Na to mój dziadek odpowiedział: „Zanim pójdzie do szkoły, znowu będzie po niemiecku”. To był błąd. Tak lub podobnie myślało wówczas wielu Ślązaków. Na trzy miesiące przed pójściem do szkoły trafiłem do przedszkola, aby uczyć się polskiego. Jako dziecko szybko uczy się nowego języka, od tamtej pory byłem dwujęzyczny. 1 września 1948 roku, w wieku 7 lat, zostałem przyjęty do szkoły z dość dobrą znajomością języka polskiego. Ponieważ moje imię jest niemieckie, zmieniono je na polskie imię Mikołaj. Na wszystkich świadectwach szkolnych widniało już imię Mikołaj, ale wszyscy – także nauczyciele – zwracali się do mnie moim prawdziwym imieniem Klaus. Mogłem z tym żyć. Narzucone imię Mikołaj towarzyszyło mi w czasie szkolnym. Gdy dorosłem, zawsze podawałem swoje prawdziwe imię Klaus i było ono akceptowane.
Tymczasowość stała się trwałością
Niemcy na Śląsku nie chcieli przyjąć do wiadomości tego, co jeszcze przed końcem wojny miało się dokonać na mocy ustaleń dotyczących reorganizacji wschodniej granicy Niemiec. Prawdopodobnie nawet o tym nie wiedzieli. Na konferencji w Teheranie 1 grudnia 1943 roku główni alianci (Rosja, Anglia, USA) naradzali się nad działaniami militarnymi na teatrze wojny oraz nad politycznym nowym porządkiem Europy po zwycięstwie nad narodowosocjalistycznymi Niemcami. W lutym 1945 roku alianci na drugiej dużej konferencji w Jałcie na Krymie uzgodnili przyszłość Europy. Kluczową kwestią był podział Niemiec po zakończeniu wojny. Polska miała zostać przesunięta w kierunku zachodnim.
17 lipca 1945 roku rozpoczęła się konferencja poczdamska. Wśród wielu tematów zaproponowano również przebieg linii Odra–Nysa jako granicy między Niemcami a Polską. W porozumieniu poczdamskim z 2 sierpnia 1945 roku alianckie mocarstwa zwycięskie uzgodniły, że byłe tereny niemieckie na wschód od linii Odra–Nysa zostaną oddane pod polską administrację do czasu ostatecznego ustalenia zachodniej granicy Polski. Tymczasowość ta stała się trwałością. Ostateczna decyzja w tej sprawie miała zapaść dopiero w traktacie pokojowym.
Zagłuszanie i nadzieja na zjednoczenie
Niemieckie rodziny śledziły wiadomości z zachodnich Niemiec w radiu. Latem odbiór prawie zamierał. Zimą odbiór radiowy był lepszy, jednak gdy spiker zaczynał czytać wiadomości, natychmiast pojawiał się silny, brzęczący dźwięk. Prawie nic nie było słychać. W nocy odbiór był lepszy.
Gdy jechało się pociągiem z Szydłowa do Opola, tuż przed przystankiem Opole Zachodnie można było zobaczyć z pociągu instalację zagłuszającą. Na wzgórzu w Winowie stało kilka wysokich masztów, między którymi widoczna była siatka druciana powodująca te zakłócenia.

Granitowy pomnik w formie śląskiego krzyża pokutnego na terenie miejsca pamięci w Łambinowicach.
Foto: Klaus Kawalek
Gdy przedostała się do nas jakaś ważna wiadomość, sąsiedzi wymieniali się nią, a ja często uczestniczyłem w tych rozmowach. „Słyszeliście?”, mówił jeden do drugiego, „Adenauer znowu przemawiał i powiedział: »Musi i nastąpi zjednoczenie«”. Mówił też wielokrotnie do swoich rodaków za linią Odry–Nysy. Albo innym razem mówił: „Drodzy śląscy rodacy, trzymajcie się ojczyzny”. Te apele wielokrotnie budziły nadzieję na przełom.
Wspólne życie i temat tabu – Łambinowice
Były lekarz obozowy Heinz Esser już w 1949 roku opublikował w zachodnich Niemczech swoją broszurę „Die Hölle von Lamsdorf”. Ta cienka książeczka licząca 130 stron dotarła w latach 50. XX wieku do Szydłowa różnymi drogami. Krążyła potajemnie wśród niemieckich rodzin. Potajemnie dlatego, że temat obozu pracy w Łambinowicach był absolutnym tabu.
Wspólne życie obu grup narodowościowych – Niemców i Polaków – w Szydłowie z roku na rok układało się coraz lepiej. Wśród nas, dzieci, integracja przebiegła stosunkowo dobrze. W szkole utrzymywano ze sobą kontakty, a także nie było barier językowych, jak w przypadku starszych mieszkańców. Ponadto między dawnymi a nowymi mieszkańcami rozwijały się przyjaźnie.
Wypędzenia i późniejsze dobrowolne wyjazdy Ślązaków pod koniec lat czterdziestych gwałtownie zmalały. Z Szydłowa tylko nieliczne rodziny po długim oczekiwaniu otrzymały zgodę na wyjazd do Niemiec. Ówczesny polski rząd nie chciał wypuszczać niezbędnych śląskich sił roboczych. Potrzebowano rzemieślników, głównie w budownictwie, oraz wykwalifikowanych pracowników w przemyśle. Zniszczone miasta i zakłady przemysłowe musiały zostać odbudowane.

Klaus Kawalek mit Ehefrau Ella im oberschlesiem Groß Stein, 2026
Foto: Manuela Leibig
Polacy, którzy osiedlili się w Szydłowie i okolicznych wsiach w powiecie niemodlińskim, byli w większości prostymi rolnikami. Wśród nich było też kilku analfabetów.
Po ukończeniu szkoły zawodowej pod koniec lat pięćdziesiątych pracowałem przez cztery lata na poczcie. Miałem tam trudności przy wypłacie rent, ponieważ odbiorca musiał potwierdzić odbiór na blankiecie przelewu własnoręcznym podpisem. Były starsze osoby, które podpisywały się trzema krzyżykami. Byłem wtedy zobowiązany dopisać obok adnotację, że odbiorca nie umie pisać („Adresat jest niepiśmienny”). Następnie musiałem pod tym postawić datę i swój podpis.
Walka o tożsamość
W 1965 roku powstało „Centralne Muzeum Jeńców Wojennych w Łambinowicach”. Mieści się ono w dawnym budynku komendantury Wehrmachtu, a dyrekcja znajduje się w Opolu przy ulicy Minorytów 3.

Budynek komendantury Wehrmachtu
Foto: Klaus Kawalek
Moje imię Klaus nadal było solą w oku polskich władz. Gdy w 1968 roku chcieliśmy wziąć ślub, w sierpniu złożyliśmy w Urzędzie Stanu Cywilnego w Niemodlinie zapowiedzi. Po przejrzeniu naszych dokumentów urzędniczka powiedziała, że muszę zmienić imię, ponieważ z moim imieniem nie może udzielić ślubu.
Podała mi listę polskich imion do wyboru i mogłem wybrać sobie któreś z tej listy. Oczywiście odmówiłem. Po czterech tygodniach stawiliśmy się z dwoma świadkami na ceremonii ślubnej. Miałem szczęście, ponieważ tego dnia dyżurowała inna urzędniczka i o zmianie imienia nie było już mowy.
Po trzykrotnym złożeniu wniosku 27 czerwca 1977 roku opuściliśmy Śląsk jako późni przesiedleńcy, kierując się do Ingolstadt. W 1978 roku przeprowadziliśmy się do Hanoweru i zbudowaliśmy tam nowe życie. Zaczynaliśmy praktycznie od zera.
Późne upamiętnienie: Cień Łambinowic
Dopiero 14 listopada 1990 roku Niemcy i Polska podpisały polsko-niemiecki traktat graniczny. Na mocy tego traktatu oba państwa ostatecznie ustaliły istniejącą granicę. Historia obozu pracy w Łambinowicach była w Polsce aż do przełomu ustrojowego 1989/90 tematem tabu.
Upamiętnienie dokonało się potem zaskakująco szybko. Już w 1991 roku ukazała się książka polskiego historyka Edmunda Nowaka pt. „Cień Łambinowic”, także w niemieckim tłumaczeniu „Schatten von Lamsdorf”. Była to próba rekonstrukcji historii „obozu pracy w Łambinowicach 1945–1946”.
Na podstawie udostępnionych materiałów zrodził się wniosek, że liczba więźniów i ofiar musi zostać skorygowana. Uznano, że liczby podawane w literaturze niemieckiej były zawyżone. Dopiero po przemianie ustrojowej możliwe stało się wydobycie na światło dzienne dramatycznej historii i uczczenie ofiar.

Miejsce pamięci ofiar obozu internowania w Łambinowicach (1945–1946). Fot. Klaus Kawalek
Foto: Klaus Kawalek
Na terenie obozu pracy ustawiono drewniany krzyż. Po kilkukrotnym zbezczeszczeniu go przez podpalenie postawiono go następnie z żelaza.
Proces upamiętniania historii obozu pracy i pamięci o ofiarach trwał kilka lat. Towarzyszyły mu liczne kontrowersje, spory i publiczne debaty. M.in. z inicjatywy Centralnego Muzeum Jeńców Wojennych w Łambinowicach 30 września 1995 roku odsłonięto i poświęcono pomnik z granitu w formie śląskiego krzyża pokutnego.
W pomniku wyryto w języku polskim i niemieckim: „Niemcom i Polakom – ofiarom obozu w Łambinowicach z lat 1945/46”.
Po ustawieniu śląskiego krzyża pokutnego powstał pomysł budowy cmentarza, który upamiętniałby zmarłych. Realizacja projektu trwała kolejne siedem lat i również nie obyła się bez kontrowersji i sporów.
16 września 2002 roku nastąpiło otwarcie i poświęcenie Cmentarza Ofiar „Obozu Pracy Łambinowice 1945/46”. Poświęcenia dokonał arcybiskup Alfons Nossol.

Kamienna tablica z cytatem z Ojcze nasz.
Foto: Klaus Kawalek
Przy wejściu na cmentarz na kamiennej tablicy widnieje w języku niemieckim i polskim:
„Vergib uns unsere Schuld, wie auch wir vergeben unseren Schuldigern” – „Odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”.
Poszukiwanie nazwisk i śladów
Na trawniku, w odstępach od siebie, stoją kamienne bloki (głazy polne), każdy z nazwą miejscowości w języku niemieckim i polskim. Po lewej stronie obok krzyża znajdują się marmurowe tablice z nazwiskami zmarłych w porządku alfabetycznym.
Mojej babci, która zmarła w obozie, niestety nie ma na tych tablicach.
W październiku 2016 roku odwiedziliśmy naszą dawną ojczyznę – Szydłów/Goldmoor. Następnie udaliśmy się na krótki wypad do obozu w Łambinowicach. Najpierw przeżyłem szok: z prawej strony za wejściem brakowało kilku metrów ogrodzenia z siatki. Przez tę lukę dostały się na teren cmentarza dziki i mocno rozryły trawnik.
Zrobiłem tam zdjęcia i pojechałem od razu do Opola, do dyrekcji muzeum, aby zgłosić szkodę. W muzeum od razu skierowano mnie do dyrektorki, pani Renaty Kobylarz-Buły. Przy filiżance kawy odbyliśmy dobrą, dłuższą rozmowę.
Przy tej okazji dowiedziałem się, dlaczego nazwisko mojej babci, która zmarła w obozie, nie znajduje się na tablicach pamiątkowych. Cierpliwie wyjaśniła mi pani Kobylarz-Buła, że po przełomie ustrojowym dokumenty obozowe zostały przewiezione do dyrekcji muzeum w Opolu, a część kartoteki obozowej zaginęła. Dopisanie nazwisk na tablicy nie jest już niestety możliwe.
Grupa robocza, która pracowała nad projektem cmentarza, została po zakończeniu prac rozwiązana.
Na pożegnanie, w podziękowaniu za zgłoszenie zniszczonego trawnika, otrzymałem dwujęzyczną broszurę oraz płytę DVD o obozie jenieckim w Lamsdorf.
W dawnym budynku wartowni 3 grudnia 2013 roku otwarto wystawę poświęconą historii „Obozu Pracy Łambinowice 1945/46”.

Miejsce pamięci: Dawna wartownia Obozu Pracy w Łambinowicach.
Foto: Klaus Kawalek
Na wystawie można zobaczyć kilka zdjęć oraz spisane wspomnienia byłych więźniów z tamtego czasu. Ponadto można przeprowadzać poszukiwania na komputerze: po wpisaniu mojego nazwiska pojawiło się jedynie nazwisko mojego dziadka z danymi dotyczącymi roku urodzenia, miejsca zamieszkania, daty uwięzienia i zwolnienia.
Jednak nasza rodzina po uwięzieniu liczyła pięć osób, a więc kartoteka obozowa jest bardzo niekompletna. Z tego zapewne wynika duża rozbieżność w danych między historykami niemieckimi i polskimi. W literaturze niemieckiej przyjmuje się, że w obozie przetrzymywano 9000 osób, podczas gdy polscy historycy szacują liczbę na 5000–6000 osób. Prawdy zapewne nigdy się nie dowiemy.
Proces upamiętniania wydaje się jeszcze niezakończony, ponieważ wystawa w muzeum jest od 2023 roku zamknięta z powodu prac remontowych. Jak dowiedziałem się nieoficjalnie, trwają prace nad koncepcją nowej wystawy. Ma ona zostać ponownie otwarta w 2025 roku.
To już znaczące wydarzenie, że po wielu przeciwnościach powstał cmentarz, a także wystawa ku czci ofiar „Obozu Pracy Łambinowice 1945/46”. Ważne jest, aby zachować pamięć o tych okrutnych czasach dla następnego pokolenia.
Przyszłość bez nienawiści
Po wojnie wszystko, co niemieckie, było bardzo znienawidzone. Jednak od czasu przełomu to, co dawniej niemieckie, przestało być tematem tabu. W polskich mediach drukowanych coraz częściej ukazują się reportaże o pokoleniu wnuków, które interesuje się historią niemiecką. Długo zapomniane niemieckie dziedzictwo jest stopniowo odkrywane na nowo.
W niektórych miejscowościach odsłania się stare, zamalowane napisy na fasadach domów. Ponadto można przeczytać, że powstają inicjatywy mające na celu restaurację starych niemieckich nagrobków i ocalenie ich przed zniszczeniem.
Bardzo mnie to porusza, gdy czytam o takich wydarzeniach w prasie polskiej, ponieważ wtedy budzą się we mnie wspomnienia o zbezczeszczonym cmentarzu w Szydłowie/Goldmoor w 1945 roku.
Pamięć o przeszłości nie powinna otwierać ran. Raczej cieszy fakt, że dawna nienawiść przemieniła się w swoje przeciwieństwo. Życzyłbym sobie, aby opisane przeze mnie przeżycia pobudziły młode pokolenie do refleksji.
Konfrontacja z tymi wspomnieniami ma pomóc w uczeniu się z przeszłości na przyszłość. Musimy opowiadać się za wolnością i demokracją oraz mieć nadzieję, że nigdy więcej nie dojdzie do takich wydarzeń.
Koniec cyklu
Autor: Klaus Kawalek