Jest rok 1987. Powodów do optymizmu – niewiele. Mimo to, aktywiści spotykający się pod szyldem DFK niestrudzenie składają podania, piszą listy, analizują sytuację. Cicha, codzienna, pozytywistyczna praca w imię zasady, że kropla drąży kamień. Jest też druga strona medalu. To, co kiedyś było marzeniem maluczkich, dzisiaj staje się bronią władzy – paszporty do lepszego świata. Po latach odmów działacze podziemnych struktur mniejszości otrzymują zgodę na wyjazd. I na ogół z tej możliwości korzystają.
To pierwszy rok regularnego ukazywania się biuletynów „przyjaciół”. W każdym numerze wyczuwalne jest to rozpięcie pomiędzy pragnieniem godnego życia tam, a nadzieją na stworzenie warunków do godnego życia tu.
W czerwcowym wydaniu anonimowy autor wyraził to tak:
W rozpoczynającym się sezonie urlopowym wszystkim Przyjaciołom życzymy miłego i zdrowego wypoczynku, a wyjeżdżającym do Niemiec wielu wrażeń na ojczystej ziemi.
Wyjeżdżającym z reguły na zawsze. Kilka linijek niżej pojawia się bowiem informacja:
Przyjemnie nam zakomunikować, że nasi Przyjaciele Zygfrid Wranik i Willibald Waniek otrzymali zgodę na wyjazd stały do RFN. Cieszymy się z tego powodu i życzymy im wszystkiego najlepszego w Ojczyźnie.
Spośród 12 członków redakcji wymienionych w numerze z grudnia 1986 r., we wrześniu 1987 r. pozostały tylko trzy osoby. Jednak w miejsce emigrantów przybywali nowi autorzy i działacze.
Takie notatki pojawiały się w niemal każdym wydaniu. Spośród 12 członków redakcji wymienionych w numerze z grudnia 1986 r., we wrześniu 1987 r. pozostały tylko trzy osoby. Jednak w miejsce emigrantów przybywali nowi autorzy i działacze. I na łamach Bulletinu dzielili się radościami, które wówczas stanowiły kolejne kroki w zmaganiach o zachowanie tożsamości śląskich Niemców.
18 stycznia w spotkaniu w Zabrzu uczestniczyło ok. 50 osób. 3 maja w gospodarstwie Joachima Smykali w Polskiej Cerekwi pojawiło się już ponad 180 aktywistów.

Biuletyn „Przyjaciele” poinformował w 1987 roku o zgodzie na wyjazd Willibalda Wanieka i pożegnał go, składając mu najlepsze życzenia.
Foto: prywatne
9 sierpnia DFK Kędzierzyn-Koźle (z udziałem przedstawicieli Zdzieszowic i Bytomia) zorganizował wycieczkę autobusową (jak podkreślono w biuletynie – stanowiło to „nowość w działalności”), której celem był udział we mszy św. w języku niemieckim w Wambierzycach oraz („zgodnie z tradycją”) odwiedzenie grobu Eichendorffa w Nysie.
13 i 23 października w Gliwicach miały miejsce „spotkania różańcowe” w języku niemieckim.
2 listopada w Zdzieszowicach przy ul. Górnej 5 rozpoczęto wypożyczanie książek niemieckojęzycznych („nieodpłatnie”) – w każdy poniedziałek w godz. 16:00–20:00. Zbiór liczył 500 książek.
Dominowały jednak doniesienia o kolejnych wnioskach o rejestrację organizacji, prośbach o wynajęcie lokalu, pismach słanych do władz. 10 października członkowie DFK ze Świętochłowic, Rudy Śl. i Tychów omawiali sprawę zwolnienia i zakazu wykonywania zawodu nauczycielskiego przez Krystynę Górecką, ze względu na „antypaństwową postawę na zajęciach lekcyjnych oraz ubieganie się o wyjazd stały za granicę”. Dwukrotnie pojawiły się informacje o działaniach wobec Maxa Krettka, inicjatora pomnika upamiętniającego żołnierzy niemieckich w Roszkowie. Ostatecznie „zaaresztowany” pomnik został zwrócony „oprócz tablic z nazwiskami poległych i krzyża”.
A gdzieś tam pomiędzy represjami a nadzieją na zmiany, pomiędzy emigracją a trwaniem, pomiędzy rezygnacją a uporem – ludzie, którym już wkrótce historia przyzna rację. Ale o tym więcej w kolejnym felietonie, w którym zajrzymy do biuletynów z roku 1988.