Die Gedanken sind frei

Polke zamiast Chagalla

30 września 2026, 05:00 Historia , Kolumne

„Nie samym tylko chlebem żyje człowiek”. Tymi słowami Jezus w Ewangelii Mateuszowej puentuje myślą: „ale każdym słowem, które pochodzi z ust Boga”.
Potocznie używamy tych słów, by podkreślić, że oprócz dóbr materialnych potrzebujemy także wartości duchowych.

Przychodzi mi to na myśl także, gdy czuję bezsilny gniew i niemoc wobec wiadomości o kolejnych bombardowaniach ukraińskich miast. O atakowanych w Polsce Ukraińcach, mordowanych w Nigerii chrześcijanach. O usuwaniu wiosek palestyńskich przez żydowskich osadników, terrorystach z Jemenu. Straszeniu niemieckich wyborców wynikami AfD oraz o polskim piekiełku, jakie zgotowali nam skaczący sobie do gardeł postsolidarnościowi politycy.

Sigmar Polke twierdził, że wiedza jest niewystarczająca dla poszukiwania spójnej rzeczywistości.

Wakacje i urlopy dają okazję do ucieczki od tego w stronę wartości duchowych, ponadczasowych, do zachwytu pięknem krajobrazów, katedr, natury czy sztuki. Bywa też, że zapadają w pamięć niespodziankami. W Szwajcarii i Zürichu gwoździem każdego programu są witraże Marca Chagalla w Fraumünster. W moim przypadku okazało się, że to wyczekiwane spotkanie z Chagallem nie nastąpi, a przeszkodą okazały się zaryglowane drzwi katedry. Konsternacja polskiej przewodniczki i niezadowolenie grupy były niekłamane. Na pocieszenie, ale bez entuzjazmu zaproponowała w to miejsce zwiedzenie kościoła zwanego Grossmünster po drugiej stronie Limmatu, rzeki dzielącej Zürich. Kościół najbardziej znany z tego, że tam swoje nauki głosił Ulrich Zwingli, jeden z głównych krzewicieli protestantyzmu obok Lutra i Kalwina. W jego wnętrzu usłyszałem, że tamtejsze witraże wykonał Sigmar Polke, a zelektryzowały mnie słowa przewodniczki, która zwracając uwagę na ich głęboki sens oraz kunszt artystyczny powiedziała, że ich twórca mimo że urodził się na Śląsku nigdy nie przyznał się do polskości.

Witraże Sigmara Polke w Grossmünster w Zurychu. Foto: Wikipedia

I te zaskakujące swą ignorancją słowa, skądinąd bardzo dobrej przewodniczki, skłoniły mnie do pogłębienia wiedzy o nim i jego twórczości, która na tamtych zamontowanych w 2009 roku witrażach rzeczywiście zachwyca. By nie pastwić się zbytnio nad oczywistością ignorancji co do tożsamości artysty wyjaśnię, że urodził się on co prawda w śląskiej Oleśnicy, ale w roku 1941, a więc gdy było to Oels, z którego w 1945 roku wraz z rodziną przed frontem ucieka do Turyngii, którą w 1953 roku przez Berlin Zachodni opuścił, by osiedlić się w Düsseldorfie. Tam też studiował w Kunstakademie i wraz z innymi twórcami tworzył kierunek artystyczny nazwany „realizmem kapitalistycznym”. Ma to być jednoczesna odpowiedź na socrealizm Wschodu i amerykański Pop Art. Przez czternaście lat był profesorem w Hochschule für Bildende Künste w Hamburgu. Eksperymentował w różnych dziedzinach, materiałach, technikach i substancjach do tego stopnia, że zyskał miano „alchemika”. Twierdził, że wiedza jest niewystarczająca dla poszukiwania spójnej rzeczywistości.

Poszukiwał jej nie tylko w sztuce, ale też w podróżach, różnych wspólnotach artystycznych, a nawet w substancjach psychodelicznych, by uchwycić wizje alternatywne. Na tkaninach, obrazach czy fotografiach wahał się miedzy figuracją a abstrakcją. Witraże w Grossmünster tworzone w latach 2006–2009 właśnie takie są. Pięć figuratywnych przedstawień przedstawia postaci takie jak Eliasz, Dawid czy Syn Człowieczy, a siedem pozostałych to abstrakcyjne kompozycje o niezwykłych barwach i grze świateł, które mają coś ze stylu Gustawa Klimta. W surowym, protestanckim wnętrzu tego romańsko-gotyckiego kościoła pulsują swym bogactwem, a zarówno postacie, jak i gra kolorów skierowane są w stronę prezbiterium z witrażem Augusto Giacomettiego z 1933 roku ze sceną narodzenia Jezusa. Znamienne, że kościelne okna w Zürichu to bodaj ostatnie dzieło tego niemieckiego artysty ze Śląska, który rok po ich realizacji przegrał walkę z rakiem. To ostatnie słowo Sigmara Polke. I do tych, którzy zapomnieli, że Śląsk przed 1945 rokiem był niemiecki, i do tych, co nie samym tylko chlebem żyją. Do wszystkich.

Udostępnij:
Hanna Gach z podwójną nagrodą!
Poprzedni artykuł

Hanna Gach z podwójną nagrodą!

„Ta Pokrzywna to jest dla nas taka bajka”
Następny artykuł

„Ta Pokrzywna to jest dla nas taka bajka”

Reklama

Punkt Widzenia

Neues Wochenblatt - Gazeta Niemców w Rzeczypospolitej Polskiej
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.