W świecie gwałtownych zmian geopolitycznych łatwo ulec wrażeniu, że tradycyjne ramy współpracy bilateralnej, zwłaszcza tzw. krajów średnich, wyczerpały się lub utraciły znaczenie. W debatach publicznych, ale i w rozmowach kuluarowych coraz częściej pada pytanie, czy zajmowanie się relacjami polsko-niemieckimi ma dziś jeszcze jakieś istotne znaczenie. Jestem jednak przekonany, że jest wręcz przeciwnie: relacje te nie tylko się nie wyczerpały, lecz wymagają dziś pilnego przemyślenia na nowo.
Nie mamy już do czynienia z uporządkowanym światem, w którym raz wytyczone kierunki można było konsekwentnie realizować przez kolejne lata, a troskę za część z nich pozostawić supermocarstwu zza Oceanu. Relacje polsko-niemieckie funkcjonują dziś w nowym kontekście: wojny na Ukrainie, napięć wewnątrzeuropejskich, głębokich przemian politycznych w obu państwach. Co więcej, od dawna przestały być jedynie klasycznymi relacjami bilateralnymi – stały się częścią szerszej sieci powiązań europejskich i globalnych, wbudowane w nie mechanizmy mogą je wzmacniać lub osłabiać.
Z pewną nostalgią patrzę na ojców-założycieli nowej epoki naszego sąsiedztwa po przełomie politycznym lat 80. i 90. Rozpad powojennego porządku odczytali oni jako ogromną szansę. Warto przypomnieć inspirujące teksty Polskiego Porozumienia Niepodległościowego – środowiska opozycyjnego, które w latach 70. podkreślało, że nie ma zjednoczonej Europy bez zjednoczonych Niemiec.
Było to myślenie pionierskie. Wielu sowietologów nie przewidywało upadku ZSRR. W latach 80. w Republice Federalnej Niemiec powątpiewano w możliwość zmiany status quo, a zjednoczenie Niemiec nie wydawało się realne. Wprowadzenie pojęcia „patriotyzmu konstytucyjnego” było wyrazem tej ostrożności.
Podobnie przełomowy był esej Jana Józefa Lipskiego „Dwie ojczyzny, dwa patriotyzmy” z początku lat 80. – tekst, który inspirował Polaków do nowego myślenia o stosunku do mniejszości narodowych, także mniejszości niemieckiej, i który po dziś dzień nie stracił swojej aktualności.
Rocznica traktatu o dobrym sąsiedztwie to dobry czas na krytyczny bilans, ale i na wyznaczenie nowych zadań.
Ojcowie-założyciele nowych relacji byli świadomi zarówno historycznych szans, jak i ryzyka. Szybko przygotowano podstawy prawne współpracy. Traktat graniczny zamykał kwestię granic, a traktat o dobrym sąsiedztwie stworzył ramy rozwoju relacji w kolejnych dekadach. Sformułowana przez ministra spraw zagranicznych Krzysztofa Skubiszewskiego teza o wspólnocie wartości i interesów Polski i Niemiec wzmacniała przekonanie, że możliwe będzie trwałe partnerstwo.
Ważną rolę odegrali w tym procesie Polacy w Niemczech i Niemcy w Polsce. Mimo okresowych napięć obie grupy pełniły – i nadal pełnią – rolę (po)mostu między społeczeństwami. W ciągu ponad trzydziestu lat powstała gęsta sieć instytucji i inicjatyw, od międzyrządowych po obywatelskie. Mniejszości uczestniczyły w niej znacząco, choć często niewidocznie dla opinii publicznej.
Dziś stoimy jednak przed poważnym wyzwaniem. Mniejszość niemiecka w Polsce – podobnie jak Polacy w Niemczech – bywa przywoływana wybiórczo, gdy akurat potrzebny jest argument polityczny. Traci przy tym coś ważniejszego: funkcję narracyjną, którą pełniły w poprzednim paradygmacie. Zamiast być podmiotem debaty o przyszłości relacji, coraz częściej są uproszczonym elementem politycznego sporu.
A przecież to właśnie te środowiska – żyjące na styku dwóch języków, dwóch pamięci, dwóch wrażliwości – mogą pełnić rolę potrzebną i dziś w relacjach polsko-niemieckich: rolę tłumaczy i pośredników. Nie w sensie językowym, lecz kulturowym i politycznym. Amerykański filozof Richard Rorty miał powiedzieć, że XXI wiek albo będzie wiekiem tłumaczy, albo nie będzie go wcale. W świecie zalewanym przez fałszywe informacje i uproszczone narracje konkretny, wiarygodny przykład staje się dobrem szczególnie cennym. Głos mniejszości jest z natury rzeczy mniej słyszalny – ale tym bardziej wart namysłu.
Rocznica traktatu o dobrym sąsiedztwie to dobry czas na krytyczny bilans, ale i na wyznaczenie nowych zadań. Nowe wyzwania – geopolityczne, społeczne, pokoleniowe – nie przekreślają sensu relacji bilateralnych. Wymagają jednak odwagi, by porzucić wygodne schematy i szukać języka bardziej współczesnego, ale przede wszystkim pozwalającego kreować pozytywną przyszłość. Sąsiedztwo nigdy nie jest projektem skończonym. Jest procesem, który – jeśli ma zachować znaczenie – musi być stale odnawiany. Rola mniejszości niemieckiej jako środowiska pośredników, tłumaczy i świadków historii może okazać się w obliczu tych wyzwań ważniejsza niż kiedykolwiek dotąd.
Krzysztof Ruchniewicz