Ścieżkami literatury: Górny Śląsk jako spisek naukowców

2 maja 2026, 17:00 Historia 1

Dzika kraina i dzielny Rzymianin

Dawno, dawno temu, za siedmioma górami i za siedmioma lasami, pośród najdzikszej z dzikich dziczy, była sobie kraina zwana Górnym Śląskiem. Było tam całe mrowie dzikich zwierząt i dzikich roślin, a co za tym idzie – także dzikich ludzi. Tak zapewne myślał sobie pewien Rzymianin o imieniu Valerius, przybywający w okolice dzisiejszych Murcek – jednej z dzielnic Katowic. Valerius to dzielny i szlachetny rycerz Imperium Romanum, które postanowiło zanieść „kaganek cywilizacji” między dzikie ostępy barbarzyńskiego świata, za jaki uchodził wówczas dzisiejszy Śląsk. Jednak owego kaganka miejscowi przyjąć nie zechcieli, a nawet stawili najeźdźcom czynny opór, co skończyło się dla Valeriusa niemiłą niespodzianką – dzielny Rzymianin trafił bowiem do niewoli.

W ten oto sposób rozpoczyna się akcja opublikowanego w 1825 roku opowiadania pt. „Czarna studnia” pióra Carla Wunstera, teologa urodzonego w dawnym Breslau. Wunster na miejsce akcji wybiera Górny Śląsk nieprzypadkowo – zanim bowiem trafi do Wielkiego Księstwa Poznańskiego, pełni funkcję kaznodziei w różnych górnośląskich miejscowościach. Zna więc region od podszewki.

Walka cywilizacji z barbarzyństwem i świat jawy kontra fantazji

A zatem: akcja opowiadania toczy się w II wieku naszej ery, rządy w Imperium Rzymskim sprawuje Marek Aureliusz, a potem jego syn Kommodus, rozpoczyna się okres narastających napięć oraz kolejnych wojen z plemionami germańskimi. Trafiając do krainy rozciągającej się między Wisłą i Odrą, Valerius musi zmierzyć się z Germanami i ich sprzymierzeńcami – tak przynajmniej przeszłość tych ziem postrzega Wunster. Tyle że ów historyczny kontekst jest dla pisarza zaledwie pretekstem – bardziej interesuje go bowiem sam fakt zderzenia się dwóch światów – cywilizacji i rzekomej barbarii – oraz wynikające z tego konsekwencje.

Dalsze losy Valeriusa toczą się już na dwóch płaszczyznach – jawy oraz fantazji. Udaje mu się uwolnić z rąk germańskich wodzów, lecz samotnie przemierzając leśne ostępy traci powoli nadzieję na powrót do domu i coraz bardziej lęka się o swoje życie. Gdy wyczerpany strachem oraz długą wędrówką dociera do miejsca nazywanego Czarną Studnią, zapada w osobliwy stan między jawą i snem, w którym przydarzają mu się rzeczy niezwykłe. Oto bowiem z pobliskiej jaskini wyłania się nadobne dziewczę, strzeżone przez dwa niedźwiedzie, które zaprasza Valeriusa do środka. Podążając za dziewczyną, młodzieniec trafia do przedziwnego, podziemnego świata, pełnego tajemniczych figur, zagadkowych napisów oraz migoczących świateł. Wkrótce potem okazuje się, że musi stoczyć walkę z potwornym władcą podziemnego królestwa oraz jego przerażającymi poddanymi. Ognisty potwór na przemian straszy go i kusi, by ostatecznie ulec niezłomnej woli rycerza. Zwycięstwo nad płomiennym monstrum daje bowiem Valeriusowi nie oręż, lecz – milczenie. Stojąc w obliczu niesamowitego zjawiska, Valerius milczy – zgodnie z inskrypcją wyrytą na drzwiach do podziemnego świata. To jeden z bardziej intrygujących momentów tej historii, a zarazem chyba najistotniejszy.

Zbudziwszy się z owego niezwykłego snu, Valerius natyka się na tajemniczego starca, który pomógł mu w walce z potworem, doradzając, aby rycerz czuwał, milczał i walczył. To hasło nabierze także wyjątkowego znaczenia w dalszej części opowieści. Skonfundowany Valerius podąża za starcem, który prowadzi go na pobliskie wzgórze, gdzie wyjaśnić mają się wszystkie zagadki. I jakież jest jego zdziwienie, gdy zamiast bezkresnego pustkowia i najdzikszej dziczy jego oczom ukazuje się nowoczesne gospodarstwo oraz budynek z rozsuwanym dachem, w którym ukrywa się obserwatorium oraz alchemiczne laboratorium.

Jeńcy rzymscy i germańscy.
Zródło: Daniel Hock/ Wikipedia

Tajna organizacja naukowców i mit założycielski Śląska

Sam starzec zaś przedstawia mu się jako Reinhardt – jest Germaninem oraz rdzennym mieszkańcem tych ziem, ale przede wszystkim uczniem Apoloniusza z Tiany, słynnego filozofa oraz legendarnego cudotwórcy, czarownika i proroka. Dzięki pobranym u swego mistrza naukom Reinhardt prowadzi skomplikowane badania nad zjawiskami przyrodniczymi, wierzy bowiem, że to potęga nauki, a nie siła oręża, pozwolą kiedyś „barbarzyńcom” przejąć władzę nad światem. Nie działa przy tym sam – przedstawiciele założonej przez Apoloniusza tajnej organizacji rozsiani są po całym świecie, a Górny Śląsk jest owego łańcucha ogniwem.

Słysząc to wyznanie Valerius sięga oczywiście po broń – wykrywszy tego rodzaju spisek traktuje go jako zagrożenie dla władzy Rzymu, którego przecież jako rycerz przysiągł strzec. Lecz oto godna postawa starca i jego wyjaśnienia zmieniają jego nastawienie. Mało tego: zachwycony wspaniałością objawionych mu wynalazków oraz – co niemniej istotne – urodą córki Reinhardta, którą okazuje się nadobne dziewczę z jaskini – Valerius przechodzi na stronę Ślązaka. Co więcej, otrzymując rękę pięknej Ślązaczki, młodzieniec wraca z nią do Rzymu, gdzie zobowiązuje się stworzyć struktury tajnej organizacji uczonych. Pozostaje mu tylko czuwać, walczyć i milczeć – a więc działać w skrytości, aby mędrcy mogli kiedyś przejąć władzę nad światem.

Opowiadanie Wunstera to radykalne zerwanie z powszechnym w dziewiętnastym wieku stereotypem cywilizowanego Zachodu oraz dzikiego Wschodu, za który uchodzi wówczas także Górny Śląsk. Powiedziałabym nawet, że to nowoczesna, choć ubrana w baśniowy kostium, postkolonialna narracja, rozprawiająca się w sposób kategoryczny z pokutującym do dzisiaj obrazem Śląska jako krainy co najmniej barbarzyńskiej, a już na pewno ludzi prostych i niewykształconych.

Czarna studnia zaś staje się metaforą tajemnego świata, niewidzialnego dla otoczenia, lecz zawierającego drogocenny skarb. W rozumieniu Wunstera jest nim nauka – ale nie tylko. Stoczywszy walkę z piekielnym władcą podziemi, Valerius sprawił bowiem, że podziemny ogień przestał płonąć i w kolejnych wiekach w zupełności się wypali. A wtedy pozostaną po nim tylko czarne kamienie, które dotrą z czasem na powierzchnię, dodając otuchy i bogactwa dzielnym gwarkom.

To oczywiście mit założycielski przemysłowego Górnego Śląska – a dodatkowego smaczku dodaje mu fakt, że akurat w lasach murckowskich powstała najstarsza w rejonie kopalnia węgla kamiennego. Wunster nie ma przy tym żadnych wątpliwości, że to właśnie czarne złoto będzie dla tej krainy błogosławieństwem. Nie ma ich także Valerius. Jednak skutki uprzemysłowienia części Górnego Śląska to już zupełnie inna bajka. A to, czy jej zakończenie można faktycznie uznać za szczęśliwe, pozostanie rozstrzygnąć już na własną rękę.

dr hab. prof. UŚ Nina Nowara‑Matusik

Prawdziwe śląskie kąski: Chmiel i słód, zachowaj nam Boże!
Poprzedni artykuł

Prawdziwe śląskie kąski: Chmiel i słód, zachowaj nam Boże!