WroclawGuide.com

Między Niemcami a Polską: Dlaczego Wrocław jest dla Mirka i Ewy pierwszym wyborem

11 maja 2026, 17:00 Kultura

Między Niemcami a Polską, codziennością a podróżami, pracą a pasją – Mirko z Detmold i Ewa z Częstochowy wybrali życie, którego nie da się przypisać do jednego miejsca. Poznali się we Wrocławiu, a dziś kursują między Düsseldorfem a dolnośląską stolicą. Na swoim blogu WroclawGuide.com pokazują Wrocław z innej strony – poza utartymi szlakami i klasycznymi przewodnikami. W rozmowie opowiadają, dlaczego to miasto stało się dla nich czymś więcej niż tylko miejscem do życia, jak zmieniło się ich spojrzenie na Polskę i dlaczego świadomie pozostają niezależni w ocenianiu restauracji i miejsc.

Neues Wochenblatt.pl: Prowadzicie blog poświęcony głównie Wrocławiowi. Co sprawia, że to miasto jest dla was wyjątkowe?

Mirko: Kocham Wrocław, bo jest bardzo kompaktowy. Do wielu miejsc można dojść pieszo, szczególnie na Starym Mieście. Trochę przypomina mi moje rodzinne Detmold – rynek i ulice rozchodzące się we wszystkich kierunkach. Do tego dochodzi młodzieńcza atmosfera: mnóstwo kawiarni i nowoczesna infrastruktura.
Oczywiście miasto mocno się rozrasta, a na obrzeżach powstają małe lokalne centra, gdzie można znaleźć praktycznie wszystko. Ale w centrum wciąż przypadkiem spotyka się znajomych. Oferta kulturalna jest ogromna: dobre kina, festiwale filmowe, koncerty.
No i woda – uwielbiam Odrę. Kajaki, sporty wodne, spacery nad rzeką dają mi poczucie spokoju.

Ewa: Mogę się tylko zgodzić. Pamiętam moje pierwsze wrażenia sprzed około 15 lat, kiedy przyjeżdżałam tu do znajomych. Siedziałam wtedy na Wyspie Słodowej z widokiem na Uniwersytet i czułam tę młodość i energię miasta. I mam wrażenie, że ta atmosfera nadal tu jest. Może my się starzejemy, ale Wrocław wciąż pozostaje żywy i wyjątkowy.

Pomysł na bloga zrodził się z chęci pokazania, ile Wrocław ma do zaoferowania poza utartymi szlakami.
Foto: prywatne

Nwb: Mieszkacie jednak nie tylko we Wrocławiu, ale także w Düsseldorfie. Jak wygląda wasza codzienność między tymi dwoma miastami?

Mirko: Pracuję głównie w Niemczech, ale na poziomie europejskim, więc dużo podróżuję. Prywatnie też lubimy wyjeżdżać, dlatego rzadko bywamy długo w jednym miejscu. W Düsseldorfie nadal mam mieszkanie i biuro, wszystko jest dość elastyczne.

Ewa: Ja pracuję we Wrocławiu, a na weekendy albo dłuższe weekendy jeżdżę do Düsseldorfu.

Mirko: Oczywiście rozmawiamy czasem o tym, czy kiedyś wybierzemy jedno miejsce do życia. Ale dopóki nie musimy podejmować tej decyzji i taki model się sprawdza, traktujemy to jako luksus.

Nwb: Gdybyście jednak musieli wybrać jedno miasto?

Mirko: Oba są moimi miastami z wyboru i każde lubię z innych powodów. Ale gdybym miał zdecydować, wybrałbym Wrocław.

„Kiedy pierwszy raz przyjechałem do Wrocławia, wszystko było inne, niż się spodziewałem – nowocześniejsze, bardziej otwarte i dużo bardziej żywe.”
Mirko

Ewa: Życie w Niemczech wydaje mi się trochę spokojniejsze. Przynajmniej Düsseldorf ma bardziej wyciszoną atmosferę niż Wrocław, choć może też mniej energii. Ale pewnie wynika to z tego, że jestem tam głównie w weekendy. Mirko jeździ do Niemiec zazwyczaj służbowo, a ja raczej po to, żeby odpocząć i spotkać się z przyjaciółmi. Dlatego bardzo lubię Düsseldorf. Ale Wrocław również jest moim miejscem wyboru.

Nwb: Od kilku lat żyjecie między Polską a Niemcami. Czy zauważyliście zmianę w tym, jak Niemcy postrzegają Polskę?

Mirko: Jeszcze kilka lat temu powiedziałbym, że spośród wszystkich sąsiednich krajów to właśnie Polska była dla Niemców najmniej znana. Sam też tak miałem. Kiedy pierwszy raz przyjechałem do Wrocławia, wszystko było inne, niż się spodziewałem – nowocześniejsze, bardziej otwarte i dużo bardziej żywe. Do dziś nie wiem dokładnie, skąd miałem taki obraz Polski. Byłem bardzo pozytywnie zaskoczony i właśnie dlatego wracałem tu później wielokrotnie.
Przez lata Polska po prostu nie była dla wielu ludzi oczywistym kierunkiem. Ale to chyba zaczyna się zmieniać. W innych krajach koszty krótkich wyjazdów mocno wzrosły, a Polska – mimo inflacji – nadal jest stosunkowo przystępna cenowo.

Mirko i Ewa mieszkają w dwóch miastach – we Wrocławiu i w Düsseldorfie. Wrocław określają jednak jako swoje miasto z wyboru. Wspólnie prowadzą blog „Wroclawguide”.
Foto: prywatne

Ewa: Kiedy ktoś przeprowadza się do Polski, często pytam, dlaczego wybrał właśnie ten kraj. Mam wrażenie, że wielu Polaków wciąż uważa, że nie należymy do europejskiej czołówki. Tymczasem niektóre polskie miasta są dla mnie jednymi z najlepszych w Europie. Mamy świetne jedzenie, przyjaznych ludzi i piękną architekturę. Wszyscy nasi znajomi spoza Polski, którzy odwiedzają Wrocław, są zachwyceni. I później wracają – nie tylko po to, żeby odwiedzić nas, ale dlatego, że naprawdę podoba im się to miasto.

Nwb: Czyli Polska i sam Wrocław są wciąż niedoceniane?

Mirko: Tak. Polacy wiedzą o Niemczech znacznie więcej niż Niemcy o Polsce. My na swój mały sposób próbujemy to trochę zmienić i wzbudzać ciekawość.

Nwb: Wasz blog jest bardzo rozbudowany – restauracje, kawiarnie, różne aktywności we Wrocławiu i okolicach. Jak to się zaczęło?

Mirko: W 2019 roku, podczas wakacji w Meksyku, pomyśleliśmy, że chcielibyśmy wspólnie robić coś kreatywnego. Później siedzieliśmy we Wrocławiu w kawiarni i usłyszeliśmy niemiecką grupę narzekającą, że trudno znaleźć dobre wegetariańskie restauracje. Pomyśleliśmy wtedy: „To nieprawda, trzeba tylko wiedzieć, gdzie szukać”. Tak narodził się pomysł bloga z naszymi ulubionymi miejscami.
Zaczęliśmy od kilku pierwszych zestawień, a potem wybuchła pandemia COVID i nagle prawie nikt już nie przyjeżdżał.

„Wszyscy nasi znajomi spoza Polski, którzy odwiedzają Wrocław, są zachwyceni tym miastem. I później tu wracają.”
Ewa

Ewa: Paradoksalnie dzięki temu mogliśmy spokojnie rozwijać blog krok po kroku, bez presji.

Nwb: Jak wybieracie miejsca, które opisujecie?

Ewa: Wszystkie miejsca i restauracje, które pojawiają się na stronie, odwiedziliśmy sami i naprawdę możemy je polecić. Jeśli słyszymy o nowej restauracji, która wydaje się ciekawa, trafia na naszą listę. Potem po prostu ją sprawdzamy.
To bardzo naturalny proces. Często po prostu wychodzimy do miasta, a później powstaje z tego artykuł. Kiedy odwiedzają nas znajomi z dziećmi, korzystamy też z okazji, żeby przetestować miejsca, do których sami normalnie byśmy nie trafili.

Mirko: Na początku zastanawialiśmy się przede wszystkim, czego szukają ludzie i jakie informacje mogą być dla nich przydatne. Tak powstało wiele nowych kategorii.
Z czasem skupiliśmy się bardziej na aktualizowaniu istniejących treści. Miejsca się zamykają, czasem wracamy gdzieś i jesteśmy rozczarowani. Wtedy odwiedzamy lokal jeszcze raz, żeby sprawdzić, czy coś się zmieniło. A czasem po prostu usuwamy dane miejsce i zastępujemy je nowym. Zależy nam na tym, żeby wszystko było aktualne.

Nwb: Restauracje próbują czasem nawiązywać z wami współpracę?

Mirko: Zdarza się. Ale zazwyczaj nie przyjmujemy zaproszeń. Chcemy pozostać niezależni, dlatego chodzimy anonimowo i sami płacimy. Dzięki temu nasze opinie są bardziej wiarygodne.

Nwb: Blog działa tylko po niemiecku i angielsku. Nie myśleliście o wersji polskiej?

Mirko: Oczywiście, że tak. Ale od początku chodziło nam o stworzenie niemieckojęzycznego miejsca z informacjami wykraczającymi poza najbardziej oczywiste atrakcje. O rynku czy Hali Targowej można przeczytać wszędzie. My chcieliśmy pokazać mniej oczywiste oblicza Wrocławia.
Ponieważ po polsku istnieje już bardzo dużo podobnych treści, odłożyliśmy ten pomysł na później. Dziś to głównie kwestia czasu – blog pozostaje naszym hobby, bo oboje normalnie pracujemy.

Ewa: Angielski pojawił się naturalnie, bo swoje teksty piszę właśnie po angielsku. Mówię po niemiecku i dobrze go rozumiem, ale nie na tyle, żeby swobodnie pisać. Mirko później tłumaczy moje teksty na niemiecki.

Nwb: Czyli od początku miał to być przede wszystkim blog po niemiecku?

Mirko: Tak. I taki, który pokazuje współczesny Wrocław, a nie tylko jego historię. Wielu Niemcom miasto nadal kojarzy się głównie z przeszłością. My chcemy pokazywać to, co kochamy w miejscu, w którym żyjemy.

Na blogu „Wroclawguide” Mirko i Ewa prezentują spacer po Nadodrzu, podczas którego można odkryć liczne niemieckie napisy. Na zdjęciu: przystanek 1 spaceru.
Foto: M. Oliveira

Nwb: Mimo wszystko poruszacie też tematy historyczne, jak choćby „Spacer po Nadodrzu”.

Mirko: Ten projekt powstał podczas pandemii. Widzieliśmy wtedy w różnych miejscach stare niemieckie napisy, a nie było jeszcze żadnych map czy opracowań na ten temat. Pomyśleliśmy, że skoro restauracje są zamknięte, możemy zrobić coś ciekawego dla niemieckich gości.
Myśleliśmy zwłaszcza o osobach przyjeżdżających do Wrocławia śladami rodzinnej historii. Nadodrze nie było też wtedy szczególnie popularne wśród turystów, więc stworzyliśmy mały spacer pokazujący stare niemieckie inskrypcje.
Projekt spotkał się z dużym zainteresowaniem. Ludzie komentują, próbują odczytywać napisy, przesyłają informacje o nowych odkryciach. Wokół tego naprawdę powstała żywa dyskusja.

Nwb: Czy niemiecka historia miasta nadal odgrywa rolę we Wrocławiu?

Ewa: Łatwo jest budować wokół tego emocje, choć mam wrażenie, że dla większości mieszkańców nie jest to dziś najważniejszy temat. Pojawiają się dyskusje, na przykład o nazwach mostów, ale na co dzień niewiele osób się tym zajmuje.


Więcej na ten temat

Świadectwa historii w przestrzeni publicznej

Świadectwa historii w przestrzeni publicznej

Czytaj więcej →
Sąsiedztwo zobowiązuje: Czytać miasto jako palimpsest

Sąsiedztwo zobowiązuje: Czytać miasto jako palimpsest

Czytaj więcej →

Nwb: W popkulturze widać jednak czasem bardziej swobodne podejście do przeszłości. Są firmy czy produkty z niemieckimi nazwami.

Ewa: Tak, są takie drobne sygnały przypominające o historii miasta. W jednej z naszych ulubionych śniadaniowni, „Frajdzie”, można dostać tradycyjne śląskie ciasto…

Mirko: …czyli „Sträuselkuchen”. Wiele miejsc odwołuje się dziś do fragmentów historii. Na przykład Browar Stu Mostów warzy historyczne piwo Schöps, które produkowano we Wrocławiu jeszcze przed wojną.
Kiedy ktoś pyta mnie, jak mieszkańcy współczesnej Polski odnoszą się do niemieckiej przeszłości miasta, zawsze odpowiadam, że to kwestia bardzo indywidualna. Nie da się tego opisać prostym podziałem, na czarne i białe.
Widać to choćby na przykładzie dawnych napisów na Nadodrzu. Jedni je zachowują, inni zamalowują. Są też osoby, które próbują je odnawiać, czasem nawet z błędami ortograficznymi. To też pokazuje pewien dystans do tej historii.

Nwb: Mirko, wydałeś też alternatywny przewodnik po Wrocławiu w formie książki. Co znalazło się w nowym wydaniu?

Mirko: Zebrałem w nim około stu miejsc, których według mnie nie warto przegapić. Oczywiście miasto ciągle się zmienia. Pojawiły się nowe miejsca, jak choćby „Toy Piano Gallery” – bardzo oryginalna przestrzeń, jakiej prawdopodobnie nie ma nigdzie indziej na świecie.

Nwb: Na koniec – co szczególnie polecilibyście na lato we Wrocławiu?

Mirko: Na pewno bary plażowe.

Nwb: Które miejsce jest teraz modne albo szczególnie warte odwiedzenia?

Mirko: W zeszłym roku otwarto „HUTĘ”. To nie jest typowy bar plażowy, raczej streetfoodowa przestrzeń na świeżym powietrzu w dawnej fabryce. Ma świetny industrialny klimat.

Ewa: Warto też wybrać się na „Gastro Miasto”, które odbywa się kilka razy w roku. To festiwal jedzenia z widokiem na Ostrów Tumski, łączący food trucki z lokalnymi restauracjami przygotowującymi specjalne wersje swoich dań. To świetna okazja, żeby odkryć nowe miejsca.

Nwb: Dziękuję za rozmowę!

Udostępnij:
Walne zebranie delegatów Związku Stowarzyszeń Niemieckich Warmii i Mazur Śpiew ważniejszy niż księgowość
Poprzedni artykuł

Walne zebranie delegatów Związku Stowarzyszeń Niemieckich Warmii i Mazur Śpiew ważniejszy niż księgowość

Powrót dawnych sporów? O pamięci powojennych wysiedleń w 35-lecie traktatu polsko-niemieckiego
Następny artykuł

Powrót dawnych sporów? O pamięci powojennych wysiedleń w 35-lecie traktatu polsko-niemieckiego

Reklama

Punkt Widzenia