Co można robić w piątek? Można myśleć o nadchodzącym weekendzie, kończyć ostatnie rzeczy w pracy, pić kawę… albo poćwiczyć operowanie grabiami, kopaczkami i piłami. To ostatnie wybrali pasjonaci historii z Głubczyc, którzy po raz trzeci zebrali się na akcji porządkowania nowego cmentarza żydowskiego przy ul. Wrocławskiej.
Ukryte i zapomniane
Na cmentarz przy ulicy Wrocławskiej nie jest tak łatwo trafić. Przynajmniej na cmentarz żydowski – bo prężący się tuż obok cmentarz komunalny jest trudny do pominięcia. Schody zaczynają się jednak, gdy urywa się chodnik, a do znajdującej się „za płotem” cmentarza komunalnego nekropolii trzeba dojść poboczem.
To właśnie za bramą kirkutu – założonego w lipcu 1892 roku jako cmentarz o założeniu parkowym – zebrała się grupa złożona ze społeczników, mieszkańców Głubczyc oraz uczniów Zespołu Szkół Mechanicznych i Zespołu Szkół Ogólnokształcących, której przewodniczył Sylwester Fulneczek, prezes Stowarzyszenia Miłośników Muzeum i Ziemi Głubczyckiej. To właśnie on wraz z grupą działaczy od dwóch lat zajmuje się tematem opuszczonej i zapomnianej przez wiele lat nekropolii.
– Cmentarz żydowski w Głubczycach przez wiele lat był tak naprawdę pewnego rodzaju tajemnicą. W mieście krążyło wiele informacji o tym, że różnych rzeczy nie można tutaj robić, że nie można używać określonego sprzętu i tak dalej – mówi Fulneczek. – Od dwóch lat powoli porządkujemy to miejsce. Powiem, że jak na zaledwie trzy oficjalne akcje, wygląda ono już całkiem nieźle. I to cieszy – dodaje.

Foto: Michał Florek
Przyznać należy, że słowa te nie są rzucane na wiatr – spod bluszczu wystaje już spora kwatera grzebalna, na której zachowane są betonowe obsady grobów, a na części nawet płyty nagrobne. – Ostatnie dwie akcje były dosyć ciężkie, ponieważ usuwaliśmy kamienie i gruz znajdujące się w kwaterze grzebalnej. Te prace udało nam się już zakończyć, więc najcięższy etap jest za nami. Kolejne działania polegają przede wszystkim na usuwaniu roślinności, która przez lata rosła tutaj samoistnie – opisuje Sylwester Fulneczek.
– Chcemy, żeby cmentarz wyglądał przejrzyście, żeby można było bezpiecznie na niego wejść i zobaczyć, jak to wszystko wygląda – podsumowuje.

Rozbite fragmenty tablicy nagrobnej Foto: Michał Florek
Co do kamieni i gruzu, jest ich dość sporo i to w zbitej stercie przed kwaterą. O ich charakterze wypowiada się dr Sławomir Pastuszka, historyk i przewodniczący Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Katowicach.
– Na teren cmentarza żydowskiego wyrzucano z sąsiedniego cmentarza komunalnego zdemontowane nagrobki chrześcijańskie. Cały stos, który tam widzimy, to nagrobki niepochodzące z tego cmentarza – mówi doktor Pastuszka, oderwany od pracy przy odchwaszczaniu cmentarza.

Widok na kwaterę grzebalną z odsłoniętymi betonowymi obramowaniami grobów i pozostałościami cokołów. Foto: Michał Florek
Zapytany o nagrobki (według zachowanej księgi cmentarnej przy Oberglogauer Strasse, obecnej Wrocławskiej, pochowano 144 osoby) odpowiada, nie kryjąc żalu:
– Większość nagrobków i płyt została stąd skradziona jeszcze w latach 60. XX wieku. Dzisiaj pozostały głównie elementy, które w czasach komunistycznych uznawano za bezwartościowe i określano mianem „złomu nagrobnego”.
Trochę historii i plany na przyszłość
Dr Sławomir Pastuszka podczas rozmowy pokazuje zdigitalizowaną księgę pochówków nowego cmentarza żydowskiego w Głubczycach. Dzięki zdobyczom technologii wszystkie dane dotyczące pochówków przy Oberglogauer Strasse można przedstawić teraz w arkuszu kalkulacyjnym.
– Pierwszy pogrzeb dotyczył Karoliny Oppenheim z domu Rosenthal, zmarłej 9 lutego 1896 roku, pochodzącej z miejscowości Schönbrunn. Ostatnie pogrzeby odbyły się tutaj w 1941 roku. Były wówczas trzy pochówki. Ostatnią pochowaną osobą była Emma Schlesinger z domu Schindler, zmarła 12 września 1941 roku. Została pochowana w części honorowej cmentarza – podsumowuje Pastuszka. – Dzięki zachowanej księdze pochówków oraz moim badaniom tej przestrzeni wiemy dokładnie, kto i gdzie spoczywa, nawet jeżeli nagrobek się nie zachował – dodaje z ulgą dr Sławomir Pastuszka.
„Najbardziej istotną kwestią jest w tym momencie zachowanie historycznego dziedzictwa Głubczyc i okolic.”
Cmentarz jest podzielony na cztery kwatery grzebalne, które zostały wydzielone alejami obsadzonymi drzewami. Pomimo obecnego zarośnięcia ten układ cały czas jest widoczny. Spośród czterech kwater pochówki prowadzono tylko w jednej – tej, która po dwóch akcjach porządkowania została całkowicie odsłonięta. Aż trudno uwierzyć, że przez tyle lat nawet jej nie dało się dostrzec spod bujnej roślinności.
Sylwester Fulneczek przyznaje z dumą, że odsłonięcie kwatery grzebalnej to dopiero początek działań. – W tym roku planujemy uporządkowanie kwater honorowych, które znajdują się w pobliżu ogrodzenia cmentarza, czyli – mówiąc kolokwialnie – pod płotem. W przyszłości planujemy udrożnienie alejek, żeby ten cmentarz, mający założenie parkowe, był dostępny dla wszystkich – nie tylko dla mieszkańców, ale również dla turystów – opisuje Sylwester Fulneczek, zwracając uwagę na to, że uporządkowany kirkut cieszy się coraz większym zainteresowaniem zarówno turystów, jak i rodzin, które poszukują na nim swoich bliskich.
– Wiem, że przyjeżdżają tutaj różne osoby z Izraela, Niemiec, innych krajów Europy, a także z Polski. Sam kilkakrotnie, będąc na cmentarzu i zajmując się fotografowaniem, porządkowaniem czy wyrywaniem chwastów, spotykałem osoby, które po prostu wchodziły na teren cmentarza i go oglądały. Cieszę się, że to miejsce wzbudza zainteresowanie – dodaje.
Pamięć wychodzi spod bluszczu
Dr Sławomir Pastuszka i Sylwester Fulneczek, zapytani o najważniejsze i najcenniejsze momenty akcji porządkowania cmentarza, odpowiadają zgodnie – znalezienie nagrobków.
Jednymi z najwspanialszych momentów podczas dwóch poprzednich akcji było odnalezienie kilku nagrobków z inskrypcjami. Wśród nich znalazł się nagrobek pani Elli Galus, której przedwojenną fotografię posiadaliśmy. To, że udało się go odnaleźć i że w ogóle przetrwał w takim stanie na cmentarzu, było dla nas czymś niezwykłym. Nagrobek został już przekazany do renowacji. Przyjechała tutaj wnuczka pani Galus i sfinansowała jego odnowienie – mówi Pastuszka. Renowacja trwa i sądzę, że wiosną przyszłego roku nagrobek powróci tutaj w pełnej krasie.
– Prawdopodobnie będzie to pierwszy nagrobek, który zostanie naprawiony i odrestaurowany przez rodzinę – zwraca uwagę Fulneczek. – Odkryliśmy również nagrobek Anny Fuchs i inne. Od czasu ostatniej akcji udało mi się także pozyskać od jednego z lokalnych mieszkańców zdjęcia z 1964 roku. Widać na nich nagrobki, których dzisiaj już tutaj nie ma. Na podstawie tych fotografii będziemy w przyszłości planowali ich rekonstrukcję – dodaje Sylwester Fulneczek, zwracając uwagę jednak na ograniczone możliwości grupy inicjatywnej. – Nie da się zrobić wszystkiego na raz, ponieważ wiąże się to z kosztami. Kiedy uda się zabezpieczyć środki finansowe, będziemy krok po kroku prowadzić dalszą rewitalizację. Najbardziej istotną kwestią jest w tym momencie zachowanie historycznego dziedzictwa Głubczyc i okolic.
Sławomir Pastuszka podkreśla też rolę pracy realizowanej poza cmentarzem. – Równie ważna jest praca badawcza, intelektualna i naukowa. Dzięki niej, nawet jeśli przyjedzie tutaj krewny osoby, której nagrobek się nie zachował, jesteśmy w stanie dokładnie wskazać miejsce jej pochówku. Rodziny mogą więc ponownie nawiązać więź z tym miejscem – zwraca uwagę przewodniczący katowickiej gminy żydowskiej.
Siła tkwi w pamięci
Wszyscy rozmówcy zgodnie zwracają uwagę na to, że prace nad zachowaniem cmentarza mają nie tylko wymiar ważny dla lokalnej społeczności, ale też dla zachowania pamięci i tożsamości ziemi głubczyckiej.

Wolontariusze podczas usuwania gęstej roślinności i bluszczu z historycznego muru cmentarza. Foto: Michał Florek
– Z wielką satysfakcją patrzymy na to, co tutaj się dzieje. Mamy nadzieję, że uda się doprowadzić cmentarz do stanu, w którym ponownie będzie godnym miejscem pochówku – mówi Sławomir Pastuszka. – W cywilizowanym kraju, takim jak Polska, powinien wyglądać tak jak inne cmentarze. Wchodząc tutaj, powinniśmy czuć, że jesteśmy na cmentarzu, a nie na wysypisku śmieci czy wśród nieprzebytych chaszczy.
– Przez wiele lat nad tym miejscem panował marazm, a tymczasem trzeba było po prostu przyjść, mieć dwie sprawne ręce i zacząć pracować. Nie trzeba było wiele – mówi Pastuszka i powraca do pracy.
To prawda. W Głubczycach widać najlepiej, że oprócz cennych słów liczą się grabie, kopaczki i sprawne ręce – bo pamięć trzeba pielęgnować, ale przedtem odsłonić ją spod bluszczu i samosiejek.