Od śląskiego Davos do Sokołowska
Kto odwiedza dzisiejsze dolnośląskie uzdrowiska, ten doskonale wie, jak wygląda codzienność kuracjusza. Znalazłoby się też pewnie całkiem sporo osób niezadowolonych zarówno z gastronomii, jak i bazy sanatoryjnej. Jak jednak wyglądałoby porównanie z metodami sprzed prawie 150 lat? W przewodniku z 1882 r. pt. „Görbersdorf. Dr. Brehmer’s Heilanstalt für Lungenkranke” (Sokołowsko. Zakład leczenia gruźlicy metodą Brehmera) znajdziemy wiele odniesień.
Metody leczenia i dieta kuracjuszy
Dr Brehmer był śląskim lekarzem, twórcą autorskiej metody opierającej się na naturalnych, przyrodoleczniczych właściwościach dawnego Sokołowska i przykładał ogromną wagę nie tylko do terapii, ale i sposobu żywienia pacjentów. Z tego powodu dieta kuracjuszy podlegała ścisłemu nadzorowi lekarskiemu, a szczególny nacisk kładziono na pożywienie, które miało być dobre, ale i wzmacniające osłabiony chorobą organizm.
Oto, co jedli wtedy kuracjusze:
Śniadanie: kawa, mleko, chleb, masło, białe pieczywo.
Drugie śniadanie: chleb, masło, mleko (mężczyźni jedli ponadto mięso, żółty ser, jajka).
Obiad: zupa, mięso, warzywa lub inny dodatek, kompot lub deser.
Podwieczorek: kawa, mleko, chleb, masło, białe pieczywo.
Kolacja: danie ciepłe lub na zimno.

Kuchnia dr. Weickera w sanatorium Marienhaus w Görbersdorf-Schmidtsdorf, powiat Wałbrzych, 1915 r.
Zródło: SDB
Ciekawostką terapeutyczną był też dzienny przydział jednej butelki lekkiego piwa lub napoju bezalkoholowego, zależny od zaleceń lekarza.
Oprócz odpowiedniego żywienia metoda Brehmera polegała na długim przebywaniu na świeżym, górskim powietrzu. Pacjenci wychodzili na zewnątrz zaraz po śniadaniu i spędzali tam niemal cały dzień. W nocy okna pozostawały otwarte, bez zasłon ograniczających przepływ powietrza. Ogrzewanie pomieszczeń było dozwolone jedynie podczas ubierania się. Dziś takie podejście może wydawać się drastyczne, jednak w Sokołowsku przynosiło bardzo dobre rezultaty w leczeniu chorób płuc, przewyższając wcześniejsze metody.
Rytm dnia i życie kurortu
Rozkład dnia również podporządkowany był terapii. Zdrowsi pacjenci wstawali około godziny 6 rano. Dźwięk trąbki wzywał ich do Kurhausu na śniadanie o godzinie 7. Drugie śniadanie serwowano między 10 a 11, obiad o 13, podwieczorek między 16 a 17, a kolację o 19. Między posiłkami kuracjusze spacerowali po parku lub w górach. Osoby w gorszym stanie zdrowia pozostawały w pokojach, gdzie dostarczano im posiłki. Kto spóźnił się na sygnał trąbki, nie otrzymywał jedzenia.
We wsi działały jednak także restauracje i hotele, m.in. gospoda „Zur Waldquelle” Karla Langera, restauracja „Bellevue”, zajazd „Zur Preußischen Krone” czy hotel „Zum Deutschen Kaiser” (dziś pełniący funkcje administracyjne). Podwieczorek można było zjeść w „Berghotel” lub w „Laugers Konditorei und Kaffee”.
Rozkwit i dziedzictwo miejsca
Sprzyjający zdrowiu klimat Sokołowska w połączeniu z metodą Brehmera okazał się bardzo skuteczny w walce z gruźlicą. Nic więc dziwnego, że miejscowość szybko zyskała rozgłos i stała się wzorem dla podobnych ośrodków na świecie, w tym dla kliniki w Davos.
Sokołowsko błyskawicznie zyskało sławę, stając się jednym z najważniejszych ośrodków leczenia chorób płuc w Europie.
Skala rozwoju była imponująca – około 1900 roku Görbersdorf liczyło ok. 1000 mieszkańców, a jednocześnie dysponowało ponad 1100 miejscami dla kuracjuszy. W 1894 roku leczono tu zaledwie 8 osób, a w 1913 już 2080. Rozwój ten zahamowały wydarzenia historyczne oraz odkrycie skutecznego leku na gruźlicę w 1943 roku.
Zwolennikiem „terapii zimnem” raczej nie zostanę, Sokołowsko natomiast zachwyca o każdej porze roku – klimatem, widokami i rozległą siecią leśnych ścieżek. Pewnym wyzwaniem pozostaje dostęp do ciepłych posiłków. Tym bardziej warto sięgnąć do kulinarnych tradycji dawnego kurortu i spróbować klasycznych potraw.

Görbersdorf 1879.
Zródło: Wikipedia
Przepis pochodzi z historycznej książki kucharskiej z 1913 roku „Uniwersalny leksykon sztuki kulinarnej” (tom 1, A–K):
Kilogram jagnięciny kroi się na niewielkie kawałki, myje, posypuje solą i odrobiną tłuczonego białego pieprzu, następnie dusi na maśle, zalewa bulionem i dodaje cebulę, włoszczyznę, macis, liść laurowy oraz dwa goździki. Całość dusi się pod przykryciem aż do miękkości. Następnie przecedza się wywar, dodaje 2–3 łyżki koncentratu pomidorowego oraz pół szklanki białego wina, zagęszcza jasną zasmażką i łączy z mięsem.
Klasyczne ragout z jagnięciny to delikatne danie duszone, idealne z łopatki lub udźca. Podaje się je z knedlami, makaronem lub puree ziemniaczanym.

Foto: Małgorzata Janik
Dzięki działalności dr. Brehmera, dr. Weickera i dr. Römplera Sokołowsko stało się pod koniec XIX wieku jednym z najważniejszych ośrodków leczniczych w tej części Europy. Dziś to miejsce nieco zapomniane, ale wciąż pełne historii i potencjału. Nadal aktualne pozostaje też słynne zdanie Johann Wolfgang von Goethe: „Für manchen Wanderer soll die Quelle fließen” (Dla niektórych wędrowców źródło niech płynie).
Małgorzata Janik

