Z przewodniczącym Związku Śląskich Rolników, Bernardem Dembczakiem rozmawia Krzysztof Świerc.
– Czy to, co obserwujemy tego lata w pogodzie możemy już nazwać suszą i czy nadmiar słońca nie wpłynie negatywnie na zbiory rolników?
– Bez wątpienia obecny stan w pogodzie możemy uznać za suszę. Oczywiście nie wszędzie, ale jeśli chodzi o województwo opolskie, to jest dramat. Jesteśmy w strefie, w której średnia opadów powinna wynosić 600 – 800 milimetrów i to najlepiej rozłożone równomiernie, a tak nie jest. Na szczęście część zbiorów jest już zebrana, a plony w większości były zadowalające, choć nie tak dobre, jak w zeszłym roku, ale… Trzeba zaznaczyć, że do zebrania pozostały jeszcze buraki i kukurydza.
– O te rośliny możemy się obawiać?
– Jeżeli chodzi o buraki, to według robionych prób kwartalnych widać, że plony zapowiadają się znacznie skromniejsze, niż w poprzednim roku. Z kolei kukurydza na tych słabszych polach wręcz nie ma kolb! W chwili kiedy zmierzono temperaturę powietrza, która wynosiła 37 stopni, w łanie kukurydzy temperatura wynosiła prawie 50 stopni! To tortura dla roślin.
– Czy tak gorące lato sprawi, że czekać nas będzie znacząca podwyżka cen żywności?
– Posłużę się w tym miejscu przykładem bochenka chleba, który załóżmy kosztuje dzisiaj 10 zł. Jednak sam surowiec na ten chleb, to cena w granicach 1,0 -1,50 zł. Co oprócz zboża potrzeba do wyprodukowania bochenka chleba? Trochę wody, soli, ewentualnie zakwasu. To dowód na to, że dzisiaj ceny żywności nie kształtuje rolnik! Wszyscy chcą na tym chcą zarabiać, dlatego trudno mi dzisiaj powiedzieć czy czeka nas znacząca podwyżka cen.
„Bez wątpienia obecny stan w pogodzie możemy uznać za suszę. Oczywiście nie wszędzie, ale jeśli chodzi o województwo opolskie, to jest dramat.” – Bernard Dembczak, przewodniczący Związku Śląskich Rolników
– W mediach słyszymy że drożeje paliwo. Dodając do tego suszę można być niemal pewnym, że ceny żywności pójdą w górę, a złość społeczeństwa spocznie głównie na rolnikach.
– Bez wątpienia cena paliwa ma duże znaczenie dla rolników, choćby z tego powodu, że zboże trzeba wyprodukować. Nie można myśleć, że to tylko kwestia przewiezienia zboża z magazynu do młyna, z młyna mąki do piekarni i z piekarni produktu do sklepu itd. Przytoczę w tym miejscu opinię mojego dobrego znajomego, niemieckiego przedsiębiorcy, który w branży zbożowej jest bardzo prężny i prowadzi swoją firmę w Zielonej Górze, który powiedział mi kiedyś, że mimo różnych zawirowań, jakie obserwujemy, produkcja zboża w skali światowej była i jest w miarę stabilna. Dodał też, że jeśli w Europie się nie urodzi, to urodzi się w Australii, bądź w Ameryce, zawsze gdzieś się urodzi. Puentując swoje zdanie, stwierdził, że skoki i wahania cen to głównie gra spekulantów, nie rolników.
– Ma rację?
– Moim zdaniem tak. Poza tym warto zwrócić uwagę na fakt, że gdy powiedzmy prezydent USA, Donald Trump zapowie, że zamyka cieśninę Ormuz, a Putin stwierdzi, że ograniczamy eksport zboża, to natychmiast sprawia, że giełda, handel reagują bardzo nerwowo. Można powiedzieć, że wariują, choć globalnie niewiele się dzieje i zmienia. Widać to często po statystykach, z których jasno wynika, że w danym roku wyprodukowano podobną ilość zboża, co w poprzednich latach, a mimo to ceny żywności skaczą. Jednak czynników tego stanu jest więcej. M.in. „ułatwianie nam życia” przez Brukselę…
– Kończąc warto zaznaczyć, że kilka dekad temu rolnictwo wyglądało inaczej, teraz jest lepiej i powinniśmy być spokojniejsi.
– Mam swoje lata i wiem, że 40, 50 lat temu rolnictwo wyglądało zgoła inaczej. Wtedy np. osiągano 4,5 tony zboża z hektara, dzisiaj niemalże raz tyle. Wtedy krowa dawała powiedzmy 4,5 tys. litrów mleka, a dzisiaj nawet 11 – 12. tys. litrów mleka. Można zatem bez wątpienia stwierdzić, że produkcję mamy na wysokim poziomie i gdyby wszystko zależało tylko od rolników, sytuacja wyglądałaby inaczej.