W trzydziestopięciolecie podpisania polsko-niemieckiego traktatu o dobrym sąsiedztwie powraca temat, który jeszcze kilkanaście lat temu wydawał się przynajmniej częściowo rozwiązany: wysiedlenia Niemców po 1945 r. i ich miejsce w europejskiej pamięci historycznej.
Planowane zmiany w ustawie regulującej działalność Fundacji „Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie” w Berlinie już wywołały zaniepokojenie części niemieckich polityków oraz środowisk zajmujących się kulturą pamięci. Obawy dotyczą nie tylko przyszłego kierunku działalności instytucji po wyborze nowego dyrektora, ale przede wszystkim możliwego przesunięcia akcentów interpretacyjnych: od europejskiej historii przymusowych migracji ku bardziej narodowo definiowanej narracji o „wypędzeniu Niemców”.
Dla polskiego odbiorcy może to brzmieć jak powrót do sporów sprzed dwóch dekad. Wówczas projekt „Centrum przeciw Wypędzeniom”, wspierany przez Związek Wypędzonych, budził w Polsce ogromne emocje. Obawiano się relatywizacji niemieckiej odpowiedzialności za II wojnę światową oraz przesunięcia uwagi z masowych ofiar niemieckiej okupacji na cierpienia samych Niemców.
Symbolem tamtych kontrowersji stała się znana karykatura Waltera Hanela „Geschenk nach Polen”, opublikowana jeszcze w czasie najostrzejszych debat wokół projektu Eriki Steinbach, ówczesnej przewodniczącej ZW. Przedstawiała ona „wypędzenia” jako swoisty prezent dla Polski – gorzki komentarz do niemieckich sporów pamięciowych i zarazem ilustrację polskich obaw przed narodową konkurencją cierpienia. Karykatura dobrze oddawała lęk, że tragiczna historia zostanie uproszczona do logiki wzajemnych krzywd, bez uwzględnienia przyczyn wojny i skutków niemieckiej polityki okupacyjnej. Rysownik wykorzystał znany wcześniej motyw mostu polsko-niemieckiego. W tym ujęciu most – który wydawał się solidny – znów zaczął się kruszyć…

Planowana nowelizacja ustawy dotyczącej działalności fundacji „Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie” może ponownie przesunąć akcenty w polityce pamięci w stronę niemieckiego doświadczenia ofiar – i tym samym podważyć długo i z trudem budowany kompromis. Na zdjęciu: „Fontanna Pamięci” („Węzełek”) we Wrocławiu.
Foto: Krzysztof Ruchniewicz
Od „wypędzenia” do „przymusowych migracji”
Odpowiedzią na tamte konflikty były jednak nie tylko polityczne protesty. Stopniowo zaczęto poszukiwać nowego języka pamięci, bardziej europejskiego i mniej narodowo ekskluzywnego. Jednym z najciekawszych przykładów pozostaje wrocławska „Fontanna Pamięci” („Węzełek”) – skromna instalacja artystyczna, która odwoływała się do doświadczenia utraty domu, przymusowej migracji i biograficznego wykorzenienia, ale bez przypisywania cierpienia czy sprawstwa wyłącznie jednej narodowości.
Nieprzypadkowo coraz częściej zaczęto wtedy mówić nie o „wypędzeniu” w liczbie pojedynczej, co zrosło się w odbiorze z losem Niemców, lecz o „przymusowych migracjach” w liczbie mnogiej. Ta zmiana języka miała znaczenie fundamentalne. Pozwalała dostrzec różne doświadczenia XX wieku – Niemców, Polaków, Ukraińców, Białorusinów, Litwinów i wielu innych – nie zacierając jednocześnie historycznej odpowiedzialności III Rzeszy za wywołanie wojny i uruchomienie spirali przemocy.
Wypracowany wówczas kompromis należał do najważniejszych osiągnięć polsko-niemieckiego dialogu pamięci po 1989 roku. To właśnie na nim opierała się później działalność berlińskiej Fundacji. Niemieckie doświadczenie ucieczki, wypędzenia i wysiedlenia zostało uznane za część historii europejskiej, ale bardzo wyraźnie osadzone w kontekście nazistowskiej polityki ekspansji i zagłady. Dzięki temu możliwe stało się stopniowe budowanie zaufania także po polskiej stronie.

Fontanna Pamięci.
Foto: Krzysztof Ruchniewicz
Trudny kompromis pamięci
Ustawa z 2020 roku określała cel Fundacji jako upamiętnienie „Flucht und Vertreibung im 20. Jahrhundert im historischen Kontext des Zweiten Weltkrieges und der nationalsozialistischen Expansions- und Vernichtungspolitik” („Ucieczki i wypędzeń w XX wieku w historycznym kontekście II wojny światowej oraz nazistowskiej polityki ekspansji i zagłady”). Żadnej narodowości nie wymieniano z osobna – co było świadomym wyborem interpretacyjnym, będącym rezultatem wieloletnich dyskusji.
Taki sposób ujęcia problemu miał znaczenie nie tylko polityczne, ale także symboliczne. Niemieckie doświadczenie wysiedleń pozostawało obecne, lecz zostało wpisane w całą historię europejskiej przemocy i przymusowych migracji XX wieku. Dzięki temu możliwe było stopniowe osłabienie dawnych sporów pamięciowych i budowanie bardziej wspólnego języka opisu historii.
Co zmienia projekt nowelizacji z 2026 roku
Projekt nowelizacji z kwietnia 2026 roku wprowadza zmiany, które trudno uznać za jedynie redakcyjne korekty. Dotyczą one zarówno treści merytorycznej, jak i struktury instytucjonalnej Fundacji.
Pierwsza i najważniejsza zmiana dotyczy celu Fundacji. Do dotychczasowego zapisu dopisano „insbesondere die der Deutschen” – „zwłaszcza Niemców”. Sformułowanie, które wcześniej odnosiło się do wszystkich ofiar przymusowych migracji XX wieku, zyskuje teraz wyraźny narodowy akcent. To nie stylistyczna poprawka, lecz istotna zmiana interpretacyjna.
Druga modyfikacja dotyczy stałej wystawy, która ma otrzymać nowy punkt ciężkości: „mit dem Schwerpunkt Flucht und Vertreibung der Deutschen im und nach dem Zweiten Weltkrieg” („ze szczególnym uwzględnieniem ucieczki i wypędzeń Niemców w trakcie i po II wojnie światowej”). Europejska perspektywa przymusowych migracji przesuwa się w ten sposób w stronę narracji skoncentrowanej przede wszystkim na losach Niemców.
Znaczenie mają również zmiany instytucjonalne. Rada Fundacji zostaje powiększona z 21 do 22 członków, a nowym członkiem z urzędu ma zostać Pełnomocnik Rządu Federalnego ds. Przesiedleńców i Mniejszości Narodowych. W praktyce oznacza to dalsze wzmocnienie wpływów środowisk związanych ze Związkiem Wypędzonych, które będą dysponowały łącznie ośmioma miejscami w Radzie Fundacji.
Problem nie polega bowiem na samym upamiętnieniu niemieckich wysiedlonych – to od dawna nie podlega już dyskusji – lecz na pytaniu, czy punkt ciężkości pracy w obszarze pamięci zbiorowej nie zostanie ponownie przesunięty z historii europejskiej przemocy ku bardziej narodowej narracji niemieckiej ofiary.
Jednocześnie nadzór nad fundacją przeniesiono z urzędu Pełnomocnika ds. Kultury i Mediów do Federalnego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, a decyzje budżetowe i kadrowe będą wymagały zgody reprezentanta tego ministerstwa. Zmiany te sugerują przesunięcie fundacji z obszaru europejskiej kultury pamięci w stronę polityki wewnętrznej i środowisk reprezentujących interesy wypędzonych (a raczej ich potomków oraz środowisk postrzegających siebie jako kustoszy pamięci o „niemieckim Wschodzie”).
Pamięć narodowa czy europejska?
Dlatego obecne propozycje zmian powinny być obserwowane z uwagą również w Polsce. Problem nie polega bowiem na samym upamiętnieniu niemieckich wysiedlonych – to od dawna nie podlega już dyskusji – lecz na pytaniu, czy punkt ciężkości pracy w obszarze pamięci zbiorowej nie zostanie ponownie przesunięty z historii europejskiej przemocy ku bardziej narodowej narracji niemieckiej ofiary.
W polskiej pamięci historycznej istnieje szczególna wrażliwość na wszelkie próby oddzielania niemieckich wysiedlonych od wcześniejszej historii wojny, okupacji i terroru realizowanego przez Niemców. Wynika ona nie tylko z doświadczenia samej okupacji, lecz także z powojennej historii Europy Środkowej i Wschodniej, w której niemal wszystkie społeczeństwa regionu doświadczyły przymusowych migracji, deportacji lub utraty własnego miejsca zamieszkania.
Byłby to niepokojący sygnał właśnie dziś, w czasie, gdy Europa ponownie doświadcza wojny, uchodźstwa i przymusowych migracji. Przez ostatnie lata wydawało się, że polsko-niemiecki dialog pamięci – mimo wszystkich różnic interpretacyjnych – osiągnął pewien trudny, ale trwały konsensus. Nie opierał się on na identycznej pamięci, lecz na zgodzie co do kontekstu historycznego i odpowiedzialności za wybuch i skutki wojny.
W cieniu rocznicy traktatu
Chyba nieprzypadkowo dyskusja wokół przyszłości Fundacji pojawia się właśnie w rocznicę traktatu o dobrym sąsiedztwie. Dokument podpisany w 1991 roku miał tworzyć podstawy nowego partnerstwa między Polakami i Niemcami – także w sferze pamięci historycznej. Jeśli dziś zaczynają powracać dawne lęki i dawne symbole sporów, warto potraktować to jako sygnał ostrzegawczy.
Historia przymusowych migracji już dawno przestała być wyłącznie historią niemiecką czy polską. Stała się częścią europejskiej refleksji nad masową przemocą i zbrodniami w XX wieku. Zwłaszcza dziś, gdy doświadczenie uchodźstwa i utraty domu ponownie stało się częścią europejskiej rzeczywistości, byłoby błędem ponowne zamykanie tej historii w narodowych ramach i wewnętrznych kontekstach.