Polski slawista i kulturoznawca Aleksander Brückner wywodzi znaczenie słowa „lipiec” od lipy. Drzewa te kwitną na przełomie czerwca i lipca właśnie, a zatem wytłumaczenie to pasuje jak ulał. Zdaje się zatem, że lato i słońce to nieodłączni towarzysze lipy – i w tego typu optymistycznych kontekstach jest ona również przedstawiana w literaturze. Wystarczy tylko wspomnieć dwa klasyczne przykłady: gościnną lipę Jana Kochanowskiego, która zaprasza, by pod nią usiąść i poddać się jej leczniczym mocom, oraz dyskretne drzewo niemieckiego minnesingera Walthera von der Vogelweide, w którego cieniu spotykają się średniowieczni kochankowie. Lipy to jednak nie tylko rozkwit i pozytywna energia, ale także mrok, zagadka, a nawet śmierć. Oczywiście nie w sensie dosłownym, lecz kulturowym.
W mroku lipy
Przekonujących przykładów dostarcza nam przede wszystkim literatura ludowa, w tym także ta rozgrywająca się na Górnym Śląsku. W zbiorze Oberschlesische Sagen (Górnośląskie podania; 1911/1912) Paula i Hildegardy Knötel, małżeństwa bardzo zasłużonego dla górnośląskiej kultury, znajdziemy przykładowo podanie o znamiennym tytule Morowa lipa. https://wachtyrz.eu/morowa-lipa/

Lipowy liść na plecach Siegfrieda (Nibelungen I (nach d. gleichnamigen Ufa-Film)), źródło: Badische Landesbibliothek Karlsruhe
Jego akcja rozgrywa się we wsi Nowaki, w województwie opolskim, a konkretnie w ogrodzie położonym pośrodku tej miejscowości. Miała tam niegdyś rosnąć stara lipa, która stała się przedmiotem nadprzyrodzonych praktyk pewnego obcego człowieka, prawdopodobnie czarownika. Ów nieznajomy miał przybyć pewnego razu do miejscowości i, wypowiadając tajemnicze słowa, zakląć w drzewie zarazę. Dzięki temu mieszkańcy wioski przez pewien czas mogli cieszyć się spokojem. Jednak czarownik przybył do nich ponownie: tym razem wszedł do wnętrza drzewa, a wyszedł z niego z czarną tkaniną, na której odleciał w siną dal. Zapowiedział przy tym, że z całej społeczności ocaleje tylko jeden człowiek. I tak faktycznie się stało: zarazę przeżył tylko pewien parobek, który po jakimś czasie opowiedział całą historię nowo przybyłym osadnikom.
Drzewo jako nośnik pamięci
W przytoczonym podaniu lipa zostaje zatem jednoznacznie utożsamiona z chorobą i nieszczęściem, jakie dotyka całą społeczność. Jest to o tyle przerażające, że kolejne fale zarazy przychodzą nie wiadomo dlaczego i nie wiadomo także, jak się przed nimi chronić. Stąd w wyobraźni miejscowych pojawia się tajemniczy czarodziej oraz magiczne rytuały – gdzie rozum śpi, budzą się demony. Nie jest to zjawisko wyjątkowe, podobnie jak samo zaklinanie morowego powietrza czy też właśnie demona w drewnie. O tego typu zabobonach opowiada przykładowo nowela Czarny pająk (1842) szwajcarskiego pisarza Jeremiasa Gotthelfa. Tam również nieszczęście spada na niewielką miejscowość, tam również jest to zaraza, tyle że upersonifikowana pod postacią pająka. Kres kładzie jej dopiero symboliczne uwięzienie go w ramie okiennej – oczywiście z drewna.
Lipy to nie tylko rozkwit i pozytywna energia, ale także mrok, zagadka, a nawet śmierć. Oczywiście nie w sensie dosłownym, lecz kulturowym.
Lipy pełniły jednak w wyobrażeniach ludowych nie tylko funkcję „zbiorników” na chorobę, ale były także symbolicznymi nośnikami pamięci o epidemiach. Na pamiątkę ofiar podobnych tragedii sadzono lipy na grobach zmarłych, m.in. w niemieckim Wanfried. Zasadzona tam w 1683 roku lipa – upamiętniająca epidemię czarnej ospy z 1682 roku, która pochłonęła trzysta ludzkich istnień – rośnie tam do dziś jako pomnik przyrody i żywy świadek ówczesnych wydarzeń.

Wilhelm von Kaulbach: Pod lipą (ilustracja do wiersza W. von der Vogelweide), źródło:
Wikimedia Commons
Fatalny lipowy liść
Można zatem odnieść wrażenie, że lipa to uosobienie potęgi, która jest w stanie przetrwać więcej, niż potrafi wyobrazić sobie zwyczajny śmiertelnik. Ba, wydaje się wręcz trwać na przekór losowi, sięgając niemal nieskończoności. Dlaczego zatem staje się przekleństwem dla Siegfrieda, legendarnego pogromcy smoka, bohatera, którego nie pokonałby nikt i nic, gdyby nie jedno miejsce na jego ciele, na które spadł właśnie lipowy listek, czyniąc je podatnym na zranienie? Cóż, myślę, że może mieć z tym coś wspólnego germańska bogini Freja, patronka miłości, szczęścia i płodności, za której święte drzewo uważano właśnie lipę. Może potężna bogini celowo pozostawiła Siegfriedowi jego achillesową piętę, by ten nie obrósł całkowicie w smoczą skórę, stając się tym samym nieśmiertelnym? Bo może wtedy stałby się równy bogom? I może lepiej było, by pozostał człowiekiem? Zostanie to dla nas zagadką – jak i sama natura lipy, tak bardzo podobna do naszej – ludzkiej.