Jak mogłyby wyglądać relacje polsko-niemieckie, gdybyśmy wyszli poza utarte schematy myślenia i spróbowali wyobrazić sobie inne drogi? W swojej najnowszej rubryce prof. Krzysztof Ruchniewicz rozważa nietypowe scenariusze i pokazuje, jak inaczej mogłyby wyglądać te relacje, gdyby osoby odpowiedzialne w obu krajach podejmowały inne decyzje.
Proponuję na chwilę zamknąć oczy i puścić wodze fantazji. Na jaki temat? Otóż pomarzmy sobie o relacjach polsko-niemieckich. Mamy rok 2026, czarne chmury i takież wieści przygnębiają wielu z nas. Czy mogłoby być inaczej? Czy od nas coś jeszcze zależy?
Od razu jako historyk muszę zrobić zastrzeżenie: nie jestem miłośnikiem historii kontrfaktycznej, ale przecież każdego z nas uwodzi formułowanie alternatywnych scenariuszy. Różnica jest zasadnicza. Historia kontrfaktyczna kieruje nas ku przeszłości i pyta, co mogłoby się wydarzyć, gdyby określone okoliczności wydarzeń ułożyły się inaczej. Myślenie alternatywne wychodzi natomiast z rzeczywistego punktu, ale kieruje wzrok ku przyszłości i pyta: czy inne drogi są jeszcze możliwe?
Nowe spojrzenie na polsko-niemieckie sąsiedztwo
Wydaje się, że od jakiegoś czasu mamy zamknięte oczy na alternatywy. Niby doceniamy wspólne osiągnięcia, ale mimo to dość pasywnie obserwujemy kierowanie się relacji polsko-niemieckie w szkodliwe dla obu narodów koryto niechęci i uprzedzeń. Rozważmy więc w ramach pewnego ćwiczenia umysłowego kilka scenariuszy.
Można – moim zdaniem – generalnie wskazać cztery obszary, w których taki sposób myślenia może być produktywny: polityczny, gospodarczy, społeczny i na polu pamięci.
Mamy rok 2026, czarne chmury i takież wieści przygnębiają wielu z nas. Czy mogłoby być inaczej? Czy od nas coś jeszcze zależy?
Od kilku lat obserwujemy politykę zaklęć: jak dobre są nasze relacje, ile się w nich pozytywnego stało i nadal dzieje, jak wiele wspólnych projektów realizujemy… Rządy się spotykają, ministerstwa ustalają mapy drogowe. A jednak nad tym wszystkim unosi się tytuł jednego z podcastów – „Niemcy w ruinie”.
Nota bene, w Niemczech nie znalazłem podcastu o Polsce prowadzonego w podobnym tonie. Jeśli już pojawiają się materiały o naszym kraju, są to raczej rzeczowe informacje o Polsce, jej społeczeństwie i gospodarce, jak i rozwoju wzajemnych relacji.
Skoro zatem uważa się u nas, że Niemcy są w ruinie, dlaczego nie mielibyśmy im pomóc? Byłaby to zaiste spektakularna zmiana odwiecznych pozycji. Coś co by wydatnie umocniło naszą dumę narodową (nie da się jej wiecznie karmić byłymi klęskami, czyli moralnymi zwycięstwami).
Więcej sąsiedztwa, mniej bieżącej polityki
Jedna z możliwości to większa aktywność polskich fundacji politycznych na polu bilateralnym. Mogłyby one naszym zachodnim sąsiadom częściej przybliżać problemy Europy, demokracji i oczywiście relacji polsko-niemieckich. Mogłyby hojnie fundować stypendia, dotować wydawnictwa czy portale kierowane do niemieckiego odbiorcy. Takie fundacje już istnieją, nie trzeba więc tworzyć nowych. Przekierowanie części środków tak hojnie przekazywanych od lat instytutom zaprzęgniętym do polityki historycznej wymagałoby wprawdzie politycznej determinacji, ale zakładamy – w marzeniach – że decydenci to nie miękiszony.

Wyobrażanie sobie, jak relacje polsko-niemieckie mogłyby wyglądać inaczej, może pomóc w kształtowaniu ich przyszłości.
Foto: Ana Benet/Pexels
Kwitnąca gospodarczo Polska również mogłaby wesprzeć chwiejące się Niemcy. Wszystko w imię dobrego sąsiedztwa i stabilności Europy. Cóż to byłaby za satysfakcja! Przez dekady korzystaliśmy – i nadal korzystamy – choćby z niemieckiej infrastruktury. Może więc zaproponować pożyczki na remonty tychże autostrad i modernizację sieci kolejowej? Skoro sami niedawno pozbyliśmy się „najdłuższych schodów nowoczesnej Europy” na A4, to możemy teraz unieść także remont linii kolejowej do Berlina. Ofiary dotychczasowych permanentnych spóźnień codziennie słałyby pod naszym adresem dziękczynne modły w kilku językach.
Kolejnym wyzwaniem jest sytuacja Polaków w Niemczech i Niemców w Polsce. Potrzebny jest nie tylko dialog (coraz bardziej zrytualizowany), ale także bliższa, codzienna wymiana i wspólna praca. Skąd wziąć na to środki? Polacy w Niemczech i Niemcy w Polsce, jak i wszyscy chętni obywatele obu krajów, mogliby dobrowolnie przeznaczać co roku symboliczne kilka euro na wspólny obywatelski fundusz edukacyjny – od historii po język sąsiada. Dodatkowy plus to wyjęcie tych działań spod wpływu bieżących politycznych harców.
Wobec wspólnej przeszłości
A skoro już jesteśmy przy historii…
Może warto w końcu podjąć tzw. męską decyzję i ogłosić koniec II wojny światowej wraz z jej materialnymi konsekwencjami? Załatwianie reparacji nie wychodzi poza bajanie (co zapowiadali od razu znawcy tematyki!) i nie opuści krainy mrzonek, i ojczyzny utraconych bajońskich sum. Skoro żyjący jeszcze poszkodowani przez niemiecką okupację Polacy nie mogą się doczekać wsparcia od będących w ruinie Niemiec, to Polska sama, bez dalszego dość żenującego apelowania do zachodniego sąsiada, mogłaby honorowo ich wesprzeć. Nie stać nas? Ależ oczywiście, że stać. Czynienie ze starych i chorych ludzi zakładników niemocy polityków, uwłacza naszemu autostereotypowi. Mamy płacić za niemieckie winy? Oczywiście, że nie. Otaczamy jedynie opieką niemieckie ofiary, których los tak ponoć martwi naszych polityków od prawa do lewa.
Tych czytelników, których moje fantazje oburzyły, uspokajam. To tylko pobożne życzenia jednego historyka. Nic z tego nie będzie. Na szczytach władzy obu krajów próżno chyba szukać ludzi na miarę historycznych postaci z dziejów polsko-niemieckiego porozumienia i pojednania. Jeśli nie politycy, to może sami obywatele?