Rowerem z Kup do Santiago de Compostela

Kilometry Nadziei

20 lipca 2026, 12:00 Kościół

Wczoraj, 19 lipca 2026 roku, Maria Koschny – przewodnicząca DFK Kup, członkini zespołu „Kupskie ECHO” i pasjonatka dwóch kółek – wyruszyła w podróż życia. Przed nią tysiące kilometrów samotnej trasy, od progu własnego domu w Kup aż do grobu św. Jakuba w Hiszpanii. To nie jest jednak zwykły urlop – to wyprawa z misją, której celem jest pomoc małej Laurze Piechocie oraz osobista pielgrzymka wiary. Pani Maria, którą rozpiera energia – jak sama mówi: „ADHD dorosłych ludzi” – zamierza udowodnić, że każdy przejechany kilometr może stać się symbolem nadziei.

Jest Pani osobą niezwykle aktywną: przewodnicząca lokalnego DFK, śpiewaczka w zespole „Kupskie ECHO”, a teraz samotna podróżniczka. Czy o czymś zapomnieliśmy?

(śmiech) Chyba najważniejsze zostało powiedziane. Jestem stąd, z Kup, tu śpiewam, tu działam, a moją największą pasją jest przemieszczanie się na rowerze. Tak spędzam urlopy. Ale ta wyprawa jest inna. To moja dziesiąta duża podróż, ale planowana od roku z myślą o czymś znacznie większym niż tylko własna satysfakcja. Pomyślałam: skoro już mam „bzika” na punkcie pedałowania, to niech to przyniesie wymierny efekt dla kogoś, kto tego bardzo potrzebuje.

Ten „ktoś” to mała Laura Piechota. Dlaczego właśnie ona?

Znalazłam Laurę niedaleko nas. To dziewczynka, która zmaga się z zespołem Retta. Kiedy dowiedziałam się, że na jej leczenie potrzeba aż dziewięciu milionów złotych, oniemiałam. To kwota nie do udźwignięcia dla jednej rodziny. Pomyślałam: któż, jak nie drugi człowiek, ma im pomóc? Laura to takie nasze „słoneczko na ziemi”. Jadę dla niej, by te moje „kilometry nadziei” zamieniły się w realne wsparcie. Ale w sercu wiozę też prywatną intencję – za mojego wnuka, który urodził się z wadą serduszka i czeka na operację.

„Skoro już mam «bzika» na punkcie pedałowania, to niech to przyniesie wymierny efekt dla kogoś, kto tego bardzo potrzebuje.”

Opisała Pani siebie jako „ADHD dorosłych ludzi”. Czy to właśnie ta energia pcha Panią do Santiago?

Zdecydowanie tak! (śmiech). Ale to także potrzeba serca i chęć podziękowania Bogu za życie, rodzinę, rodziców. Bez Niego nic by się w moim życiu nie zadziało. Chciałam, żeby ta emerytura, na którą właśnie przechodzę, nie była tylko egoistycznym „udowadnianiem sobie czegoś”, ale by miała głębszy sens.

Przed Panią tysiące kilometrów samotności. Nie boi się Pani tej ciszy?

Mentalnie samotność mi nie przeszkadza. Potrafię być zadowolona sama z siebie, potrafię nawet sama ze sobą się kłócić i – co najlepsze – nikt mi wtedy nie pyskuje! (śmiech). W naszym codziennym gwarze, w tej pogoni za czasem, brakuje nam ciszy. Ta droga to będzie moja „strefa ciszy”, moment na przemyślenie życia. Wierzę, że święty Jakub mnie poprowadzi.

Sprzętowo jest Pani przygotowana na wyzwania techniczne? Rower elektryczny, sakwy, namiot…

Tu pojawiają się obawy! Jadę na rowerze wspomaganym, który sam waży 26 kilogramów. Do tego bagaż – namiot, śpiwór, karimata, ubrania. Założyłam, że bagaż nie może przekroczyć 15 kilogramów, co dla kobiety wcale nie jest łatwym wyzwaniem! Najbardziej boję się, że rower się zepsuje, bo technicznie jestem – krótko mówiąc – cienka. Nigdy nie wymieniałam dętki. Obawiam się też obsługi aplikacji w telefonie, szukania trasy. Ale myślę sobie: na świecie przecież żyją ludzie. Zapytam, pokażę na migi, ktoś pomoże.

Gdzie Pani będzie spać? Plan jest dopięty na ostatni guzik?

Nie mam żadnego planu. Żadnego! Droga pokaże miejsce i czas. Raz to będzie zagroda u gospodarza, innym razem hostel czy Jugendherberge w Niemczech lub Francji, jeśli będę potrzebowała prysznica i regeneracji. Może być tak, że organizm powie „dość” i jeden dzień będę musiała odpocząć. Może będą mnie boleć kości od spania w namiocie, ale co z tego? Młodego też by bolały. Najwyżej nie wyjdę z tego namiotu z gracją, ale wyjdę!

Co daje Pani siłę, gdy pojawiają się chwile zwątpienia?

Moje dzieci i zwierzęta. Mój pies Carmel i kot. Kiedy jest mi ciężko, idę do lasu na spacer i rozmawiam z Bogiem. Wiara i modlitwa, zwłaszcza pompejańska, dają mi siłę, by zrozumieć, że pewne trudności są po to, by potem było inaczej. Nie ja tu rządzę, tylko On.

 

Foto: Anna Durecka

Jako silna kobieta z Oberschlesien, co chciałaby Pani przekazać innym kobietom, które może też mają marzenia, ale boją się je realizować?

Silna kobieta to taka, która wie, czego chce. Dla mnie fundamentem jest Pan Bóg, rodzina i tożsamość. Moje motto? Zrób to, na co masz ochotę tu i teraz. Nasze życie jest dzisiaj, nie jutro. Potem może nie być czasu, zdrowia albo nas samych. Nie bójcie się opuścić strefy komfortu! Wyjdźcie z domu, bo jesteście mocnymi kobietami. Nawet jeśli świeczka życia powoli się wypala, nie pozwólcie, by na końcu został żal, że czegoś się nie spróbowało.

Wspomniała Pani o celu finansowym. 9 milionów dla Laury to ogromna góra do zdobycia.

Obliczyłam to sobie. Gdyby 500 tysięcy ludzi wpłaciło po 20 złotych… to przecież nie jest dużo! Jeden da dychę, inny pięćset złotych. Wszyscy, którzy czytają o mojej wyprawie, mogą stać się częścią tego cudu. Nie żyjemy na bezludnej wyspie. Pomoc jest potrzebna tu i teraz. Wierzę, że czytelnicy Portalu Niemców w Polsce i „Neues Wochenblatt” pomogą mi zamienić te kilometry w zdrowie Laury. Poniżej stu tysięcy złotych nawet nie zaczynamy celować! (śmiech).

Pani Mario, życzymy zatem „Bon Camino” i szerokiej drogi. Będziemy śledzić Pani trasę.

Dziękuję i do zobaczenia na szlaku! Pamiętajcie o Laurze!

 

Jak możesz pomóc?

Maria Koschny jedzie nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla Laury Piechoty, która walczy z zespołem Retta. Każdy przejechany przez Marię kilometr to krok w stronę sprawności tej małej dziewczynki.

Nie czekaj! Wesprzyj zbiórkę Marii dla Laury pod linkiem:

https://www.siepomaga.pl/kilometry-nadziei-dla-laury-solowa-wyprawa-rowerowa

 

Będziemy śledzić tę niezwykłą podróż na profilu na Facebooku DFK Kup/DFK Kupp:

https://www.facebook.com/profile.php?id=100070728046166

i zachęcamy do wpłat na skarbonkę Laury.

Udostępnij:
Sąsiedztwo zobowiązuje: Weimar – miasto rozmowy
Poprzedni artykuł

Sąsiedztwo zobowiązuje: Weimar – miasto rozmowy

Gospodarka: I Konferencja Izb Gospodarczych w Opolu
Następny artykuł

Gospodarka: I Konferencja Izb Gospodarczych w Opolu

Reklama

Punkt Widzenia

Wochenblatt - Gazeta Niemców w Rzeczypospolitej Polskiej
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.