Szef polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Radosław Sikorski całkiem niedawno w rozmowie z Deutsche Welle powiedział, że poprzedni rząd RP prowadził wojnę z Rosją i z Niemcami. Jego zdaniem dla Polski często źle się to kończyło. Z kolei obecny rząd stara się z Republiką Federalną Niemiec budować dialog, bo Niemcy zdaniem Radosława Sikorskiego są sojusznikiem, ale… W Polsce, szczególnie na prawicy, stwierdzenie to wciąż jest kontrowersyjne. Do tego stopnia, że wciąż słychać głosy szczucia na zachodniego sąsiada Polski.
„Poprzedni polski rząd prowadził jednoczesną wojnę na dwa fronty – z Rosją i z Niemcami, co w przeszłości dla Polski często źle się kończyło. Dzisiaj jest zgoła inaczej. Między innymi mamy konsultacje międzyrządowe. Mamy dialog, decyzję o pomniku niemieckich zbrodni wobec Polski. Mamy też zwroty dzieł sztuki i dóbr kultury” – stwierdził Radosław Sikorski.

Szefowie dyplomacji Polski i Niemiec: Radosław Sikorski i Johann Wadepuhl podczas Forum Polsko-Niemieckiego, które odbyło się 17 czerwca w Berlinie.
Źródło: MSZ RP
Szef polskiego MSZ wspomniał też o wspólnych ćwiczeniach, inicjatywach obronnych, o obecności niemieckich żołnierzy w Polsce, czy też o wielomiesięcznej bytności w Polsce niemieckiej baterii Patriot w Jasionce. W jego opinii jest to dowód na to, że polski rząd stara się mieć normalne stosunki z Republiką Federalną Niemiec, państwem, które jest sąsiadem Polski, bardzo ważnym partnerem gospodarczym i handlowym:
„Z sąsiadami zawsze są jakieś kwestie do rozwiązania, czasem są one sporne, ale i tak można prowadzić dialog. Skuteczny dialog, albo można szczuć na sąsiadów po to tylko, żeby punktować w elektoratach radykalnych. My nie idziemy tą drogą. Staramy się prowadzić rozmowy i w ten sposób osiągać swoje cele” – podsumował Radosław Sikorski.
Kontynuując temat polsko-niemieckiego dialogu, należy zauważyć, że 35 lat temu zyskał on nową dynamikę. Mowa o traktacie o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy pomiędzy Polską a Niemcami, podpisanym 17 czerwca 1991 roku przez ówczesnego kanclerza RFN Helmuta Kohla i byłego premiera RP Jana Krzysztofa Bieleckiego. Stanowił on kamień węgielny normalizacji i rozwoju stosunków dwustronnych po upadku komunizmu w Polsce, zakończeniu zimnej wojny i zjednoczeniu Niemiec.
To na podstawie tego właśnie Traktatu rozwinęła się szeroka współpraca polityczna, gospodarcza i kulturalna między obydwoma państwami. Dlatego podczas uroczystości rocznicowych w niemieckim MSZ ministrowie obrony Polski i Niemiec – Władysław Kosiniak-Kamysz i Boris Pistorius – podpisali nowe polsko-niemieckie porozumienia obronne.
„Z sąsiadami zawsze są jakieś kwestie do rozwiązania, czasem są one sporne, ale i tak można prowadzić dialog. Skuteczny dialog, albo można szczuć na sąsiadów po to tylko, żeby punktować w elektoratach radykalnych. My nie idziemy tą drogą.” – Radosław Sikorski
Dla wielu „normalnych” ludzi w Polsce, dla tych, którzy myślą nie tylko o przeszłości, ale i o przyszłości, jest to bardzo ważne. I nie ma znaczenia, że potężnym sojusznikiem Polski są w tej kwestii zachodni sąsiad – Niemcy.
Dowodzi tego fakt, że uczestniczący w spotkaniu w biurze PE w Warszawie studenci i licealiści pytali ministra Radosława Sikorskiego o obronność Polski, nie mając w tym wypadku za złe nowego polsko-niemieckiego porozumienia obronnego.
W tej kwestii szef polskiego MSZ podkreślił, aby w tym temacie myśleć w kategoriach polis ubezpieczeniowych. W jego opinii dwie polisy są lepsze niż jedna:
„Do odstraszania Putina czy jakiegoś watażki w Libii powinniśmy być w stanie sami sobie dać radę bez zawracania głowy USA” – ocenił szef polskiego MSZ, podkreślając jednocześnie, że Unia Europejska, w której są przecież i Polska, i Niemcy, powinna rozwijać swoją tożsamość obronną w harmonii z NATO i z USA.
To brzmi sensownie, zasadnie i gwarantuje dużo większe bezpieczeństwo, ale… Obawiam się, że dla szczujących z radykalnego elektoratu w Polsce sojusz Polski z Niemcami wciąż jeszcze jest nie do przyjęcia. Tym bardziej, że można na tym zyskać głosy w wyborach.