Zapomniane dziedzictwo

Thomas Stannek i jego klub rowerowy – kawałek przeszłości Gogolina

2 sierpnia 2026, 17:00 Historia

Kto dziś spaceruje po Gogolinie i przechodzi obok ulicy Krapkowickiej, ledwo się domyśla, że za niepozornym numerem domu kryła się niegdyś jedna z najżywszych historii klubowych w regionie. To historia kowala, fabrykanta wapna oraz pasji, która ponad sto lat temu regularnie skłaniała mężczyzn z Gogolina do wsiadania na rowery.

Wszystko zaczęło się od Thomasa Stanneka, człowieka pochodzącego z Karlsruhe koło Namslau – dzisiejszego Pokoju koło Namysłowa. Z zawodu był przedsiębiorcą i rzemieślnikiem, ale jego prawdziwą pasją było kolarstwo. Oprócz codziennej pracy brał udział w różnych wyścigach rowerowych, w tym w legendarnym sześciodniowym wyścigu, który do dziś odbywa się w Berlinie.

Dworzec kolejowy w Gogolinie. Pocztówka z 1915 roku.
Źródło: wiener-werkstaette-postkarten

To właśnie tam, na jednym z tych torów wyścigowych, w 1909 roku jego życie miało się radykalnie zmienić. Poznał Viktora Madelunga, właściciela licznych zakładów wapienniczych w Gogolinie. Madelung opowiedział mu o swoim rodzinnym mieście: o kwitnącym przemyśle wapienniczym i o tym, że pilnie potrzebuje kowala. Zaproszenie przekonało Stannka, który podążył za nim do Gogolina.

Nowy początek przy głównej ulicy

Po przybyciu do Gogolina Stannek nie tracił czasu. Otworzył własny warsztat, kupił dom, założył sklep, a nawet wybudował stację benzynową – wszystko bezpośrednio przy głównej ulicy przebiegającej przez miejscowość. W swojej manufakturze wytwarzał rowery pod własną marką „Theodosia”, która dziś już nie istnieje. W sklepie sprzedawał, oprócz własnych rowerów, także modele innych, ówcześnie renomowanych marek, jak „Gritzner“.

Wokół Stannka i jego przedsiębiorstwa z czasem utworzyła się grupa podobnie myślących ludzi, którzy położyli podwaliny pod klub rowerowy „Adler“. Klub rósł i liczył czasem nawet pięćdziesięciu członków – mężczyzn pasjonujących się wówczas jeszcze młodym sportem rowerowym. Dziś, gdy praktycznie każdy ma rower i bez trudu może nim jeździć, trudno sobie wyobrazić, że na początku XX wieku był to luksus, na który mogli sobie pozwolić przede wszystkim zamożniejsi obywatele.

Niedzielny rytuał i własne kufle piwne

Społecznym sercem klubu były tradycyjne niedzielne spotkania przy piwie. Podczas tych regularnych spotkań nie chodziło bynajmniej tylko o przyjemność: planowano kolejne wycieczki, wymieniano się poglądami, a przy okazji załatwiano interesy. Szczegół, który wiele mówi o spójności grupy – każdy członek posiadał swój własny kufel piwny z logo klubu, a na spodzie wieczka wygrawerowane było własne imię i nazwisko. Dzięki temu każdy miał pewność, że pije zawsze ze swojego osobistego kufla.

Walter Stannek, wnuk Thomasa Stannka: „Co z tamtych czasów przetrwało do dziś? To pojedyncze przedmioty kolekcjonerskie – kufle piwne i dzwonki rowerowe byłych członków, rozproszone już dawno po prywatnych kolekcjach.”

Wycieczki w dalekie okolice

Klub rowerowy „Adler“ słynął z rozległych wycieczek, które prowadziły członków zarówno w bliższe, jak i dalsze okolice. Jedna z najdłuższych i najbardziej wymagających wypraw zaprowadziła grupę na trasę liczącą około stu kilometrów do Zobten am Berge, dzisiejszej Sobótki na Dolnym Śląsku.

Thomas Stannek.
Źródło: Panorama Ziemi Gogolińskiej

Jak na tamte czasy taki dystans był prawdziwym wyzwaniem. Rowery były technicznie dalekie od dzisiejszych modeli, dlatego każda dłuższa trasa wiązała się ze znacznym wysiłkiem fizycznym – tak relacjonuje Walter Stannek, wnuk założyciela klubu, gdy opowiada o rodzinnych historiach.

Właśnie ze względu na te trudy grupa nigdy nie była całkowicie pozostawiona sama sobie. Wilhelm Schupa, piekarz, który prowadził swoją piekarnię w tym samym budynku co Stannek, oraz Maria Stannek, żona założyciela klubu, towarzyszyli rowerzystom samochodem. Jechali zawsze za grupą, gotowi do interwencji, gdyby po drodze coś się stało. W pojeździe przewozili cały prowiant, apteczkę i narzędzia – wczesna forma logistyki zaopatrzeniowej, pokazująca, jak poważnie traktowano takie przedsięwzięcia.

Koniec pewnej epoki

Klub pozostał aktywny do wybuchu II wojny światowej. Wraz z jej początkiem zakończył się jednak ten okres towarzyskiego kolarstwa w Gogolinie. Po dawnej, jakże żywej strukturze klubowej pozostał tylko sklep Thomasa Stannka przy ulicy Krapkowickiej 1.

Zaproszenie na spacer po parku zamkowym
Zapomniane dziedzictwo

Zaproszenie na spacer po parku zamkowym

Czytaj więcej →
Zapomniane dziedzictwo: Szkoła, która przetrwała stulecie
Pomnik edukacyjnej (i nie tylko) historii

Zapomniane dziedzictwo: Szkoła, która przetrwała stulecie

Czytaj więcej →

Z tamtych czasów przetrwały pojedyncze przedmioty kolekcjonerskie – kufle piwne i dzwonki rowerowe byłych członków, rozproszone już dawno po prywatnych kolekcjach. Miejsce, w którym niegdyś znajdował się sklep rowerowy i gdzie wytwarzano rowery pod własną marką, dziś mieści zakład rzeźniczy. Na tym miejscu nic już nie świadczy o historii klubu rowerowego „Adler“ – a jednak trwa ona nadal, we wspomnieniach potomków i w nielicznych przedmiotach, które przetrwały próbę czasu.

Udostępnij:
Słowo na niedzielę Biskupa Ewangelickiego Wojciecha Prackiego
Poprzedni artykuł

Słowo na niedzielę Biskupa Ewangelickiego Wojciecha Prackiego

Erich Koch i Egon Bahr, czyli jak rodzą się fakty historyczne
Następny artykuł

Erich Koch i Egon Bahr, czyli jak rodzą się fakty historyczne

Reklama

Punkt Widzenia

Neues Wochenblatt - Gazeta Niemców w Rzeczypospolitej Polskiej
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.