Utopki, skarbniki, beboki czy południce to sam parnas górnośląskich straszków, ciągle jeszcze obecnych w wyobraźni zbiorowej regionu. I choć dzisiaj raczej już nie straszą – a takie beboki stały się wręcz elementem strategii marketingowej miasta Katowice – to wciąż zdają się w górnośląskim imaginarium dominować, spychając na nieco dalszy plan inne istoty o demonicznej proweniencji. Jedną z nich jest Meluzyna – pół kobieta, pół ryba – o której pamięć przechowuje literatura regionalna, w swobodny sposób przetwarzając oryginalne wątki średniowiecznych opowieści rodem z Francji i Niemiec.
Meluzyna w literaturze ludowej Górnego Śląska
W literaturze ludowej Górnego Śląska Meluzyna zwykle kojarzona jest z huczącym wiatrem – w dawnych czasach wierzono bowiem, że krąży wokół domostw pod postacią wietrznicy lub wiatrowej panny, błagając o jedzenie dla swoich dzieci. By ją uspokoić, wystarczy na parapecie zostawić kawałek chleba i trochę mąki.
Może także pojawiać się jako rozkochana w sobie dziewczyna, która stroni od ciężkiej pracy i nieustannie zachwyca się swoją urodą, czym doprowadza do zguby gospodarstwo swego męża. Wybawieniem dla biednego chłopa staje się przypadkowy kupiec sprzedający piękne chusty – gdy jedną z nich porywa wiatr, Meluzyna rzuca się za nią w pogoń i nigdy już nie wraca na podupadłe gospodarstwo.
Wiatr miesza też w szykach pewnej Meluzynie spod Bytomia, gdy ta szyje sobie eleganckie koszule, zamiast udać się – jak przystało na Górnoślązaczkę – na niedzielną mszę. Karząca ręka Boga skazuje ją bowiem na szycie koszul aż po sądny dzień, a porywisty wiatr niszczy jej pracę zawsze wtedy, gdy jest już prawie ukończona.
Wiatr towarzyszący owym opowieściom opisywany jest zazwyczaj jako huczący lub zawodzący, nieco rzadziej natomiast jako jęczący. I właśnie ten element historii o Meluzynie wydaje się najciekawszy – eksponuje bowiem fakt, iż chodzi o istotę, która wydaje z siebie dźwięki świadczące o ogromnym cierpieniu. Aby zrozumieć jego przyczyny, trzeba natomiast zajrzeć do pierwotnych opowieści, które krążyły o Meluzynie w okresie średniowiecza.
Średniowieczne korzenie opowieści o Meluzynie
Na Górny Śląsk owe opowieści jarmarczne – dzisiaj nazwalibyśmy je zapewne literaturą popularną raczej niewysokich lotów – trafiły prawdopodobnie za sprawą Józefa Lompy, który spolszczył jeden z niemieckich tekstów. Z kolei w niemieckim obszarze językowym jedną z najbardziej popularnych wersji była wielokrotnie wznawiana „Historia o szlachetnej i pięknej Meluzynie” pióra Szwajcara Thüringa von Ringoltingena.
Ten z kolei zaadaptował na potrzeby rynku niemieckojęzycznego wzorzec francuski, który uchodzi do dziś za literacki pierwowzór historii Meluzyny. I to właśnie z tego średniowiecznego romansu dowiadujemy się, kim była Meluzyna i dlaczego do dzisiaj tak bardzo cierpi.

Meluzyna karmiąca swoje dziecko.
źródło: Geschichte von der edlen und schönen Melusina, welche ein Meerwunder und des Königes Helmas Tochter war/ Universitätsbibliothek Düsseldorf
Meluzyna jako cierpiąca matka
W ujęciu Ringoltingena Meluzyna jest przede wszystkim kobietą przecudnej urody, władczą oraz dysponującą magiczną mocą. Tak przynajmniej postrzega ją jej przyszły mąż, rycerz Rajmund, któremu Meluzyna ratuje honor i życie, żądając w zamian, aby pojął ją za żonę.
Gdy ten – na widok przepięknej kobiety – skwapliwie spełnia jej życzenie, obiecując ponadto, że w wybrany przez nią dzień w tygodniu nie będzie zaglądał do jej komnat, jego życie odmienia się w cudowny sposób. Rajmund i Meluzyna żyją odtąd w szczęściu i bogactwie we wspaniałym zamku, doczekując się gromadki dzieci.
Cóż jednak, kiedy owa tajemniczość Meluzyny kłuje w oczy brata Rajmunda, który podjudza go do tego, by sprawdził, cóż też jego szanowna małżonka porabia za zamkniętymi drzwiami. Bo przecież może tak być, że odbywają się tam rzeczy bezecne, a może nawet szlachetnemu rycerzowi przyprawiane są rogi.
Rozciągające się na całą wieczność cierpienie zrozpaczonej matki niesie się odtąd po przestworzach jako jęk lub skowyt wiatru – porażająca metafora bólu potężnego jak ów pierwotny żywioł, który nigdy nie znajdzie już ukojenia.
Rajmund podgląda więc Meluzynę przez dziurkę od klucza, odkrywając, że jego ukochana jest tylko na poły człowiekiem, na poły zaś potworem – zamiast nóg ma bowiem podobny do smoczego lub rybiego ogon. I tak oto pryska rodzinne szczęście – łamiąc przyrzeczenie, Rajmund niszczy życie sobie i swojej małżonce.
Ta, odkrywając jego zdradę, rzuca się przez okno i ulatuje wraz z wiatrem. Wraca potem do zamku tylko na kilka chwil, by nakarmić pozostawione w nim najmłodsze dzieci.
Mimo swych magicznych mocy Meluzyna nie jest w stanie naprawić szkody, jaką wyrządził jej los ręką najbliższego człowieka. Zdrada Rajmunda skutkuje bowiem tym, że pozostaje istotą przeklętą już na wieki.
Gdyby Rajmund dochował danej jej obietnicy i uszanował jej potrzebę intymności, rzucona na nią niegdyś przez własną matkę klątwa mogłaby zostać cofnięta i Meluzyna wróciłaby do swojej ludzkiej postaci. A tak musi błąkać się po świecie w potwornym bólu po stracie swych ukochanych dzieci.
Rozciągające się na całą wieczność cierpienie zrozpaczonej matki niesie się odtąd po przestworzach jako jęk lub skowyt wiatru – porażająca metafora bólu potężnego jak ów pierwotny żywioł, który nigdy nie znajdzie już ukojenia.
dr hab. prof. UŚ Nina Nowara-Matusik