Prof. dr Eduard Mühle jest od kwietnia 2023 roku prezydentem Uniwersytetu Europejskiego Viadrina we Frankfurcie nad Odrą. Założona w 1991 roku uczelnia ze względu na swoje położenie na granicy niemiecko-polskiej postrzega siebie jako miejsce, które przyczynia się do porozumienia w Europie i poza nią oraz współkształtuje ideę zjednoczonej Europy. Z Eduardem Mühle Mauro Oliveira rozmawiał o rozwoju współpracy akademickiej, aktualnych wyzwaniach i przyszłości stosunków polsko-niemieckich.
Panie Profesorze, Uniwersytet Europejski Viadrina został założony w 1991 roku, bezpośrednio po podpisaniu Polsko-Niemieckiego Traktatu o Dobrym Sąsiedztwie. Czy Viadrina istniałaby w swojej obecnej formie, gdyby traktat nie został podpisany?
W swojej obecnej formie prawdopodobnie nie.
Mogłaby jednak istnieć jako uniwersytet, ponieważ bezpośrednio po upadku muru berlińskiego inicjatywa obywatelska we Frankfurcie nad Odrą opowiadała się za reaktywacją Viadriny. Viadrina istniała już wcześniej jako brandenburski uniwersytet krajowy, założony na początku XVI wieku, a zamknięty na początku XIX wieku w ramach reform edukacyjnych Humboldta i utworzenia Uniwersytetu Berlińskiego. Większość kadry profesorskiej oraz biblioteka zostały wówczas przeniesione do Wrocławia.
W Traktacie o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy znajduje się kilka artykułów dotyczących współpracy w dziedzinie nauki. Artykuł 26 mówi wprost o rozwoju współpracy akademickiej. Dzięki temu powstała możliwość utworzenia na granicy uniwersytetu, który jednocześnie nawiązuje do historycznej tradycji. Już brandenburski uniwersytet krajowy był silnie zorientowany na Europę Środkowo-Wschodnią. Studiowali tam między innymi przedstawiciele polsko-litewskiej szlachty.
Jak ocenia Pan obecne stosunki polsko-niemieckie, szczególnie w dziedzinie nauki?
Jeśli śledzi się doniesienia medialne lub obserwuje debaty polityczne, można odnieść wrażenie, że stosunki polsko-niemieckie są obecnie trudne. W codziennym życiu wygląda to jednak inaczej. Wiele rzeczy się już ułożyło, wiele stało się oczywistych. Współpraca z reguły przebiega konstruktywnie i produktywnie.

Uniwersytet Europejski Viadrina jest symbolem wymiany naukowej w niemiecko-polskim regionie przygranicznym i poza nim. Widok frontowy budynku głównego.
Foto: Viadrina / Heide Fest
Oczywiście zdarzają się sporadyczne tarcia i problemy. Ale takie zdarzają się również między niemieckimi uczelniami czy innymi partnerami współpracy.
Jak rozwijała się współpraca naukowa od lat 90. XX wieku?
Współpraca stopniowo się pogłębiała. Kamieniem milowym było utworzenie w 1998 roku Collegium Polonicum w Słubicach, które prowadzimy wspólnie z Uniwersytetem im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.
Collegium Polonicum jest współfinansowane: Viadrina otrzymuje wsparcie od kraju związkowego Brandenburgia, a Uniwersytet im. Adama Mickiewicza od polskiego Ministerstwa Nauki. Strona polska odpowiada za budynek, my za personel naukowy. Na tej podstawie zbudowaliśmy ścisłą współpracę, która znajduje odzwierciedlenie między innymi we wspólnych kierunkach studiów.
Skąd pochodzą studenci Collegium Polonicum?
Zmieniało się to na przestrzeni lat. W latach 90., kiedy Polska nie była jeszcze członkiem Unii Europejskiej, Viadrina dla wielu młodych ludzi z Polski stanowiła bramę do niemieckiego i europejskiego systemu szkolnictwa wyższego. Wtedy ponad jedna trzecia naszych studentów pochodziła z Polski. Podobnie Collegium Polonicum było w przeważającej mierze kształtowane przez studentów niemieckich i polskich.
Dziś jesteśmy znacznie bardziej umiędzynarodowieni. Około 43 procent naszych studentów pochodzi z zagranicy, reprezentowanych jest do 100 narodowości. Ta międzynarodowość kształtuje dziś Viadrinę bardziej niż kiedykolwiek.
Powiedział Pan, że współpraca w codziennym życiu w dużej mierze funkcjonuje dobrze. Czy mimo to istnieją konkretne wyzwania?
Tak, oczywiście. Zawsze pojawiają się praktyczne przeszkody.
Konkretnym przykładem jest Collegium Polonicum. Znajduje się ono po polskiej stronie Odry. Od kilku lat – także z inicjatywy studentów – istnieje linia autobusowa między Frankfurtem nad Odrą a Słubicami. Przez długi czas była ona współfinansowana przez stronę niemiecką i polską. Tymczasem miasto Słubice ma trudności z dalszym pokrywaniem swojego udziału.
„Demokracja wymaga krytycznej debaty, samoświadomości, dyskursu, otwartości.”
Dlatego obecnie trwają dyskusje nad ograniczeniem kursów autobusowych w lipcu, a w grudniu całkowitym ich zawieszeniem. Wspólnie z samorządem studenckim Viadriny i studentami Collegium Polonicum skierowaliśmy petycję do obu burmistrzów w celu utrzymania połączenia autobusowego.
Jakie skutki miałoby zawieszenie linii autobusowej dla funkcjonowania uniwersytetu?
Przerwanie połączenia komunikacyjnego znacznie utrudniłoby kontakty.
Kolejnym problemem w tym obszarze są obecne kontrole graniczne. Z jednej strony tworzą one atmosferę sprzeczną z duchem otwartego uniwersytetu europejskiego. Z drugiej strony powodują praktyczne utrudnienia przy przekraczaniu granicy. Jeśli studenci wyglądają inaczej niż typowi mieszkańcy Europy Środkowej, a dodatkowo zapomną paszportu, pojawiają się problemy.
Takie doświadczenia rozchodzą się w środowisku i są częściowo podejmowane przez media międzynarodowe. Może to wpłynąć na reputację Viadriny i zmniejszyć jej atrakcyjność dla międzynarodowych studentów. Jednocześnie właśnie w tej sytuacji granicznej leży szczególna siła naszego uniwersytetu: Europa jest tu doświadczana i kształtowana na co dzień – ze wszystkimi jej szansami i wyzwaniami.
Przez długi czas wydawało się oczywiste, że kontrole graniczne wewnątrz UE należą już do przeszłości.
W międzyczasie mieszkańcy Frankfurtu i Słubic tak bardzo przyzwyczaili się do otwartych granic, że postrzegają oba miejsca jako jedno miasto.
Pierwszym ciosem były zamknięcia granic podczas pandemii koronawirusa. Było to znaczące obciążenie dla polsko-niemieckiego współżycia w regionie przygranicznym. Teraz doświadczamy drugiego zerwania wraz ze stacjonarnymi kontrolami granicznymi. W regionie panuje w dużej mierze zgoda co do tego, że kontrole te powinny zostać jak najszybciej zakończone.
Do tego dochodzi, że często mają one raczej symboliczny niż praktyczny skutek. Kilka kilometrów dalej na północ lub południe nie ma porównywalnych kontroli. We Frankfurcie nad Odrą są one natomiast szczególnie widoczne i utrudniają nie tylko funkcjonowanie uniwersytetu, lecz całego regionu gospodarczego.
Czy widzi Pan potrzebę działań politycznych – może nawet nowego traktatu?
Nie sądzę, że potrzebujemy nowego traktatu. W obowiązującym traktacie zapisano już bardzo wiele, z czego wiele postanowień zostało wdrożonych, ale niektóre wciąż nie.
Istnieje wiele kwestii szczegółowych, w których w ciągu ostatnich 30–35 lat, przy większym zaangażowaniu i większym zainteresowaniu politycznym, można było osiągnąć znacznie więcej.
Z satysfakcją odnotowujemy, że podczas polsko-niemieckich konsultacji międzyrządowych w grudniu ubiegłego roku wyraźnie poruszono tematykę nauki i szkolnictwa wyższego. Dlatego jesteśmy optymistami, że w nadchodzących latach możliwe są dalsze postępy.
Jednym z Pana obszarów badawczych jest średniowieczna historia Europy Wschodniej. Czy spojrzenie w średniowiecze może pomóc w lepszym zrozumieniu stosunków polsko-niemieckich?
Nie powiedziałbym, że powinniśmy szukać odpowiedzi na dzisiejsze pytania polityczne w XI czy XII wieku.
Kto jednak podróżuje po Polsce, napotyka wszędzie pomniki polskich królów i książąt śląskich. Widać na tym, jak obecne jest średniowiecze w pamięci kulturowej Polski do dziś. Zrozumienie tej świadomości historycznej jest ważne również dla niemieckich partnerów.
W Niemczech świadomość historyczna jest często – z zrozumiałych powodów – mniej wyraźna. Zwłaszcza jeśli chodzi o rozwijanie stosunków polsko-niemieckich na płaszczyźnie politycznej, ważne jest najpierw stworzenie niezbędnych warunków. Należy do tego uznanie, że oparta na zaufaniu współpraca i partnerstwo mogą się udać tylko na podstawie jasnej świadomości historycznej.
W Berlinie prawdopodobnie wkrótce powstanie stały pomnik polskich ofiar II wojny światowej i niemieckiej okupacji w latach 1939–1945.
To trwało długo i było trudnym procesem. Pokazuje to również, jak trudno Niemcom czasem przychodzą właściwie oczywiste kroki. Pomnik i Dom Historii Niemiecko-Polskiej mogłyby powstać znacznie wcześniej.
Więcej na ten temat:
Podobnie tzw. gest humanitarny wobec wciąż około 50 000 żyjących ofiar niemieckiej okupacji w Polsce mógłby zostać zrealizowany znacznie wcześniej. To, że do dziś tak się nie stało, jest trudne do zrozumienia.
Mieszkał i pracował Pan w Polsce. Czy jest coś, co wywarło na Pana szczególny wpływ?
Zajmuję się Polską od lat 70. XX wieku. Do dziś imponują mi pragmatyzm i optymizm wielu tamtejszych ludzi. Kraj po 1989 roku z wielką energią przeprowadził transformację i osiągnął ogromne postępy. Częściej mniej się dyskutuje, a więcej wdraża. Z tej energii sprawczej Niemcy mogłyby się wiele nauczyć.
Jak można wzmacniać demokrację w Europie?
Jednym z głównych zadań Viadriny jest wspieranie projektu europejskiego poprzez pracę akademicką.
Jednocześnie we Frankfurcie nad Odrą i w regionie doświadczamy rozwoju politycznego, który stanowi dla nas wyzwanie. Nurty prawicowo-populistyczne są tu silnie reprezentowane. Dlatego jako uniwersytet czujemy się odpowiedzialni za wzmacnianie dyskursu demokratycznego.
Robimy to, kształcąc studentów na krytycznie myślące osoby. Demokracja wymaga bowiem krytycznej debaty, samoświadomości, dyskursu i otwartości. To wszystko staramy się rozwijać i praktykować w naszym codziennym życiu akademickim.