Basketball: Das Finale, auf das alle gewartet haben

2 Juli 2025 Sport

Niemiecki mistrz NBA

Przed sezonem i w jego trakcie obserwatorzy NBA typowali różne zestawienia ligowego finału. Ekipa OKC Thunder pojawiała się w nich najczęściej, ale drużynę Pacers wskazywali chyba tylko jej najwięksi fani. Ostatecznie dostaliśmy więc finał, którego nikt się nie spodziewał. Okazało się, że był to również finał, na który wszyscy czekali. Emocje, zmiany na prowadzeniu i 7-meczowa seria zakończona w dramatyczny sposób.

Dla ekipy z Oklahoma City droga do finału była niemal autostradą. Wrócimy do tego za chwilę, ale z kronikarskiego obowiązku warto zaznaczyć, że w I rundzie play-off Thunder byli autorami jednego z dwóch „sweepów” w tym roku. Nie tylko pewne 4-0 z Memphis Grizzlies robi wrażenie, ale szczególnie rozmiary wygranych. Zwłaszcza pierwsze spotkanie, wygrane różnicą 51 (!) punktów. Dodatkowo w trzecim meczu „Niedźwiadki” straciły swojego lidera, Ja Moranta, który doznał kontuzji — i to był koniec zabawy.

Autostrada z przeszkodą

Niemal identycznie wyglądał pojedynek OKC w finale konferencji. Tylko w trzecim meczu Thunder musieli uznać wyższość Minnesota Timberwolves. Niesamowity mecz rozegrał wówczas Anthony Edwards, który prowadził w niemal każdym zestawieniu statystycznym swojej ekipy. Jednak sam „Ant” to było za mało, by przeciwstawić się ekipie z Oklahomy. W Thunder pierwsze skrzypce grał oczywiście Shai Gilgeous-Alexander, który po tych potyczkach do MVP sezonu regularnego dorzucił tytuł MVP Finałów Konferencji Zachodniej.

Warto jednak wrócić do II rundy play-off. To właśnie wtedy Thunder mierzyli się z Denver Nuggets, a SGA stanął naprzeciw głównego rywala w walce o MVP — Nikoli Jokicia. 7-meczowa seria pełna zmian prowadzenia i niesamowitych game-winnerów była prawdziwą reklamą koszykówki. Pierwszy mecz w Oklahomie wygrała ekipa Nuggets po niesamowitym rzucie za trzy Aarona Gordona, oddanym cztery sekundy przed końcem. Ta wygrana jednak kosztowała Denver zbyt wiele sił — drugi mecz przegrali różnicą aż 43 punktów. Schemat się powtórzył: po zwycięstwie w trzecim meczu zmęczeni Nuggets przegrali kolejne dwa. Kiedy wydawało się, że seria szybko się zakończy, Nikola Jokić przypomniał, dlaczego uważany jest za najlepszego zawodnika na świecie. Zagrał niemal mecz na poziomie triple-double i wyrównał stan rywalizacji. Jednak uraz Aarona Gordona, zmęczenie Nuggets i atut własnej hali dały OKC przepustkę do finału.

Zawsze niedoceniani

Z zupełnie innego pułapu do play-offów startowali gracze Indiany Pacers. Co prawda w I rundzie byli rozstawieni wyżej od Milwaukee Bucks, ale to nie oznaczało łatwego awansu. Zadanie ułatwił uraz Damiana Lillarda, drugiej gwiazdy Bucks. Osamotniony Giannis Antetokounmpo nie był w stanie przeciwstawić się ekipie z Indiany i to Pacers wygrali serię 4-1.

W półfinale konferencji na Pacers czekała ekipa Cleveland Cavaliers, która w sezonie regularnym dominowała na Wschodzie, a w I rundzie gładko ograła Miami Heat. Indiana była skazywana na pożarcie, ale rzeczywistość okazała się inna. Pacers wygrali dwa pierwsze mecze na wyjeździe, a w drugim potrafili odrobić 20-punktową stratę z trzeciej kwarty. W trzecim meczu Cleveland podniosło się i zwyciężyło w Indianapolis, głównie dzięki niesamowitemu występowi Donovana Mitchella. To jednak był tylko przebłysk — Pacers pewnie wygrali dwa kolejne spotkania i zameldowali się w finale konferencji.

Tam znów byli skazywani na porażkę, bo to New York Knicks mieli przewagę własnego parkietu. Stracili ją już w pierwszym meczu. Na niespełna trzy minuty przed końcem w Madison Square Garden gospodarze prowadzili 14 (!) punktami. Wówczas Indiana zaczęła swoje czary. Tyrese Haliburton trafił rzut na dogrywkę (sądząc, że to game-winner — wykonał nawet słynny gest duszenia), a później poprowadził drużynę do wygranej. W drugim meczu liderem był już Pascal Siakam i Pacers sensacyjnie prowadzili 2-0. Dwa kolejne mecze w Indianie zakończyły się podziałem wygranych i przy stanie 3-1 rywalizacja wróciła do Nowego Jorku. Knicks wygrali dość pewnie, ale szósty mecz w Indianapolis padł łupem Pacers, którzy po raz drugi w historii awansowali do finału NBA.

Tytuł MVP Finałów Konferencji Wschodniej trafił do Pascala Siakama — co doskonale pokazało największy atut Indiany: zespołowość.

Tego potrzebowaliśmy

Wielu obserwatorów narzekało, że ten finał nie jest medialny — zagrały w nim drużyny z mniejszych rynków i mniej rozpoznawalne globalnie. Ale dla przyszłości ligi i rozwoju innych zespołów był to finał wręcz idealny. Spotkały się w nim drużyny stworzone, a nie zbudowane wokół gotowych gwiazd. Dziś mają swoje gwiazdy, ale te dorosły do statusu liderów właśnie w obecnych klubach. A do tego — zapewniły nam fantastyczne widowisko.

Zaczęło się od wyjazdowej wygranej Pacers (trzeci raz z rzędu w play-offach). Zwycięstwa, którego nic nie zapowiadało — OKC kontrolowało mecz, prowadziło od początku i miało 15 punktów przewagi na początku czwartej kwarty. Przewagi, którą roztrwonili, przegrywając ostatecznie jednym „oczkiem”.

Kolejne dwa mecze padły łupem gospodarzy, ale w czwartym to OKC się odwdzięczyło. Niesamowita pogoń w końcówce czwartej kwarty (przegrywali siedmioma punktami) dała im remis w serii.

Piąty mecz był przełomowy — po raz pierwszy w finałach jedna z drużyn wygrała dwa mecze z rzędu. Indiana jednak się nie poddała. Po kolejnej mobilizacji doprowadziła do decydującego starcia, które odbyło się w Oklahoma City.

Pacers już wielokrotnie udowadniali, że gra na wyjeździe im nie przeszkadza. Tak też rozpoczęli mecz numer siedem — prowadzili grę, a Tyrese Haliburton już po siedmiu minutach miał na koncie 9 punktów. Wtedy jednak wydarzył się dramat: Haliburtonowi uśliznęła się noga i zerwał ścięgno Achillesa. Do przerwy jego koledzy jeszcze dotrzymywali kroku Thunder, ale w drugiej połowie OKC uciekło i pewnie wygrało mecz.

Liderem był oczywiście Shai Gilgeous-Alexander. Kanadyjczyk bez zaskoczenia zdobył statuetkę MVP Finałów. Został czwartym zawodnikiem w historii z wyjątkowym zestawem: MVP sezonu regularnego, tytuł najlepszego strzelca, mistrz NBA i MVP Finałów. Przed nim dokonali tego tylko Michael Jordan, Shaquille O’Neal i Kareem Abdul-Jabbar.

Myślę o kadrze

Cichym bohaterem OKC był zawodnik sprowadzony przed sezonem — Isaiah Hartenstein. Po znakomitych dwóch latach w barwach New York Knicks, właśnie Oklahomę wybrał jako swój nowy dom. Niektórzy uważali, że trzyletni kontrakt o wartości 87 milionów dolarów to przesada, ale już od pierwszego meczu (13 punktów, 14 zbiórek, 5 bloków) udowadniał swoją wartość. Potwierdziły to też jego występy w finałach. Średnie na poziomie 6 punktów, 7 zbiórek i 2 asyst może nie imponują, ale niemiecki środkowy dawał z siebie wszystko — był czwartym najlepszym zbierającym całych play-offów.

Isaiah Hartenstein zasłużył na grę w reprezentacji Niemiec. Foto: Jerimaiai1000/Wikipedia

Został drugim w historii Niemcem — po Dirku Nowitzkim (2011) — który zdobył mistrzostwo NBA:

– To niesamowity honor zdobyć mistrzostwo i zrobić to dla wszystkich niemieckich kibiców. Największą siłą naszej drużyny było to, że wszystko robimy razem. Wspieramy się, niezależnie od tego, czy gramy dużo, czy mało. Dla mnie marzeniem numer jeden była zawsze NBA, ale teraz po mistrzostwie mam też inne –
— Isaiah Hartenstein po zdobyciu tytułu mistrzowskiego.

To właśnie najciekawsze pytanie dla niemieckich kibiców — bo 27-latek ostatni raz zagrał w reprezentacji Niemiec w 2018 roku. Trener mistrzów świata Gordon Herbert podkreślał, że stawia na graczy, którzy zawsze wybierali kadrę jako priorytet. Teraz, przed przyszłorocznymi Igrzyskami Olimpijskimi w Los Angeles, temat powrócił:

– Zdecydowanie chcę zagrać na Igrzyskach w Los Angeles. Zobaczymy, jak wypadną tegoroczne Mistrzostwa Europy i przyszłoroczne Mistrzostwa Świata. Zobaczymy, jak będą wyglądały wyniki drużyny i jak moje ciało będzie się zachowywało po sezonie ligowym. Myślę o grze w kadrze –
— powiedział Isaiah Hartenstein.

 

Finały NBA 2025:

Mecz          Data                                               Wynik
1.           6 czerwca       Oklahoma City Thunder – Indiana Pacers 110:111
2.           9 czerwca       Oklahoma City Thunder – Indiana Pacers 123:107
3.         12 czerwca       Indiana Pacers – Oklahoma City Thunder 116:107
4.         14 czerwca       Indiana Pacers – Oklahoma City Thunder 104:111
5.         17 czerwca       Oklahoma City Thunder – Indiana Pacers 120:109
6.         20 czerwca       Indiana Pacers – Oklahoma City Thunder 108:91
7.         23 czerwca       Oklahoma City Thunder – Indiana Pacers 103:91

MVP finałów: Shai Gilgeous-Alexander (Oklahoma City Thunder)

Auf den Spuren von Oppelns jüdischer Vergangenheit
Poprzedni post

Auf den Spuren von Oppelns jüdischer Vergangenheit

Woche im DFK
Następny post

Woche im DFK

Reklama

Schlesien Journal