„Zabij jednego człowieka, a jesteś mordercą. Zabij miliony ludzi, a jesteś zdobywcą. Zabij wszystkich, a jesteś bogiem”. Tak francuski biolog Jean Rostand dosadnie demaskuje przyjęte oceny moralne, historyczne, a nawet prawne masowych zbrodni. I nawet jeśli procesy norymberskie czy współczesne wyroki trybunałów międzynarodowych zaczęły łamać tę zasadę, to ograniczają się jedynie do wycinka tych zbrodni, tylko najgłośniejszych, i zwykle nie osądzają zwycięzców.
Zbrodniami mało znanymi i łatwo usprawiedliwianymi są masowe wypędzenia, deportacje i czystki etniczne. Często poruszam temat powojennych wypędzeń Niemców i ich ocenę. Ale dzisiaj będzie o Tatarach krymskich. Kilka dni temu obejrzałem film „Haytarma”, nakręcony w 2013 roku przez Achtema Seitabłajewa. Zagrał też rolę Amet-Chana Sułtana, autentycznego pilota, bohatera ZSRR, świadka stalinowskiej deportacji własnej rodziny i narodu. Jestem wdzięczny za zaproszenie i umożliwienie mi obejrzenia tego filmu, wyświetlonego w Berlinie z okazji „Dnia Pamięci o zbrodni ludobójstwa Tatarów krymskich”. Wystawa w foyer wprowadzała w temat ich XX-wiecznej tragedii.

Uroczystość upamiętniająca deportację Tatarów krymskich.
Foto: Wikimedia
Pod rządami sowietów w latach 1921-1923 celowo wywołany głód zabił spośród nich 75.000 ludzi, wiele ofiar pochłonął późniejszy opór wobec przymusowej kolektywizacji, a w latach 1937-1938 wymordowano większość tatarskiej inteligencji Krymu. Film opowiada o apogeum zbrodni ludobójstwa rozkładanej w czasie. 12 maja 1944 roku armia sowiecka zdobyła okupowany przez Wehrmacht Sewastopol. Dla Tatarów krymskich oznaczało to wyrok. Już 18 maja zaczęła się deportacja około 230.000 ludzi do Azji Centralnej. 85% stanowiły kobiety, dzieci, starcy i nieliczni inni mężczyźni, którzy nie służyli w Armii Czerwonej. Ponad 46%, czyli około 100.000 deportowanych, nie przeżyło transportu w przeładowanych wagonach bydlęcych. To tylko liczby. Autentyczność filmu podkreśla to, że reżyser i odtwórca głównej roli, Tatar, urodził się w dalekim Uzbekistanie.
Pod rządami sowietów w latach 1921-1923 celowo wywołany głód zabił spośród nich 75.000 ludzi.
Gra majora lotnictwa, który po zdobyciu Krymu przez czerwonoarmistów dostaje trzy dni urlopu, by odwiedzić rodziców w Ałupce. Do tej wioski nocą wpada NKWD i wszystkich ze wsi ładuje na ciężarówki, by w Bakczysaraju „przeładować” ich i na dwa tygodnie drogi zatrzasnąć za nimi drzwi wagonów towarowych. On, major Armii Czerwonej, odznaczony za bohaterstwo w wojnie, pomimo prób nic nie może zrobić w obronie rodziców, siostry i narzeczonej.

Ponad 46%, czyli około 100.000 deportowanych, nie przeżyło transportu w przeładowanych wagonach bydlęcych.
Foto: Wikimedia
Sceny duszących się dzieci, rodzącej w wagonie kobiety i beznadziei w oczach zapadają w pamięć i sumienie. Przejmują słowa starego człowieka pędzonego w tłumie deportowanych, że Stalin na pewno o tym nic nie wie. Głęboko porusza scena staruszki, która zawija w chustę Koran, kilka zdjęć i kromkę chleba. Żołnierzowi zdziwionemu, że pakuje tak małe zawiniątko, mówi: „Tu jest Bóg, wspomnienia i chleb. Więcej nie potrzeba do życia”. Film genialny, bo przekonująco zmierzył się z tragedią, którą nie tylko opowiedział, ale dokonał jej uniwersalizacji. Widz wychodzi przekonany, że to nie tylko krzywda konkretnych ludzi, ale zbrodnia przeciw całemu narodowi, by go wyniszczyć fizycznie i kulturowo. Rozumie już, że za masowymi deportacjami, wypędzeniami, przymusowymi wysiedleniami czy czystkami etnicznymi w istocie kryje się najpewniej zbrodnia przeciwko ludzkości, a może i ludobójstwo, które co najmniej zabija wspólnotę etniczną, wywłaszczając ją z wielowiekowego dziedzictwa. Już dla Rafała Lemkina, twórcy pojęcia ludobójstwa, obojętne było, czy ofiary to Żydzi, Ormianie, Polacy, Tatarzy czy Niemcy. I obojętnie, kto jest sprawcą. Bo przymus to brak przynależnej człowiekowi wolności. Trafna była więc puenta ambasadora Ukrainy, że Autostrada Wolności z Berlina do Warszawy musi dojść do Kijowa i okupowanego przez Rosjan Krymu. A „haytarma” to taniec wolnych Tatarów. Polecam ten film.
Bernard Gaida