Die Gedanken sind frei: Kompromis, ale jaki?

29 kwietnia 2026, 05:00 Kolumne 8

Niedawno w mediach niemieckich i polskich przetoczyła się krótka, lecz intensywna debata na temat przyszłości Centrum Dokumentacyjnego „Flucht, Vertreibung, Versöhnung”. Bezpośrednim powodem było ogłoszenie nowego konkursu na stanowisko dyrektorki dr Gunduli Bavendamm. Dokonuje się to w nowej rzeczywistości politycznej. Nie można ignorować faktu, że wynik wyborów do Bundestagu dał silny mandat partiom chrześcijańskiej demokracji CDU/CSU. We wspólnym programie wyborczym CDU/CSU już w 2024 roku znalazło się jasno sformułowane zobowiązanie do „Neugestaltung der Dauerausstellung” w Stiftung Flucht, Vertreibung, Versöhnung. Znalazł się tam również punkt: „Alles unter einem Dach”, co rozszerzono słowami: „Wir führen die Zuständigkeiten für Heimatvertriebene, Aussiedler und Spätaussiedler sowie deutsche Minderheiten wieder im Bundesinnenministerium zusammen”.

Tym programem wyborczym CDU/CSU uzyskały przewagę nad zniżkującym SPD. Musimy pamiętać, że kultura polityczna w Niemczech różni się od tej w Polsce. W Polsce partie startujące w wyborach swoje kampanie opierają bardziej na podsycaniu emocji społecznych niż na szczegółowych zobowiązaniach, w Niemczech partie przedstawiają obszerne i szczegółowe programy wyborcze, z których powstaje równie szczegółowy, a kompromisowy program koalicyjny nowego rządu. Obydwa te zobowiązania znalazły się właśnie w programie nowego rządu pod przewodnictwem kanclerza Friedricha Merza i pośród wielu innych musiały znaleźć swoją realizację. Mówię o tym, gdyż z wielu głosów w tej niedawnej debacie medialnej niewyrobieni czytelnicy mogli odnieść wrażenie, że oto politycy CDU/CSU wraz ze środowiskiem Związku Wypędzonych, wykorzystując koniunkturę, zaskoczyli wszystkich, przesuwając SFVV w zakres kompetencji BMI oraz znienacka dążąc do zmiany wystawy stałej.

Nie sposób tu omówić wszystkich aspektów leżących u podstaw owego sporu. Staję po stronie tych, którzy zwracali uwagę, że spór o personalia nie jest sednem problemu. Myślę, że trudna historia powstania tej instytucji u wielu budzi lęk przed otwarciem „puszki Pandory”.

Wystawa stała w tej berlińskiej instytucji jest wynikiem trudnego kompromisu. Jednak demokratycznie wyrażone poparcie społeczne dla programu zakładającego modyfikację tej wystawy dowodzi, że istnieje potrzeba zmiany kształtu tego kompromisu. Wybór dr. Rolanda Borchersa zamknął temat personaliów, ale niewątpliwie nie będzie on mógł być jedynie strażnikiem obecnego kształtu wystawy i narracji. Mam nadzieję, że międzynarodowa rada naukowa nie stanie się hamulcem dla podjęcia wysiłku przeprowadzenia tej zmiany. Wszak naukowcy powinni być wrogami stagnacji w pogłębianiu i upowszechnianiu wiedzy. SFVV jest jedyną instytucją w tak szeroki sposób zajmującą się jednym z najtrudniejszych tematów europejskiej i niemieckiej historii. Przerwała wcześniejszą zmowę milczenia, spychając temat wypędzeń w sferę eksploatowaną przez politycznych radykałów w różnych krajach. Jednak betonowanie politycznych kompromisów w dziedzinach, które w wyniku upowszechniania domagają się wymiany poglądów, może być kontraproduktywne.

Jako członek społeczności niemieckiej w Polsce, a do niedawna szef Wspólnoty Roboczej Mniejszości Niemieckich (AGDM) z ponad 20 krajów Europy i Azji Środkowej, z entuzjazmem przyjąłem powstanie tego centrum dokumentacyjnego.

Jako członek społeczności niemieckiej w Polsce, a do niedawna szef Wspólnoty Roboczej Mniejszości Niemieckich (AGDM) z ponad 20 krajów Europy i Azji Środkowej, z entuzjazmem przyjąłem powstanie tego centrum dokumentacyjnego. Odwiedziłem je wielokrotnie. Prywatnie, ale także wraz z niemieckimi przyjaciółmi z krajów środkowo- i wschodnioeuropejskich. Zawsze była to próba wyważenia pomiędzy zadowoleniem z upublicznienia wiedzy o tym, co dotknęło miliony rodzin, zmieniło demograficznie i kulturowo całe połacie Europy, a poczuciem kosztu, jaki niesie z sobą odczuwany polityczny kompromis przyświecający jej twórcom. Z tej refleksji zrodziło się przekonanie, że debata na temat jego kształtu nie może być zamknięta. W mowie i na piśmie staraliśmy się w Dokumentationszentrum argumentować za zmianami, ale bezskutecznie. Sama pochwała za konstruktywne podejście nie była naszym celem. Stąd polityczne deklaracje o zamiarze modyfikacji ekspozycji międzynarodowe środowisko mniejszości niemieckich przyjęło z zadowoleniem. Przedstawiliśmy opinię z wielu krajów, co samo w sobie jest dowodem, że ani nie ma w nas chęci burzenia kompromisu, ani zamiaru renacjonalizacji.

Wspólną refleksją Niemców ze Śląska, rumuńskiego Siedmiogrodu, ukraińskiej Odessy, słowackich Karpat czy tych znad Dunaju jest fakt, że narracja opowiada o ucieczce i wypędzeniach, ale niczego nie mówi o dziesiątkach lat dyskryminacji tych, którzy pozostali in der Heimat. Los tych kilku milionów ludzi nadal skazany jest na niebyt. Inne argumenty: o ile wystawa dokładnie pokazuje mapy z siecią powojennych obozów dla Niemców w Jugosławii czy Czechosłowacji wraz ze statystyką ich ofiar, o tyle „listkiem figowym” dla przemilczenia kilkuset tzw. obozów pracy dla Niemców w Polsce jest jedno, małe zdjęcie z obozu w Lamsdorf/Łambinowice. Oczywiste wypędzenia Niemców z krajów bałtyckich oraz deportacje Niemców wewnątrz Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich nie znalazły się w ogóle w narracji wystawy. Wobec powszechnego przemilczenia losu wynaradawianej ludności niemieckiej, pozostałej po ustaniu wypędzeń, oddolne pojawienie się w wyniku przełomu 1989–1990 z tego niebytu mniejszości niemieckich w ponad dwudziestu krajach naraz jest mało zrozumiałą narracją. To tylko kilka uwag z obszernej listy tej jednej grupy społecznej. Dlatego popieram ideę wnikliwej oceny i dopuszczenie do otwartej debaty zainteresowanych odpowiedzialną modyfikacją wystawy, także mniejszości niemieckich. Kompromis powinien być chroniony przed polityką i ograniczony do godzenia racji i akcentów. SFVV ma służyć wiedzy, ale i pojednaniu. Ono wymaga wrażliwej narracji, ale wyklucza zamykanie ust. Inaczej ciągle będzie się powtarzała myśl, jaką wyraził arcybiskup Muszyński, wspominając powstanie wspólnej deklaracji biskupów. „Znacznie łatwiej było wyznać wspólnie słowa przebaczenia niż określić za co przepraszamy”. Nowemu dyrektorowi życzę powodzenia i polecam jego uwadze pismo AGDM z 2023 roku, które jako jej przewodniczący miałem zaszczyt podpisać.

Bernard Gaida

Z lamusa historii: O lancach i niemieckim prezencie na Wawelu
Poprzedni artykuł

Z lamusa historii: O lancach i niemieckim prezencie na Wawelu

Piosenki Marleny Dietrich na 35-lecie polsko-niemieckiego traktatu
Następny artykuł

Piosenki Marleny Dietrich na 35-lecie polsko-niemieckiego traktatu

Reklama

Punkt Widzenia

Schlesien Journal

Ankieta czytelników