Wywiad z Gerardem Wonsem

O pasji, która ocaliła historię Zębowic

22 maja 2026, 17:00 Historia

„Historia nigdy się nie kończy”

Wchodząc do Gminnej Izby Regionalnej w Zębowicach, nie wchodzi się do muzeum. Wchodzi się do prywatnego świata mieszkańców, który od 20 lat z pietyzmem układa w całość Gerard Wons. To on, najpierw jako nauczyciel, członek DFK, a dziś społecznik, sprawił, że przedmioty skazane na zapomnienie w stodole stały się dumnymi świadkami historii.

Panie Gerardzie, patrząc na te setki eksponatów, trudno uwierzyć, że kiedyś była tu pustka. Jak udało się Panu przekonać ludzi, by wyciągnęli swoje skarby ze strychów?

Na początku wcale nie było łatwo. Kiedy 20 lat temu rzuciłem hasło, że robimy „Heimatstube”, słyszałem od starszych mieszkańców: „Gerhard, my już nic nie mamy. To stare, zakurzone, po co to komu?”. Ale ja wiedziałem, że pod tą warstwą kurzu kryje się nasze DNA. Wykorzystaliśmy projekt „Szkoła Marzeń” i posłaliśmy do boju uczniów.

Izba Pamięci w Zębowicach podczas tegorocznej Nocy Muzeów
Foto: Gminny Ośrodek Kultury – Martyna Blozik

To dzieciaki przeszperały strychy, stodoły i chlewy. I nagle, z dnia na dzień, zaczęły zjeżdżać traktory z małymi przyczepkami. Pamiętam ten moment – wnosiliśmy szafy, komody, obrazy… Wszystko było czarne, zniszczone. Zrobił się z tego prawdziwy „Rumpelkammer”, czyli graciarnia. Ale to był najpiękniejszy bałagan, jaki widziałem. Czyściliśmy to centymetr po centymetrze, aż w 2006 roku mogliśmy oficjalnie pokazać światu naszą historię.

Gminna Izba Regionalna w Zębowicach.
Foto: Manuela Leibig

Jedną z najbardziej poruszających historii, jakie Pan opowiada, jest ta o tablicy z pomnika poległych. To brzmi niemal jak scenariusz filmu.

Bo tak to wyglądało. Mieliśmy w Zębowicach pomnik poległych w I wojnie światowej – potężne głazy narzutowe przy stawie. Po wojnie nowa władza kazała go zniszczyć. Oryginalna tablica z brązu, z nazwiskami tych, którzy nie wrócili do domu, miała zniknąć.

Izba Pamięci w Zębowicach podczas tegorocznej Nocy Muzeów
Foto: Gminny Ośrodek Kultury – Martyna Blozik

Podłożono ją pod rynnę, żeby woda nie podmywała muru! Jeden z rolników, którego ojciec zginął na wojnie i którego nazwisko tam widniało, nie mógł na to patrzeć. W nocy, potajemnie, ryzykując bardzo wiele, wykradł tę tablicę i ukrył głęboko w sąsieku w stodole. Przeleżała pod sianem ponad pół wieku! Dopiero krótko przed śmiercią, w 2000 roku, ten pan mi ją przekazał. Dziś, po wypiaskowaniu, każdy może ją u nas zobaczyć. To nie jest tylko kawałek metalu, to czyjś ból i czyjaś miłość, która ocaliła pamięć.

 

Izba Regionalna mieści się w Gminnym Ośrodku Informacji, Kultury i Czytelnictwa w Zębowicach, ul. Izydora Murka 1

Ma Pan w swoich zbiorach również dokumenty, które przyprawiają historyków o szybsze bicie serca. Co jest Pana największą dumą?

Naszym „białym krukiem” jest akt poświadczeniowy Kancelarii Księstwa Opolsko-Raciborskiego z 1712 roku. To najstarszy dokument w Izbie. Ale niezwykle cenne są też stare kroniki szkolne – np. z Radawia czy Zębowic. Jedna z nich ocalała tylko dlatego, że prof. Zenon Jasiński wyciągnął ją dosłownie z makulatury.

„Dziś Izba jest częścią nowoczesnego Centrum Kultury. To miejsce żyje – odbywają się tu spotkania DFK, sesje rady, a jednocześnie między szafami czuć ducha dawnego Śląska.”

Te kroniki to kopalnia wiedzy. Dawny „Hauptlehrer”, czyli główny nauczyciel, musiał zapisywać tam nie tylko stopnie uczniów, ale też wydarzenia polityczne i społeczne. Mamy również przedwojenny „Hauptkatalog”, gdzie przy każdym nazwisku dziecka dopisano, czy ojciec był zagrodnikiem, czy rolnikiem. To pozwala nam dziś odtwarzać całe drzewa genealogiczne rodzin z naszej gminy.

Pańska pasja to nie tylko zbieractwo, ale także lata pracy pedagogicznej. Był Pan pierwszym po wojnie nauczycielem niemieckiego w tych stronach.

Tak, w 1990 roku. To były czasy „pionierskie”. Nie było podręczników, jeździło się do Gogolina do pana Stanka albo przywoziło książki prywatnie z Niemiec. Uczyłem w Zębowicach, Kadłubie i Radawiu – byłem takim „Wanderlehrerem”, nauczycielem wędrownym. Ta praca z językiem i historią zawsze szła u mnie w parze. Wiedziałem, że ucząc języka, muszę też pokazać tym dzieciom fundamenty, na których stoją ich domy.

Przedmioty historyczne.
Foto: Manuela Leibig

Izba przetrwała niedawno wielki remont budynku. Dla kogoś, kto kocha te przedmioty, to musiało być wyzwanie.

Powiem szczerze: to było straszne! Na półtora roku musieliśmy przenieść całą kolekcję do starej sali gimnastycznej w szkole. Proszę sobie wyobrazić pakowanie tej delikatnej porcelany, przenoszenie ciężkich szaf, zabezpieczanie obrazów…

Izba Pamięci w Zębowicach podczas tegorocznej Nocy Muzeów
Foto: Gminny Ośrodek Kultury – Martyna Blozik

Robiliśmy to siłami społecznymi. Pomagali radni, pracownicy gminy, przyjaciele z mniejszości niemieckiej. Ale opłaciło się. Dziś Izba jest częścią nowoczesnego Centrum Kultury. To miejsce żyje – odbywają się tu spotkania DFK, sesje rady, a jednocześnie między szafami czuć ducha dawnego Śląska.

Czy po tych 20 latach czuje Pan, że misja została spełniona?

Historia nigdy się nie kończy. Cały czas coś dochodzi. Ostatnio np. te niezwykłe stroje „bojkowskie”, które przyjechały do nas aż z Hesji od potomków dawnych mieszkańców dzisiejszej gliwickiej dzielnicy Bojków, dawniej Schönwald. Muzeum w Gliwicach nie ma ani jednego egzemplarza, a my mamy! To pokazuje, że nasza Izba jest ważnym punktem na mapie regionu. Póki starczy sił, będę tu sprzątał, oprowadzał i opowiadał, bo te przedmioty bez opowieści są tylko martwymi rzeczami. To my nadajemy im życie.

 

Izba Regionalna mieści się w Gminnym Ośrodku Informacji, Kultury i Czytelnictwa w Zębowicach, ul. Izydora Murka 1

 

Rozmawiała Manuela Leibig

Udostępnij:
Mniejszości niemieckie w Europie
Poprzedni artykuł

Mniejszości niemieckie w Europie

Przy stole i na szlaku: Zielonoświątkowe smaki Śląska
Następny artykuł

Przy stole i na szlaku: Zielonoświątkowe smaki Śląska

Reklama

Punkt Widzenia