Między ambicją a niedopowiedzeniem
Nowa strategia polityki zagranicznej Polski na lata 2026–2030 trafnie diagnozuje główne wyzwania, lecz unika odpowiedzi na kluczowe pytania. Nie rozstrzyga ani równowagi między NATO a Europą, ani miejsca najważniejszych relacji bilateralnych. W efekcie powstaje dokument o wyraźnych ambicjach, ale niepełnym instrumentarium ich realizacji.
Państwa formułują strategie polityki zagranicznej nie tylko po to, by porządkować własne cele, lecz także by komunikować je partnerom i nadawać spójność działaniu instytucji. W przypadku państw średniej wielkości, takich jak Polska, strategia ma szczególne znaczenie: siła tych państw wynika nie tyle z posiadanych zasobów, co z umiejętnego zarządzania relacjami i budowania wiarygodności. Brak tej ostatniej – lub jej podważanie – jest sygnałem odbieranym na zewnątrz.
Polska nie po raz pierwszy przyjmuje dokument tego rodzaju. Strategia na lata 2017–2021 koncentrowała się na bezpieczeństwie, relacjach transatlantyckich oraz wzmacnianiu pozycji państwa narodowego w Unii Europejskiej, ujmując priorytety w trzy kategorie: bezpieczeństwo, rozwój i autorytet międzynarodowy (Strategia PPZ 2017–2021, s. 4–5).
Obecny dokument wpisuje się w tę praktykę, ale w ograniczonym stopniu odnosi się do doświadczeń poprzednich lat. Czytelnik nie otrzymuje odpowiedzi na pytanie, czy mamy do czynienia z kontynuacją wcześniejszej linii polityki zagranicznej, czy też z próbą jej korekty lub redefinicji.
Problem ten nie jest wyłącznie kwestią redakcyjną. W warunkach wyraźnych napięć wokół kierunku polityki europejskiej Polski w poprzednich ośmiu latach brak odniesienia do tej zmiany utrudnia ocenę rzeczywistej skali korekty kursu.
Trafna diagnoza, wątpliwy horyzont
Strategia przedstawia spójny obraz rzeczywistości międzynarodowej. Punktem odniesienia jest wojna rosyjsko-ukraińska oraz wynikająca z niej destabilizacja porządku europejskiego. Dokument trafnie stwierdza, że „niezależnie od przebiegu wojny w Ukrainie Rosja pozostanie zagrożeniem dla całej Europy, dopóki obecny reżim nie zmieni swoich dążeń” (s. 4). Równie precyzyjnie zarysowana jest niestabilność relacji transatlantyckich oraz coraz poważniejsze ryzyko ograniczenia zaangażowania USA w Europie.
Pewne zastrzeżenia mogą dotyczyć horyzontu czasowego. Pięcioletnie planowanie – uzasadnione w warunkach względnej stabilności – staje się problematyczne w realiach rosnącej niepewności. Świadomy jest tego minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, który we wstępie wprost stwierdza, że „polska polityka zagraniczna będzie w najbliższej przyszłości prowadzona w świecie, który stał się wyraźnie mniej stabilny i znacznie bardziej nieprzewidywalny” (s. 4).
Strategia 2017–2021 powstawała przed pandemią, przed rosyjską inwazją na pełną skalę oraz przed wyraźnym zachwianiem się relacji transatlantyckich. Żaden z tych przełomów nie był przewidziany – i żaden nie mieścił się w logice ówczesnego planowania.
Obecny dokument nie wyciąga z tego wniosku metodologicznego. Deklaruje wprawdzie konieczność „stałej weryfikacji” założeń (s. 7), nie precyzuje jednak ani trybu, ani odpowiedzialności instytucjonalnej za tę weryfikację.
Brak corocznego mechanizmu przeglądu, wskaźników skuteczności i przypisania odpowiedzialności instytucjonalnej to nie szczegół techniczny – można go uznać za lukę strukturalną dokumentu pretendującego do miana strategii.
Między NATO a Europą: niewyjaśniona równowaga
Strategia podtrzymuje fundamentalne znaczenie NATO oraz relacji ze Stanami Zjednoczonymi jako podstawy bezpieczeństwa Polski. Jednocześnie dostrzega rosnącą niepewność w relacjach transatlantyckich oraz możliwość ograniczenia zaangażowania USA w Europie (s. 12).
Ten wątek nie zostaje jednak rozwinięty. Dokument nie analizuje scenariusza trwałego przesunięcia uwagi Stanów Zjednoczonych w stronę Indo-Pacyfiku ani konsekwencji silnej zależności od amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego.
Wzmacnianie europejskiego filaru bezpieczeństwa przedstawiane jest jako uzupełnienie NATO, nie zaś jako odpowiedź na jego potencjalne osłabienie. Strategia dostrzega problem, ale nie czyni go osią osobnego wątku refleksji.
Formaty regionalne – deklaracje bez architektury
Podobna ogólność widoczna jest w podejściu do formatów współpracy regionalnej. Trójkątowi Weimarskiemu przypisuje się rolę „koła zamachowego rozwoju Unii Europejskiej jako laboratorium ambitnych projektów reform” (s. 18).
Powiela to brzmienie strategii z 2017 roku, w której wskazywano na potrzebę „pogłębienia współpracy w ramach Trójkąta Weimarskiego” (Strategia PPZ 2017–2021, s. 11) – bez konkretnych propozycji instytucjonalnych wówczas i bez nich również teraz.
Trójkąt Weimarski funkcjonuje od ponad trzydziestu lat bez stałego sekretariatu, bez wspólnych instrumentów finansowych i bez trwałych projektów sektorowych. Format pozbawiony zaplecza instytucjonalnego pozostaje narzędziem polityki reaktywnej, zależnym od bieżącej woli rządów. Trudno uważać go za znaczące forum wewnątrz UE.
W roku 2026 – jubileuszowym zarówno dla Trójkąta Weimarskiego, jak i dla traktatu polsko-niemieckiego z 1991 roku – trudno dostrzec realną próbę nadania temu formatowi nowej dynamiki na najwyższym szczeblu.
W tym kontekście brak odniesienia do wzmocnienia Trójkąta w strategii nie tylko odzwierciedla istniejące ograniczenia, lecz także je reprodukuje na kolejne lata. Trójkąt Weimarski pozostaje w tej logice bardziej potencjałem niż narzędziem.
Niemcy: obecni i nieobecni
Szczególnie uderzająca jest nieobecność Niemiec i relacji polsko-niemieckich jako samodzielnego obszaru polityki zagranicznej. Niemcy pojawiają się w dokumencie wyłącznie pośrednio – przez pryzmat Unii Europejskiej i Trójkąta Weimarskiego, nie są przy tym wymienione ani razu jako odrębny i ważny partner. Można to interpretować jako próbę normalizacji stosunków (sąsiad jak każdy inny) – albo jako uniknięcie trudnej debaty o ich rzeczywistym stanie.
Relacje polsko-niemieckie są przy tym w coraz większym stopniu filtrowane przez pryzmat bezpieczeństwa. W obszarach, w których Niemcy angażują się we wzmacnianie zdolności obronnych i odstraszania, pojawia się wyraźna konwergencja interesów. Tam jednak, gdzie akcent przesuwa się w stronę rozwiązań politycznych lub gospodarczych, znaczenie Berlina w polskiej perspektywie relatywizuje się.
Trójkąt Weimarski funkcjonuje od ponad trzydziestu lat bez stałego sekretariatu, bez wspólnych instrumentów finansowych i bez trwałych projektów sektorowych. Format pozbawiony zaplecza instytucjonalnego pozostaje narzędziem polityki reaktywnej, zależnym od bieżącej woli rządów.
W tym sensie rośnie znaczenie alternatywnych konfiguracji współpracy, w tym z państwami nordyckimi, postrzeganymi jako bardziej jednoznaczni partnerzy w obszarze bezpieczeństwa. W tym kontekście rok 2026 jest szczególny. Mija 35 lat od podpisania traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy z 17 czerwca 1991 roku – dokumentu, który stanowił fundament normalizacji stosunków po zjednoczeniu Niemiec. Strategia nie zawiera żadnego odniesienia do tej rocznicy.
Nasuwa się pytanie: skoro Ministerstwo Spraw Zagranicznych uznało za stosowne odwołać się do orędzia biskupów z 1965 roku w interwencji dyplomatycznej skierowanej do Stolicy Apostolskiej w lipcu 2025 roku – w reakcji na wypowiedzi polskich hierarchów – to dlaczego ten sam urząd milczy o traktacie z 1991 roku w dokumencie programowym na kolejne pięć lat? Dysonans między instrumentalnym użyciem historii a jej pominięciem w strategicznym planowaniu wydaje się symptomatyczny.
Historia jako zasób – ale jakiej historii?
Uderza selektywność tej narracji. Dokument nie odwołuje się szerzej do doświadczenia II wojny światowej ani jej konsekwencji, akcentując zamiast tego obraz Polski jako kraju, który „pierwszy obalił komunizm, przeprowadził najbardziej udane reformy gospodarcze w Europie” (s. 28). Tymczasem wcześniejsze dokumenty strategiczne wyraźniej podkreślały znaczenie opieki nad polskim dziedzictwem kulturowym i miejscami pamięci, zwłaszcza w Europie Wschodniej. Przesunięcie akcentów nie zostaje jednak w obecnej strategii wyjaśnione.
Nie oznacza to jednak pojawienia się całkiem nowej narracji. Odwołanie do doświadczenia transformacyjnego obecne było już w polskich dokumentach programowych z początku lat dwutysięcznych. W exposé ministrów spraw zagranicznych z okresu akcesji do UE (2004) oraz 25-lecia Solidarności (2005) konsekwentnie budowano obraz Polski jako kraju, który jako pierwszy obalił komunizm, otwierając drogę demokratycznym przemianom w całym regionie. Strategia bezpieczeństwa narodowego z 2003 roku przypisywała Polsce rolę czynnika stabilizującego Europę Środkową i Wschodnią właśnie dzięki doświadczeniu transformacyjnemu.
Dysonans między instrumentalnym użyciem historii a jej pominięciem w strategicznym planowaniu wydaje się symptomatyczny.
Słabość tej narracji polega na tym, że transformacja nie jest procesem zakończonym ani jednoznacznie ocenianym wewnątrz kraju. Głęboka polaryzacja polskiego społeczeństwa – widoczna w kolejnych wyborach i konfliktach instytucjonalnych ostatniej dekady – utrudnia prezentowanie transformacji jako wzorcowego sukcesu bez wyjaśnienia, co ten sukces ze sobą przyniósł i komu. Strategia tego dylematu nie dostrzega.
Dyplomacja publiczna jest efektywna wtedy, gdy eksportowana narracja jest spójna z tym, co widać z zewnątrz. Tym bardziej zaskakuje brak odniesienia do konkretnych udanych projektów współpracy, takich jak wspólny polsko-niemiecki podręcznik do historii „Europa. Nasza historia”, który stanowi realne narzędzie nowoczesnej polityki historycznej i promocji Polski w Europie – a w szerszej perspektywie także poza nią.
Jest to pierwszy tego rodzaju przykład wspólnego podręcznika, który w sposób konsekwentny prezentuje te same treści w jednobrzmiących wersjach polskiej i niemieckiej. Przygotowywany jest także wybór rozdziałów z czterech tomów w języku angielskim, który ma zostać opublikowany jako jeden tom. To przedsięwzięcie, łączące różne tradycje historiograficzne i wpisujące historię Polski i Niemiec w szerszy kontekst europejski, może stać się jednym z najbardziej przekonujących przykładów współczesnej współpracy intelektualnej w Europie. Jego nieobecność w strategii pokazuje, jak niedostatecznie wykorzystuje się istniejące zasoby.
Aktorzy pominięci
Zaskakuje również wyraźna asymetria w definiowaniu podmiotów polityki zagranicznej. Strategia poświęca wiele miejsca Polonii i Polakom za granicą, nie określając jednak jasno ich funkcji – czy chodzi o sieć gospodarczą, narzędzie wpływu politycznego, czy element dyplomacji publicznej.
Jednocześnie całkowicie pomija mniejszości narodowe i etniczne w Polsce – ani mniejszość niemiecka, ani rosnąca społeczność ukraińska, ani także mniejszość żydowska nie pojawiają się w tekście, choć są to grupy o bezpośrednim znaczeniu dla relacji bilateralnych oraz dla szerszego wizerunku państwa. Ich obecność i sposób traktowania stanowią istotny element oceny Polski w kontekście standardów demokratycznych oraz praktyki ochrony praw mniejszości.
Ani mniejszość niemiecka, ani rosnąca społeczność ukraińska, ani także mniejszość żydowska nie pojawiają się w tekście, choć są to grupy o bezpośrednim znaczeniu dla relacji bilateralnych oraz dla szerszego wizerunku państwa.
Pominięcie tego wymiaru jest tym bardziej zaskakujące, że doświadczenie historyczne Europy pokazuje, iż ograniczanie praw mniejszości i ich marginalizacja wielokrotnie prowadziły do napięć i konfliktów. W warunkach obecnej niestabilności geopolitycznej uwzględnienie społecznego wymiaru polityki zagranicznej staje się nie tylko kwestią normatywną, lecz także elementem racjonalnie rozumianego bezpieczeństwa.
Należy zatem stwierdzić, że strategia na lata 2026–2030 trafnie diagnozuje główne wyzwania, nie tworzy jednak pełnych ram ich realizacji. Strategia z 2017 roku – przy wszystkich swoich ograniczeniach – zawierała przy każdym priorytecie listy zadań do realizacji, a więc była próbą przekucia celów w konkretny katalog działań (Strategia PPZ 2017–2021, passim). Obecny dokument rezygnuje z takiej formy uszczegółowienia.
Ambicja aktywnego uczestnictwa w zmieniającym się świecie wyprzedza instrumentarium, którym Polska dysponuje lub które jest gotowa budować. Dokument zakłada sprawną i spójną dyplomację państwa, nie odnosząc się do napięć instytucjonalnych, które w ostatnich latach wpływały na jej funkcjonowanie, w tym przede wszystkim do relacji między rządem a prezydentem. Mamy tu bardzo wyraźnie do czynienia ze strukturalnymi ograniczeniami, które strategia powinna nazwać – zamiast ukrywać je za ogólnością sformułowań.

