Trzy pokolenia, trzy armie

Paradoksalna tożsamość rodziny Kwapis

10 września 2026, 17:00 Historia

Jak to jest, gdy granice się zmieniają, a człowiek nie zmienia swojego miejsca zamieszkania? Johannes Kwapis opowiedział w Centrum Dokumentacyjno-Wystawienniczym Niemców w Polsce (DAZ) historię swojej rodziny. Trzy pokolenia, trzy armie i trzy różne systemy polityczne pokazują, jak skomplikowana mogła być tożsamość Górnoślązaków – i jak często nie mogli oni dobrowolnie opowiedzieć się po żadnej ze stron.

Wspomnienia o wspomnieniach

W Centrum Dokumentacyjno-Wystawienniczym Niemców w Polsce (DAZ), oddziale Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej im. Emanuela Smołki w Opolu, Johannes Kwapis opowiadał o historii swojej rodziny. Właściwie, jak mówi, „historia rodziny” to może zbyt wielkie słowo. Mimo to w pewnym momencie uświadomił sobie, że wiele historii, które znał ze swojej rodziny, nie mogło po prostu zniknąć.

„To są, jak tu napisałem, także wspomnienia o moich wspomnieniach. Nawet u mnie wiele już zostało utracone” – mówi Kwapis. Dopiero tuż przed przejściem na emeryturę postanowił spisać te historie. „Powiedziałem sobie, że można by to właściwie zapisać, bo to są bardzo ciekawe rzeczy. To trzy pokolenia, gdzie wszyscy mamy korzenie tutaj, na Śląsku”.

„Nie zmieniając miejsca zamieszkania, nagle w Polsce.”

To historia, w której wielkie polityczne zmiany XX wieku odbijają się bezpośrednio w życiu jednej rodziny. Granice są przesuwane, państwa powstają i znikają, mężczyźni są wcielani do różnych armii, a ludzie nagle stają się obywatelami innego kraju, nie opuszczając swojego domu.

Wszystko zaczęło się od dziadka Johannesa Kwapisa, jeszcze w czasach Cesarstwa Niemieckiego.

Trzy pokolenia, trzy mundury

Szczególnie wyraźnie skomplikowana historia rodziny uwidacznia się na przykładzie mężczyzn z trzech pokoleń. Dziadek Kwapisa służył jeszcze w Cesarstwie Niemieckim w gwardii przybocznej cesarza Wilhelma II w Spandau pod Berlinem.

Jedno pokolenie później świat wyglądał już zupełnie inaczej. Najstarszy syn jego dziadka służył w Wehrmachcie. Kolejny syn znalazł się po wojnie w polskiej armii.

Wraz z Moniką Wittek Kwapis odtwarza historię na podstawie dokumentów historycznych. Foto: Mika Ballhausen

„Najstarszy syn był w Wehrmachcie, a trzeci – już po wojnie – w polskiej armii. Czyli w obrębie jednej rodziny najbliżsi krewni w różnych formacjach, u różnych panów”.

Właśnie ta konstelacja pokazuje Kwapisowi, jak trudno wyjaśnić życiowe historie Górnoślązaków za pomocą prostych kategorii.

„To trzy pokolenia w trzech różnych państwach” – mówi. A za różnymi mundurami nie stały bynajmniej różne przekonania. Często były one po prostu wynikiem uwarunkowań politycznych.

Granica, która przechodzi przez dom

Szczególnie sugestywnie Kwapis opowiada historię swojego ojca. Urodził się on jeszcze przed powstaniem w Lubszy (Lubschau) koło Woźnik (Woischnik).

„On, nie zmieniając miejsca zamieszkania, po powstaniach, po roku 1922, nagle znalazł się w Polsce”.

To zdanie opisuje jeden z wielkich paradoksów historii Górnego Śląska: człowiek pozostaje w tym samym miejscu, ale państwo wokół niego się zmienia.

„Nie zmieniając miejsca zamieszkania, jak mój dziadek trzykrotnie, nagle po powstaniach, po roku 1922 mieszkał w Polsce”.

Także II wojna światowa przyniosła jego ojcu nową cezurę. Służył w Wehrmachcie, a następnie dostał się do niewoli. Po wojnie został obywatelem polskim.

Dla Johannesa Kwapisa takie życiorysy nie są odosobnionym przypadkiem, lecz kluczem do zrozumienia górnośląskiej tożsamości. Ludzie mogli czuć się Niemcami, mieszkać na częściach Śląska włączonych w 1922 r. do nowo powstałego państwa polskiego, a mimo to musieli służyć w niemieckiej armii. Inni członkowie rodziny znajdowali się później w polskiej armii.

Trzykrotna zmiana munduru

Ze szczególnym poruszeniem Kwapis opowiada historię swojego wuja Johanna. Podczas II wojny światowej aż trzykrotnie zmieniał armię – i za każdym razem w okolicznościach, na które nie miał większego wpływu.

Gdy we wrześniu 1939 roku wybuchła wojna, rodzina mieszkała już w Polsce. Choć należała do mniejszości niemieckiej, wuj został najpierw wcielony do polskiej armii.

„Trafił do polskiej armii we wrześniu 1939 r., po wybuchu wojny, ponieważ – jak już mówiłem – mieszkali w Polsce, choć należeli do mniejszości niemieckiej”.

Już po tygodniu dostał się do niemieckiej niewoli. Tam pokazał swój dowód osobisty mniejszości niemieckiej.

„Powiedzieli: wszystko w porządku, jasne. Włożyli go tylko w inny mundur i wyszedł z niewoli”.

Na tym jednak jego historia się nie skończyła. Następnie musiał wstąpić do niemieckiej armii i dotarł aż pod Moskwę, gdzie dostał się do radzieckiej niewoli.

Tam ponownie postawiono go przed decyzją, która właściwie żadną decyzją nie była: obóz na Syberii lub wstąpienie do nowo powstałej Armii Polskiej w ZSRR. „Wuj zastanowił się i stwierdził, że armia daje większe szanse na przeżycie niż to drugie”.

Po raz trzeci nosił inny mundur.

„Był znowu w polskim mundurze”.

Lata w ukryciu

Jednak także po wojnie jego historia się nie skończyła. Po bitwie pod Kołobrzegiem wuj zniknął i przez lata żył w ukryciu.

„Cała ta historia była jakoś podejrzana” – wyjaśnia Kwapis. „Może bał się w czasach stalinowskich”.

Dopiero później mógł się ponownie oficjalnie zameldować. Przeżył wojnę, niewolę i polityczne zawirowania. Jego śmierć nastąpiła w zupełnie innych okolicznościach.

„Smołował dach szopy na narzędzia, spadł, złamał nogę i dwa dni później, w wieku 56 lat, zmarł, prawdopodobnie na zator płucny”.

Dla Kwapisa ten kontrast jest wstrząsający. „To oczywiście niesamowite, takie rzeczy w rodzinie. Gdzie takie niebezpieczeństwa, jak wuj Johann czy inni – oni żyją i prawie nikt by nie przeżył. Oni wszystko przeżyli, a przez tak banalne rzeczy życie skończyło się stosunkowo młodo”.

Człowiek, który przeżył kulę w ustach

Również historia jego wuja Günthera brzmi niemal niewiarygodnie. Trafił z Wehrmachtem do Rosji. Podczas zimy żołnierze jeździli na łyżwach. Nad Dnieprem nagle załamał się lód.

„Znalazł się pod lodem, pociągnął go prąd. Koledzy wyłowili go, reanimowali i odesłali z powrotem na front”.

Później został ciężko ranny od strzału. Gdy siedział na polowym WC, nagle padł żołnierz. Günther zauważył snajpera na wieży kościelnej.

„I krzyknął do innych: TAM! W tym momencie, w otwarte usta, dostał kulę. Wyszła przez szyję, nie uszkadzając kręgosłupa”.

Lekarz uważał, że umrze w ciągu kilku minut. Jednak i ta prognoza się nie sprawdziła.

„Nie, pozbierał się. Z powrotem na front”.

Później nastąpiła radziecka niewola i wieloletnia praca w kamieniołomie. Wychudzony do szkieletu trafił w końcu transportem do NRD.

Johannes Kwapis udokumentował historię swojej rodziny dla przyszłych pokoleń. Foto: Mika Ballhausen

Jednak i w jego przypadku życie miało się zakończyć dziesięciolecia później w zupełnie absurdalny sposób.

„Był na emeryturze, lato, coś robił w ogrodzie. Pielęgnował wiśnie. I jeden szczebel drabiny się złamał. Spadł, może z półtora metra. Złamał rękę, dostał sepsy i dwa dni później zmarł”.

Kwapis na chwilę milknie. Potem mówi:

„On wszystko przeżył – rosyjską niewolę, strzał w usta. A gdyby miał zamknięte usta, to zęby by wszystko roztrzaskały, prawdopodobnie rozerwałyby mu całą twarz. Ale przez otwarte usta kula przeszła na wylot”.

Dlaczego te historie powinny zostać

To właśnie takie historie skłoniły Kwapisa do spisania dziejów swojej rodziny. Nie tylko dla siebie, lecz przede wszystkim dla następnego pokolenia: „To zmotywowało mnie do spisania tego. Dla wnuków”.

Jego wnuki są dziś jeszcze młode. Być może w tej chwili nie interesują się szczególnie tymi historiami. Ale kiedyś, wierzy Kwapis, mogą zrozumieć, jaki skarb kryje się w tych wspomnieniach.

„Może nie teraz, ale kiedyś. Na razie niespecjalnie się tym interesują, są nastolatkami i jeszcze młodsze, te wnuki”.

Za poszczególnymi historiami kryje się dla niego bowiem więcej niż kronika rodzinna. Opowiadają one o tym, co znaczy urodzić się na Górnym Śląsku, gdzie granice, państwa i systemy polityczne zmieniały się wielokrotnie.

„Szkoda byłoby, gdyby to zaginęło” – mówi Kwapis.

I tak z historii jednej rodziny staje się jednocześnie fragment historii Górnego Śląska: trzy pokolenia, trzy armie i ludzie, którzy często nie mogli sami decydować, jaki mundur muszą nosić.

Udostępnij:
Studiuj filologię germańską i lingwistykę stosowaną w Nysie
Poprzedni artykuł

Studiuj filologię germańską i lingwistykę stosowaną w Nysie

Reklama

Punkt Widzenia

Neues Wochenblatt - Gazeta Niemców w Rzeczypospolitej Polskiej
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.