Die Gedanken sind frei

Traktat, Annaberg i my

24 czerwca 2026, 05:00 Kolumne , Polityka

Jeszcze wielokrotnie w różnych kontekstach będziemy odnosić się do tegorocznego jubileuszu podpisania polsko-niemieckiego traktatu dobrosąsiedzkiego i rozważać jego przełomowy charakter. Również pielgrzymka mniejszości narodowych i etnicznych na Górę św. Anny miała ten akcent podkreślony w wystąpieniu ambasadora Niemiec Miguela Bergera. Pielgrzymka, w której dominuje język niemiecki, jest też jakimś efektem tego traktatu.

Po jego podpisaniu działacze niemieccy na Górnym Śląsku wraz z biskupem Alfonsem Nossolem i franciszkanami uznali, że można skorzystać z podpisanej przez polski rząd deklaracji, że język niemiecki może być swobodnie używany „w życiu prywatnym i publicznie”, „indywidualnie lub wespół z innymi”. Kto pamięta, ten wie, jak wielki entuzjazm pokonywał obawy sceptyków, którym trudno było uwierzyć, że w grocie annogórskiej po 50 latach można znów zaśpiewać po niemiecku. W państwie, które przez dziesiątki lat wytworzyło sprawny system wytępienia języka niemieckiego z wszelkich przejawów górnośląskiego życia. Po 35 latach sam traktat ma dla nas raczej historyczne znaczenie. Ważniejsze jest, by duch traktatu nie pozostał martwy. Temu służyły ustalenia „okrągłego stołu” z 2011 roku, które miały zapoczątkować stały tryb konsultacji na temat poprawy sytuacji mniejszości niemieckiej, ale po kilku spotkaniach konsultacje zamarły. I tak jest do dzisiaj.

Nikt za mnie nie przeniesie niemieckiej i śląskiej tożsamości, kultury i języka do pokolenia dzieci.

Polska w międzyczasie uchwaliła ustawę o mniejszościach narodowych, ratyfikowała europejskie normy ochrony mniejszości i ich języków, które konkretniej stawiają wymagania polityce mniejszościowej państwa. Jednak wszystkie podpisywane deklaracje i ustanawiane prawa potrzebują dwóch podstawowych postaw. Obydwie postawy nie mają się dziś najlepiej. Rządzący muszą chcieć szczerze wdrożyć i stworzyć warunki pełnej realizacji praw i deklaracji. A ze strony mniejszości potrzeba wiary i determinacji, by je konsekwentnie w życiu publicznym i organizacjach zbiorowo wcielać w życie. Ale to nie wystarczy. To musi czynić każdy z nas indywidualnie, w rodzinie, w domu, w parafii, w swojej firmie. Każdy w swoim zakresie w poczuciu odpowiedzialności za dziedzictwo swoich przodków. Nikt za mnie nie przeniesie niemieckiej i śląskiej tożsamości, kultury i języka do pokolenia dzieci. Ta myśl krążyła w mojej głowie, gdy w grocie patrzyłem na zgromadzonych z nieodpartym wrażeniem, że znów jest nas mniej. Wspaniała liturgia z biskupem, piękna oprawa muzyczna, broszurki, duszpasterze, reklama w mediach… to wynik dojrzałego podjęcia swej roli przez wielu ludzi. Też przez wszystkich obecnych, zwłaszcza młode rodziny z dziećmi.

Pielgrzymka na górę św. Anny pozostaje do dziś widocznym symbolem praw kulturowych i językowych mniejszości niemieckiej.
Zdjęcie: A. Durecka

Moją mimo to smutną refleksję potwierdził brat zakonny, który powiedział: „Przyjechali na Annaberg z Warszawy, Turyngii, Monachium, Würzburga, Norymbergii, a tu te parę kilometrów nasi nie przyjechali”. Nikt nie może braku entuzjazmu i woli tłumaczyć sytuacją polityczną, jeśli wiemy, w jakich warunkach nasi przodkowie zachowali swoją tożsamość. Antyniemiecka polityka w PRL była normą. Traktat ją zamknął słowami, że Polska i Niemcy „będą kształtować swoje stosunki w duchu dobrego sąsiedztwa i przyjaźni”. I wiem, że mimo to antyniemieckie akcenty w polskiej polityce po traktacie nigdy nie zniknęły. Nie rozpoczęły się „dziadkiem z Wehrmachtu”, ani nie zakończyły dyskryminacją dzieci uczących się niemieckiego. Dzisiaj zostały tylko nieco zagłuszone antyukraińską histerią. Lecz nie pozwalajmy historią poddawać w wątpliwość podstaw demokracji, kwestionując prawa obywatelskie jakiegokolwiek polskiego obywatela z powodu jego innego pochodzenia, jak to się teraz dzieje wobec m.in. A. Szeptyckiego. Lecz obawa przed ujawnianiem i budowaniem odrębnej tożsamości narodowej, w przyjaznej relacji do innych, nie obroni nas przed nacjonalistami, a ich jedynie ośmieli. Bądźmy więc bardziej swej śląskiej i niemieckiej tożsamości oddani.

Udostępnij:
Piłkarskie emocje i wielka przygoda z Miro Deutsche Fußballschule
Poprzedni artykuł

Piłkarskie emocje i wielka przygoda z Miro Deutsche Fußballschule

Punkt Widzenia