Urodzony w Niemczech 32-letni dzisiaj Thomas Passon od kilku lat z niebywałą skutecznością i powodzeniem rozwija swoją firmę – PP-POOLS Thomas Passon w Przyworach pod Opolem.
Mimo młodego wieku osiągnął już bardzo wiele w biznesie, a sukcesu pozazdrościć mogą mu dużo bardziej doświadczeni właściciele firm. W czym zatem tkwi recepta na powodzenie młodego przedsiębiorcy, oprócz charakterystycznych dla niego: uporu, wytrwałości w dążeniu do celu, ogromnej pracowitości, kreatywności i nieprzeciętnej wiary w siebie? O tym i wielu innych ciekawostkach ze swojego życia, które mogą być inspiracją dla osób chcących zostać wziętymi biznesmenami, opowiada w rozmowie z Krzysztofem Świercem.
Gdzie się pan wychował i obecnie mieszka?
Urodziłem się w Goslar w Dolnej Saksonii, a następnie przenieśliśmy się niedaleko Wernigerode, gdzie mieszkałem do 16. roku życia. Później z moimi rodzicami przyjechałem do Polski, było to 18 lat temu, i podjąłem naukę w technikum ukierunkowanym na agrobiznes w Chróścinie Opolskiej. Było to konsekwencją moich zainteresowań związanych z pracą na gospodarstwie, która towarzyszyła mi od dziecka. Ba, kiedy jeszcze mieszkałem w Niemczech, to niemal bez reszty pochłaniały mnie dwie pasje – granie w piłkę nożną oraz praca w polu i jazda po nim traktorami. Co więcej, kiedy przyjeżdżałem na wakacje z Niemiec do Polski, robiłem wszystko, aby tylko móc pomagać wujkowi w pracy na polu. Dodam, że wtedy w Polsce nie było tak silnie rozwiniętej digitalizacji jak w Niemczech, co bardzo mi się podobało. Ludzie ze sobą normalnie rozmawiali i spotykali się. Teraz niestety już tak nie jest. Pod tym względem Polska dogoniła świat. Ludzie zaczęli się mniej spotykać na żywo, więcej konwersują przez Internet.
Kiedy pojawiła się chęć, aby stać się przedsiębiorcą i założyć własną firmę?
Zacznę od tego, że mieszkając jeszcze w Niemczech, jako młody chłopak marzyłem wyłącznie o posiadaniu własnego gospodarstwa. Dlatego mój ojciec skupował ziemię. Kupił też starą oborę w Przyworach z myślą o tym, że kiedyś tutaj będziemy prowadzić gospodarstwo i zamieszkamy w regionie opolskim. Efekt? Przyjechałem do Polski, rozpocząłem edukację we wspomnianym wcześniej technikum, ale… W międzyczasie, będąc jeszcze nastolatkiem, w 2012 r. otwarłem pierwszy własny biznesik – bar w Przyworach, który prowadziłem wówczas razem z moją ówczesną narzeczoną, a obecnie żoną. Myślami i w rozmowach z ludźmi bardzo chętnie wracam do tego okresu mojego życia, bo był on naprawdę radosny i udany. Prowadząc bar, potrafiliśmy się sami utrzymać, a przy tym jeździliśmy już własnym samochodem, choć byliśmy jeszcze bardzo młodzi, bo przecież moja obecna żona również uczęszczała wtedy do technikum. Posiadanie tego baru dawało nam nie tylko niezależność i życie na przyzwoitym poziomie, ale było też znakomitą nauką i otarciem się o zdecydowanie większy biznes.
„Dla mnie wymarzonym miejscem do życia jest region opolski, a Przywory są dla mnie najpiękniejszym miejscem na świecie!”
Pomimo prowadzenia baru cały czas pracował pan też na gospodarce!
To prawda, a przy tym konsekwentnie inwestowaliśmy w nasze gospodarstwo. Dokupywana była ziemia, ciągniki, próbowałem różnych hodowli. Między innymi hodowli świń. Później zainteresowałem się opasową hodowlą bydła, w której zwierzęta nie męczą się, jak te zamknięte w klatkach. Są na dworze, swobodnie się poruszają, tryskają radością i zdrowiem. Po prostu mają lepsze życie, a ja dzięki temu miałem czyste sumienie. Jednak kiedy kończyłem technikum, zdecydowałem się podjąć w Opolu dodatkową pracę w roli handlowca i… Zacząłem sprzedawać baseny ogrodowe, ale jednocześnie nie zrezygnowałem z prowadzenia opasowej hodowli bydła! Ciężko zasuwałem, bo chciałem szybko zarobić poważne pieniądze, by mieć środki na kolejne inwestycje.
W końcu jednak zrezygnował pan z pracy w roli handlowca, dlaczego?
Ponieważ zacząłem na poważnie handlować cielętami. W tym celu kupiłem busa i przerobiłem go tak, aby móc zgodnie z prawem przewozić nim zwierzęta z Niemiec do Polski. Następnie jeździłem pod Berlin po cielaki, przywoziłem je do siebie, odbudowywałem przez 4–6 tygodni i sprzedawałem rolnikom. Bywało tak, że np. w poniedziałek o 6 rano wyjeżdżałem po cielaczki i dopiero o 6 rano we wtorek pojawiałem się z nimi w domu. Taka to była wyprawa! Z perspektywy czasu bardzo ciekawa przygoda, w której uczestniczyłem ja i 18–20 cielaków, które wiozłem.
Jednak w pewnym momencie zaczął pana pociągać inny biznes.
Podświadomie zaczęło ciągnąć mnie do basenów. Konkretnie do tych, które sprzedawałem, pracując jako handlowiec, bo zdawałem sobie sprawę z tego, że w rolnictwie, które też kochałem i nadal kocham, aby zarobić poważne pieniądze, potrzeba ogromnych ilości ziemi. Ja ich nie miałem i nie zapowiadało się na to, że będę miał. Dlatego zacząłem szukać wyjścia i, co za tym idzie, innego zajęcia. Zajęcia, które przyniesie mi duże pieniądze. Tym samym na własną rękę zacząłem sprzedawać baseny. Ułatwiał mi to fakt, że znałem poszczególnych producentów, a przy tym miałem już w Niemczech klientów, którym sprzedawałem produkty danych firm. Konkretnie oferowałem baseny polipropylenowe, które obecnie już produkuje moja firma – PP-POOLS Thomas Passon w Przyworach pod Opolem.
Nadszedł jednak czas pandemii koronawirusa i pojawiły się kłopoty, ale i kreatywność, którą się pan w tym okresie wykazał.
Problemy, jakie w tamtym czasie się wygenerowały, były naprawdę poważne. Dochodziło do tego, że danemu klientowi dawałem termin dostarczenia basenu na 4–6 tygodni, ale tak się nie działo. Tym samym w krótkim czasie stałem się niesłowny, i to nie z własnej winy. Po prostu ludzie nagle mieli więcej czasu i zaczęli w swoich ogrodach instalować baseny. W efekcie znacznie zwiększyła się liczba zamówień, a producenci brali wszystkie zamówienia, bo chcieli jak najwięcej zarobić i jak najszybciej się dorobić. Co za tym idzie, czas realizacji się wydłużył, i to niebagatelnie, bo od 12 do 16 tygodni! Zrobiło się nieprzyjemnie i mało profesjonalnie. Bardzo mnie to denerwowało. Dlatego postanowiłem temu zaradzić i postawiłem wszystko na jedną kartę. Zaciągnąłem pożyczkę, przeprowadziłem kilka remontów i sam stałem się producentem basenów polipropylenowych, którym jestem do dziś. Teraz to ja decyduję o ich jakości i terminach. Dzięki temu za nikogo nie muszę się tłumaczyć, wstydzić itd., a przede wszystkim dotrzymuję danego słowa. A słowo dla mnie i prowadzonej przeze mnie firmy jest bardzo ważne, ma swoją wagę.

Firma PP-POOLS Thomas Passon z Przyworu koło Opole, specjalizuje się w produkcji basenów z polipropylenu na zamówienie i dostarcza je klientom w całej Europie.
Foto: prywatne
Ciekawi mnie, jak wygląda produkcja takich basenów.
Są to gotowe płyty polipropylenowe, które sprowadzamy do siebie. Następnie odpowiednio je obrabiamy specjalnymi obrabiarkami i spawamy przeznaczonymi do tego spawarkami. Tworzymy bryłę, do której wprowadzamy tzw. serce, czyli m.in. rury, filtrację i oświetlenie. Pragnę w tym miejscu podkreślić, że dzisiaj mamy już tak dalece zaawansowaną technologię, że nawet telefonem komórkowym można sterować całym basenem – od otwierania go po jego zamknięcie.
Gdzie mieści się siedziba firmy PP-Pools Thomas Passon i gdzie znajduje swoich klientów?
Siedzibę mamy w podopolskich Przyworach – najpiękniejszym dla mnie miejscu na świecie w gminie Tarnów Opolski. Klientów natomiast znajdujemy od Norwegii po najnowszego, dla którego obecnie realizujemy zlecenie – na wyspie Rodos. Jest to klient z Niemiec, który ma także dom na tej greckiej wyspie. Oczywiście klientów mamy też w całej Polsce – od morza po góry, wszędzie tam, gdzie jest możliwość wkopania basenu. Dodam, że wśród naszych klientów trafiają się bardzo znane nazwiska i osobowości. Są to np. znane modelki czy też piłkarze, a jednym z nich jest były zawodnik niemieckiej 1. Bundesligi.
Dlaczego wybrał pan działalność na Śląsku, w województwie opolskim, a nie w Niemczech – kraju urodzenia?
Dla mnie wymarzonym miejscem do życia jest region opolski, a Przywory, jak już powiedziałem, są dla mnie najpiękniejszym miejscem na świecie! Owszem, z moją optyką na piękno danego regionu, miasta, gminy czy kraju można polemizować, dyskutować, nie zgadzać się. Zawsze jednak twierdzę, że każdy ma swój gust i nim się kieruje, a przynajmniej powinien się kierować. Mój gust jest taki, jak powiedziałem, a Przywory darzę szczególną estymą. Jest to miejscowość, skąd pochodzi moja kochana rodzina. Oczywiście rozumiem ludzi, którzy opuszczają swoje rodzinne miejsce, wyjeżdżając za pieniędzmi, ale dla mnie osobiście, wbrew pozorom, pieniądze nie są wszystkim! Bardzo sobie cenię przyjaźń i przyjaciół, z którymi chcę się regularnie widywać, nie tylko przez Internet, a to wszystko mam tu, na miejscu.
Jak widzi pan rozwój swojego przedsiębiorstwa w najbliższych latach?
W kolorowych barwach. Chcę poszerzyć swoją działalność, bo obecnie robimy tylko baseny ogrodowe. W planach jednak mamy umożliwienie przykrycia tych basenów oraz produkcję mniejszych, typu jacuzzi, o niestandardowych wymiarach dla hoteli, uzdrowisk, ale też dla prywatnych osób. Należy podkreślić, że z naszych materiałów możemy wykonywać każdy kształt i wielkość basenu. Pod tym względem nie jesteśmy ograniczeni i to bardzo poważny atut materiału, z którego je wykonujemy. Mówię o tym dlatego, że na rynku funkcjonują firmy, które są ograniczone danymi modelami czy formami. My nie! Możemy się dostosować do wymogów każdego klienta. Dodam, że w ostatnim czasie zainwestowałem w nowe biuro w Niemczech. Dzięki temu mamy własny punkt sprzedaży w centralnej części RFN, dokładnie w pobliżu Wernigerode, w miejscowości Derenburg, gdzie posiadamy też olbrzymie hale. Równocześnie zainwestowaliśmy też w nowe biuro w Przyworach, gdzie budujemy wystawę i punkt dla klientów, żeby mogli do nas przyjechać, rozejrzeć się, usiąść, zastanowić.