kluczborkiem zezwolił początkowo jedynie, aby na zakończenie mszy zaśpiewano jedną pieśń po niemiecku. Nie wszystkim wiernym się to spodobało. I gdy Oma śpiewała końcową pieśń po niemiecku, inna parafianka siedząca za nią czuła się za każdym razem zobowiązana, by odpowiedzieć polską wersją tego samego utworu.

W kościele każdy jest mile widziany w „chórze” – talent nie jest koniecznym warunkiem. Foto: Unsplash

Oma śpiewała więc jeszcze głośniej po niemiecku. Ta druga próbowała dotrzymać jej kroku po polsku. Ale powodzenia w próbie zagłuszenia Ślązaczki w kościele! Nawet organy miałyby z tym problem.

Ostatecznie opcja polska musiała zaakceptować porażkę i uznać, że tej siły płynącej z głębokiego przekonania, nie da się pokonać. Ten pełen emocji muzyczny pojedynek był jednak także kolejnym dowodem na to, że w kościele jedno jest zawsze dozwolone: każdy może śpiewać z całego serca!

Udostępnij:
Schawoine. O ludziach, kuchni i portulace
Poprzedni artykuł

Schawoine. O ludziach, kuchni i portulace

Słowo na niedzielę ks. dr hab. Petera Tarlinskiego
Następny artykuł

Słowo na niedzielę ks. dr hab. Petera Tarlinskiego

Reklama

Punkt Widzenia

Ankieta

Neues Wochenblatt - Gazeta Niemców w Rzeczypospolitej Polskiej
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.