Wielu chciało, by były, dla innych zaś stały się solą w oku: msze w języku niemieckim. Trzydzieści lat temu, 4 czerwca 1989 roku, w bazylice na Górze św. Anny została odprawiona pierwsza po 1945 roku msza święta w języku niemieckim. Było to wydarzenie tworzące historię, a dla Niemców w Polsce – znak wolności, początek nowego rozdziału życia.
Swego czasu twierdzono, że od 1945 roku nie ma w Polsce Niemców – wszyscy zostali wysiedleni albo przyjęli narodowość polską. Tak jednak nie było. Wiele osób odczuwało tęsknotę i pragnienie, aby tak jak w czasach swojego dzieciństwa móc posługiwać się językiem niemieckim także poza ścianami własnego domu. Rosemarie Migas z Góry św. Anny w momencie przełomu politycznego, jaki dokonał się w 1989 roku, miała dwadzieścia kilka lat i wraz z innymi mieszkańcami wsi angażowała się w organizowanie mszy po niemiecku. – Już od 1988 roku byliśmy cztery czy pięć razy u ojca Teofila (ówczesnego gwardiana klasztoru Franciszkanów na Górze św. Anny – od red.) i mówiliśmy mu, że my, Ślązacy, po prostu potrzebujemy niemieckich mszy. Przed wojną też było tu dwujęzycznie i chcieliśmy cieszyć się nabożeństwami także w naszym ojczystym języku – wspomina Rosemarie Migas.
Papież Jan Paweł II
Wielu wiernych coraz częściej wyraźnie artykułowało swoje pragnienie. Droga do niemieckojęzycznych mszy otworzyła się w momencie, gdy papież Jan Paweł II napisał orędzie pokoju na Nowy Rok 1989, w którym postulował większe poszanowanie mniejszości, określając je mianem drogi do pokoju.
Ważną rolę odegrało zaangażowanie biskupa opolskiego Alfonsa Nossola. W czasie gdy papież przygotowywał wspomniane przesłanie pokoju, bp Alfons Nossol był akurat w Rzymie. – Jan Paweł II zaprosił mnie na kolację i miałem mu otwarcie i szczerze powiedzieć, co sądzę o orędziu. Tak też zrobiłem, mówiąc, że jest ono jedyne w swoim rodzaju, za co pragnę mu na wstępie podziękować, po czym poprosiłem go o wzięcie pod rozwagę, iż u nas, w diecezji opolskiej, nie będzie łatwo, gdyż największą mniejszością są tam właśnie Niemcy, wobec czego orędzie zapewne nie od razu spotka się tam z dobrym przyjęciem – powiedziałem papieżowi, na co on odpowiedział, abym spokojnie powoływał się na jego orędzie. My, duchowni, jesteśmy po to, by służyć ludziom, a nasz papież nie tylko nas do tego upoważnił, lecz niejako nam to nakazał – wspomina ks. abp Nossol.
Po raz pierwszy w języku serca
Dzięki staraniom wiernych oraz wsparciu ze strony biskupa opolskiego Alfonsa Nossola udało się. Z ambon kościołów rozbrzmiewa obwieszczenie, że 4 czerwca na Górze św. Anny zostanie odprawiona msza w języku serca. Liczne rzesze wiernych udały się więc na Górę św. Anny, wśród nich Johannes Ziegler z Raszowej koło Leśnicy: – Wiadomość o tym rozeszła się podczas naszych spotkań. Przyjechaliśmy zaraz po obiedzie, ja byłem z dwoma przyjaciółmi. Miałem szczęście, że wszedłem do wnętrza kościoła, bo wielu się nie zmieściło i pozostali na zewnątrz – wspomina Johannes Ziegler. Po długim, trwającym 44 lata okresie zakazu publicznego posługiwania się językiem niemieckim na Śląsku była to dla wielu osób pierwsza możliwość mówienia po niemiecku poza domem. – Wtedy to było naprawdę wydarzenie, po tylu latach. Ludzie mieli stare modlitewniki, a śpiewając i modląc się z nich, płakali. Łzy spływały na modlitewniki, to było… tego nie można sobie wyobrazić – mówi ze wzruszeniem Ziegler.
Sekretarz partii
Po odprawieniu pierwszych mszy świętych w języku niemieckim bp Alfons Nossol musiał złożyć oświadczenie w tej sprawie sekretarzowi partii Andrzejowi Żabińskiemu. – Powiedział mi, że można było z tym trochę poczekać, a nie robić tego już teraz. Zgodnie z tym, co powiedział mi papież Jan Paweł II, powołałem się na jego orędzie pokoju, które akurat się ukazało, mówiąc, że pragnę, abyśmy także my tutaj, w kraju naszego papieża, mogli radować się tym, że potrafimy docenić to, jak bardzo Ojciec Święty wyszedł nam naprzeciw – wspomina arcybiskup Nossol.
Obaw przed konsekwencjami Rosemarie Migas wówczas nie miała: – Może byłam zbyt młoda, by się bać. Gdy mi ktoś mówił, że powinniśmy uważać, to ja zawsze byłam zdania, że wreszcie mamy to, czego zawsze pragnęliśmy, i nie opuściliśmy swojego kraju, jesteśmy niemieckimi Ślązakami i chcemy pielęgnować to, co również inni mogą pielęgnować we własnym języku. Wtedy pomyślałam: WRESZCIE! Jestem tym, kim jestem, więc dlaczego mam to ukrywać? – mówi mieszkanka Góry św. Anny.
Spuścizna
Dla wielu Góra św. Anny była i jest miejscem szczególnym. Przed wojną odprawiano tu msze w językach niemieckim, polskim i czeskim. Niemcy pielgrzymowali kilka razy w roku do Świętej Anny i modlili się tam w swoim języku. Tak też było w przypadku Christiane Polanski z Gogolina, która jako mała dziewczynka udała się pieszo na pielgrzymkę z Gogolina w kierunku Góry św. Anny. Po 1945 roku język niemiecki został objęty zakazem, a więc także odprawianie modlitw w języku serca. Dopiero od 1989 roku znów pojawiła się taka możliwość. Christiane Polanski wspomina, w jakich okolicznościach msze św. w języku niemieckim zagościły również w Gogolinie: – Najpierw nasi mieszkańcy, m.in. założyciel organizacji mniejszości niemieckiej Johann Kroll, rozmawiali z franciszkanami na Górze św. Anny, pytając, czy istnieje możliwość, aby ojciec odprawił niemiecką mszę także u nas w Gogolinie. Zapewnialiśmy, że za każdym razem będziemy po niego przyjeżdżać. I udało się! To była wielka ofiara ze strony osób, które się w to angażowały, gdyż ojciec musiał odprawić mszę u nas w Gogolinie już o godzinie 7.00 rano. Później msze w języku niemieckim zaczął odprawiać w niedziele nasz ks. proboszcz Sydor – mówi z radością Christiane Polanski, która chętnie uczęszcza zarówno na niedzielną mszę, która odbywa się o godz. 7.00 w Gogolinie, jak i nabożeństwa majowe i różańcowe oraz drogi krzyżowe odbywające się w środy w języku niemieckim.
Do dziś w wielu miejscowościach odprawiane są niemieckie msze. W bazylice na Górze św. Anny msza św. w języku niemieckim odbywa się w każdą niedzielę od godz. 15.30. Jest to wciąż jeszcze ta niedzielna msza, na którą uczęszcza Rosemarie Migas. – Tak jak wtedy, trzydzieści lat temu, tak i dziś w każdą niedzielę z radością chodzę do bazyliki na mszę po niemiecku. Lubię śpiewać niemieckie pieśni liturgiczne. Wtedy, w 1989 roku, gdy zaczęliśmy śpiewać pieśń „Sankt Anna voll der Gnade”, płakałam, byłam taka dumna – przyznaje Rosemarie Migas.
Bezpośrednią spuścizną pierwszych niemieckojęzycznych mszy jest pielgrzymka mniejszości na Górze św. Anny, która odbywa się w pierwszą niedzielę czerwca.