W historii Śląska pierwsze mosty były kluczowymi elementami infrastruktury handlu i obronności. Za najstarszy przyjmuje się most kamienny w Kłodzku, który wybudowano w drugiej połowie XIV wieku. Za najstarszy most metalowy uznaje się natomiast most w okolicy Strzegomia z 1796 roku.
Jednym z bardziej znanych i strategicznych na Śląsku był jednak wrocławski most Hundsfelda z 1870 roku. Przez wiele lat służył on mieszkańcom miasta.
W latach 1892–1897, w ramach budowy nowego portu miejskiego, po lewej (południowo-zachodniej) stronie Starej Odry zbudowano kanał miejski. Przecięto go wówczas stalowym mostem kratownicowym, przedłużając pierwotny Most Hundsfelda. Ze względu na wymagany prześwit i wiek, stary wschodni most Hundsfelda został zastąpiony betonowym mostem łukowym, położonym kilka metrów w górę rzeki. Nowy most, zaprojektowany przez Günthera Trauera, został otwarty w 1916 roku i nazwany Mostem Hindenburga na cześć zwycięskiego niemieckiego generała Paula von Hindenburga.
Powstał problem nie tylko dla Chorzowa, ale także dla okolicznych miast, ponieważ estakada stanowi element arterii komunikacyjnej między Bytomiem a Katowicami. Jej zamknięcie przeniosło ruch między miastami na ulice lokalne, powodując frustrację mieszkańców i zwiększając zagrożenie bezpieczeństwa.
Rozwój górnictwa i hutnictwa na Górnym Śląsku wymusił przemiany w obszarze transportu surowców kopalnych i wyrobów hutniczych. Początkowo postawiono na transport wodny, ale wkrótce skok cywilizacyjny wymusił także rozwój kolejnictwa i drogownictwa. Friedrichowi, hrabiemu von Reden, zawdzięczamy powstanie sztolni dziedzicznej Hauptschlüsselerbstollen, łączącej ówczesną kopalnię Luiza z Königsgrubbe w Königshütte, która – oprócz znaczenia technologicznego związanego z odwadnianiem kopalń – miała duże znaczenie transportowe. Wzrost wydobycia węgla spowodował jednak, że przepustowość sztolni okazała się zbyt mała.
Ze względu na wyczerpanie się płytko położonych pokładów węgla kamiennego oraz rezygnację z jego odbioru przez Królewską Odlewnię Żeliwa w Gliwicach (obecnie Gliwickie Zakłady Urządzeń Technicznych), a także w związku z rozwojem transportu kołowego (drogowego i szynowego), zrezygnowano z transportu węgla tą drogą.
Śladem sztolni powstała droga łącząca Gliwice poprzez Zabrze z Königshütte.
Kronprinzenstraße i narodziny nowoczesnej infrastruktury
Drogę tę nazwano „Kronprinzenstraße”, czyli „ulicą Następcy Tronu”, na cześć późniejszego króla Prus Fryderyka Wilhelma IV. Gdy ją wytyczono, dzisiejsze Zabrze stanowiło zaledwie kilka wsi, ale z czasem ulica stała się główną arterią miasta, które powstało sto lat później. Dziś jest to jedna z najdłuższych ulic w Polsce – ma ok. 9,5 km długości. Pod koniec XIX wieku pojawił się na tej drodze pierwszy konny tramwaj.
Jednak zanim powstała pierwsza linia tramwajowa, na terenie Górnego Śląska od połowy XIX wieku funkcjonowała już kolej wąskotorowa.
Pierwsze plany uruchomienia tramwajów na Górnym Śląsku pochodzą z 24 kwietnia 1892 roku. W tym dniu podpisano między spółką Kramer & Co. a magistratem Bytomia umowę na budowę linii Gliwice – Królewska Huta – Bytom – Piekary Niemieckie. Pierwotnie miała ona być jednotorowa z mijankami, o rozstawie szyn 1000 mm, a po niej miały poruszać się tramwaje parowe.

Hindenburg O.-S. – Kronprinzenstrasse Foto: Slaska Biblioteka Cyfrowa
Pierwsze informacje o planach elektryfikacji pojawiły się w 1896 roku, a rok później także o planach budowy zelektryfikowanej linii z Bytomia do Miechowic. W 1898 roku spółka Kramer & Co. uzyskała koncesję na budowę kolejki elektrycznej Katowice Rynek – Zawodzie. W tym samym roku katowicka spółka Schikora& Wolff otrzymała koncesję na budowę kilku kolejnych linii.
Jednak aby linie tramwajowe mogły bezkolizyjnie krzyżować się z istniejącą w pobliżu linią kolejową, wybudowano pierwszy most w obecnym Chorzowie. Stał się on pierwszą estakadą. Most przyjął nazwę Germania Brücke, a niedaleko niego, na placu przy poczcie, stanął Pomnik Germanii. Ten chorzowski element architektoniczny można odnaleźć na wielu pocztówkach z tego okresu. Przez wiele dziesięcioleci most pełnił funkcję łącznika między miastami regionu, drogi transportowej dla towarów oraz środka przemieszczania się mieszkańców nie tylko Königshütte. Z powodu swojego newralgicznego położenia przechodził liczne przebudowy i modernizacje. Zmianom ulegała także biegnąca tędy linia tramwajowa. Jednak w latach 70. XX wieku trasa przebiegająca przez chorzowski rynek stała się niewydolna – tworzyły się zatory, a układ drogowy, w którym krzyżowały się ciągi piesze, drogowe i tramwajowe, był niebezpieczny.
Konieczne stało się znalezienie rozwiązania, którym była budowa estakady nad rynkiem. Z jednej strony pozwoliło to wyprowadzić ruch tranzytowy z centrum, z drugiej – co do dziś jest krytykowane – zmieniło, w wyniku wyburzeń, strukturę centrum miasta.
Estakada – most, który podzielił miasto
Po tym historycznym wprowadzeniu pora przejść do aktualnej relacji tego, do czego doprowadził most, a raczej jego polityczna otoczka – problemu, który zamiast łączyć, podzielił miasto.
Estakada przez wiele lat eksploatacji uległa naturalnemu zużyciu i wymaga renowacji. Już wcześniej przeprowadzano zarówno remonty bieżące, jak i kompleksowe. Jeden z takich remontów wykorzystano także do przebudowy płyty rynku, który stał się wówczas przestrzenią użytkową dla mieszkańców i miejscem wydarzeń oraz eventów. Pod estakadą zlokalizowano lokale, sklepy, a nawet jednostkę jednego z wydziałów Urzędu Miasta, co spotkało się z pozytywnym odbiorem petentów.
Już przed dekadą, z powodu stale rosnącego ruchu samochodowego w centrum miasta, powstała koncepcja budowy obwodnicy, która umożliwiłaby przeniesienie ruchu tranzytowego pomiędzy Bytomiem a Katowicami poza chorzowski rynek. Niestety, z powodu wysokich kosztów, na które miasto bez finansowania zewnętrznego nie mogło sobie pozwolić, koncepcję tę zarzucono. Po zmianie układu władzy w mieście wróciła idea obwodnicy lub przynajmniej przeniesienia ruchu poprzez wykorzystanie istniejącej infrastruktury.
Rok temu na estakadzie odkryto ślady mające świadczyć o jej złym stanie technicznym. Prezydent miasta wydał nakaz natychmiastowego zamknięcia tego połączenia. W oparciu o jedną ekspertyzę uznano, że estakada zagraża bezpieczeństwu, a jej stan grozi katastrofą budowlaną.
Powstał problem nie tylko dla Chorzowa, ale także dla okolicznych miast, ponieważ estakada stanowi element arterii komunikacyjnej między Bytomiem a Katowicami. Jej zamknięcie przeniosło ruch między miastami na ulice lokalne, powodując frustrację mieszkańców i zwiększając zagrożenie bezpieczeństwa. Wstrzymanie ruchu pod estakadą spowodowało także podzielenie miasta na pół. Z lokali znajdujących się pod estakadą wyprowadzono użytkowników, a z dnia na dzień przedsiębiorcy i ich pracownicy utracili miejsca pracy. Ruch w centrum miasta zamarł. Nad miastem zawisła wizja apokalipsy. Jedynie kolej stosunkowo szybko wznowiła ruch pod mostem uznawanym za zagrożony.
Co będzie dalej?
Dla spotęgowania efektu zagrożenia wykorzystano niedawne katastrofy budowlane mostu Carolabrücke w Dreźnie i PonteMorandi w Genui, mimo że były to całkowicie inne konstrukcje.
Ekspertyza zamówiona przez samorząd wykazała, że estakada nie wykazuje wymaganej nośności i grozi awarią lub katastrofą. Dokument wspominał również, że estakada została wykonana ze stali NRD-owskiej, która z czasem traci swoje właściwości wskutek specyficznej korozji – ten sam rodzaj materiału wykorzystano przy budowie mostu Carolabrücke w Dreźnie.

Foto: estakada.chorzow.eu
Opinia społeczna od razu podzieliła się podobnie jak miasto – na pół.
Zwolennicy ekipy prezydenta miasta domagali się jak najszybszego wyburzenia estakady i przywrócenia funkcji rynku sprzed jej powstania, nie biorąc pod uwagę tego, że to już nie to samo miasto. W wyniku wyburzeń i zmiany funkcji rynku jego charakter uległ zmianie, podobnie jak otaczająca go zabudowa.
Oponenci sugerują, że zamknięcie estakady stanowi element rozgrywki politycznej z poprzednimi władzami, które – ich zdaniem – poprzez zaniedbania remontowe doprowadziły do obecnego stanu.
Do tego nowe ekspertyzy dopuszczają estakadę, choć w ograniczonym zakresie, do użytkowania. To wszystko zniechęca dużą część mieszkańców do prezydenta i jego ekipy.
Zarzuca się mu także, że w jego optyce Chorzów to tylko Ruch i jego nieistniejący dziś stadion, a wszelkie ograniczenia finansowe i oszczędności są nakierowane na budowę nowego stadionu, którego finansowanie może pogrążyć miasto na dekady.
Trudno się więc dziwić, że w mieście zawiązała się grupa, która postawiła sobie za cel doprowadzenie do referendum w sprawie odwołania prezydenta miasta. Grupa zebrała podpisy, które zostały złożone w odpowiedniej instytucji – PKW. Wszyscy oczekują teraz na decyzję, czy referendum odwoławcze się odbędzie i z jakim skutkiem.
Pytanie na przyszłość: czy ta akcja podzieli – jak estakada – mieszkańców na stałe, czy może, jak most, połączy ich dla dobra miasta.
Bo przecież mosty powinny łączyć.