Třebom (niem. Thröm), położona na północnym krańcu ziemi hulczyńskiej, to miejsce niezwykłe. Otoczona z trzech stron przez dzisiejszą Polskę niewielka wieś o zwartej zabudowie placowej tworzy wąski cypel, bezpośrednio sąsiadujący z polskimi miejscowościami, takimi jak Kietrz (niem. Katscher). Tutaj, gdzie granicę zdaje się dzielić od człowieka zaledwie kilka kroków, wiejski cmentarz milcząco opowiada historię burzliwych dziejów tych ziem – o wysiedleniach, utracie rodzinnych stron i niemieckiej tożsamości, którą mimo przeciwności udało się zachować.
Centralnym punktem wizyty jest cmentarz w Třebomi, na którym do dziś można odnaleźć liczne nagrobki z niemieckimi nazwiskami. Jak to możliwe, że te świadectwa przetrwały mimo wszystko?
Niemiecki w ukryciu, ojczyzna, której odmawiano
O tamtych czasach opowiada 79-letnia Anna Stanke, która niegdyś pracowała w zakrystii miejscowego kościoła. Wspomina, że miejscowi mieszkańcy, którym po wojnie pozwolono pozostać we wsi, zaopiekowali się dziesięcioma, a może nawet dwudziestoma opuszczonymi grobami sąsiadów zmuszonych do wyjazdu. Podczas gdy w wielu innych miejscowościach niemieckie napisy na nagrobkach bezceremonialnie usuwano, Niemcy, którzy pozostali w Třebomi, zdołali ocalić pamięć o tych, którzy musieli opuścić swoje domy. Często kierowało nimi głębokie współczucie dla wysiedlonych, którzy w Niemczech z utęsknieniem wypatrywali choćby najmniejszego znaku przypominającego im o rodzinnych stronach.
Rodzinie Anny Stanke pozwolono pozostać na miejscu, ponieważ jej ojciec, jako kowal, był niezbędny dla miejscowego rolnictwa. Jednak lata powojenne upływały pod znakiem nieufności, strachu i zakazu posługiwania się językiem niemieckim. Dla tych, którzy pozostali, codziennością było życie w poczuciu zagrożenia – zdarzało się nawet, że sąsiedzi podsłuchiwali pod oknami, by sprawdzić, czy ktoś nie mówi po niemiecku.

Na cmentarzu w Třebomi, na ziemi hulczyńskiej, zachowane niemieckie inskrypcje nagrobne przypominają o burzliwych dziejach tych ziem i trosce tych, którzy na nich pozostali.
Fot.: Manuela Leibig
To głębokie przywiązanie do dawnej ojczyzny znajduje odzwierciedlenie także w takich miejscach jak groby rodziny Döhnerów. Należy do niej Edyta Dohner, którą spotykamy na cmentarzu podczas modlitwy. Przynajmniej raz w roku przyjeżdża tu, aby odwiedzić rodzinne groby. Ich odwiedzanie jest dla niej sprawą serca, choć powrót do rodzinnej miejscowości ojca – który niegdyś posiadał tu 17 hektarów ziemi – okazał się niemożliwy z powodu przeszkód politycznych i wywłaszczenia.
„Tata pochodzi z Třebomi. Kiedyś pomagał przy pracach budowlanych w domu swojego kuzyna w Polsce. Dzięki temu otrzymał pozwolenie na wyjazd. Właśnie wtedy poznał moją mamę. Mama nie mogła zamieszkać w Czechach – nie otrzymała na to zgody. Z kolei tata nie mógł wyemigrować do Polski, dopóki nie zrzekł się swojego gospodarstwa. Jako dziecko bardzo często tu przyjeżdżałam”.
Świadek czasu – kościół pw. św. Jerzego w nowej odsłonie
W samym sercu miejscowości uwagę przyciąga katolicki kościół parafialny pw. św. Jerzego, wzniesiony w latach 1781–1785. Tuż obok świątyni znajduje się cmentarz. Od dłuższego czasu kościół jest odnawiany przy wsparciu lokalnej społeczności. Niedawno prace remontowe objęły prezbiterium, a zaledwie przed tygodniem w wieży kościelnej zamontowano zupełnie nowe schody. To kolejny dowód na to, że w Třebomi troska o historyczne dziedzictwo nie ogranicza się do wspominania przeszłości, lecz znajduje swój wyraz także we współczesności. Zabytkowa świątynia staje się w ten sposób pomostem łączącym wczoraj z dzisiaj.