Trzy i pół godziny walki z żywiołem, a po drodze atak zdesperowanego łabędzia i tylko dwie straty w ludziach. Nic dziwnego, że uczestnicy pierwszego niemiecko-francusko-polskiego spływu kajakowego wrócili z niego szczęśliwi.
Spływ odbył się 4 lipca na rzece Piławie, od Czechynia do stanicy Krępsko. Liczył 14 km. Wzięły w nim udział 43 osoby płynące 29 kajakami. Wśród nich było 9 dzieci w wieku 5–13 lat. Jedna załoga była całkowicie dziecięca i stanowili ją dwaj chłopcy w wieku 12 lat. Jak sobie poradzili? Znakomicie, gdyż wcześniej trenowali spływy z dziadkiem. Uczestnikami spływu byli członkowie dwóch pilskich organizacji: Niemieckiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego oraz Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Francuskiej.
Trzy języki, jedna przygoda
Dlaczego taki skład i dlaczego akurat spływ kajakowy?
– Spływ dlatego, że ja i mój mąż Gunter-Berthold Horn bardzo lubimy aktywny wypoczynek nad wodą. Zorganizowaliśmy w zeszłym roku spływ dla naszych członków. Z trudem uzbierało się 10 osób. Teraz z zebraniem ponad 40 chętnych nie było problemu, bo tamten spływ bardzo się wszystkim podobał. A czemu z Towarzystwem Przyjaźni Polsko-Francuskiej? Odkryliśmy się nawzajem przed rokiem. Oni mają podobne cele i formy działania do naszych. Zależy im na integracji i dzięki tej integracji mogliśmy dostać dofinansowanie od prezydenta Piły – wyjaśnia Teresa Witkowska-Horn, przewodnicząca NTSK w Pile.

Fotos: Gunter-Berthold Horn i Archiwum NTKS Piła
Integracja w czasie spływu była pełna, pomimo trzech języków. Wszyscy wszystkim pomagali w przenoszeniu kajaków i pokonywaniu przeszkód wodnych, a było ich dużo. Przeważnie były to powalone drzewa i kamienie. Z jednym wyjątkiem wszyscy poradzili sobie z trasą. Pewne małżeństwo (nieposiadające doświadczenia w pływaniu kajakiem po rwącej rzece) niedługo po starcie zaliczyło przymusową kąpiel i zrezygnowało z dalszych przygód.
A do tych przygód na pewno zaliczyć trzeba atak łabędzia. Prawdopodobnie chciał odstraszyć ludzi od gniazda ukrytego niedaleko w zaroślach. Dzieci były wystraszone i mocno przejęte.
Szczęśliwy finał i plany na przyszłość
Pomimo tych i innych przeżyć, przy dobrej pogodzie wszyscy szczęśliwie i w doskonałych humorach dotarli do mety spływu. Tam czekały na nich ognisko, smaczny poczęstunek i napoje. Przy ognisku i wspólnym stole wszyscy jeszcze raz przeżywali rejs. Niektórzy już prosili przewodniczącą, aby zapisała ich na spływ w 2027 roku.

Fotos: Gunter-Berthold Horn i Archiwum NTKS Piła
„Integracja w czasie spływu była pełna, pomimo trzech języków. Wszyscy wszystkim pomagali w przenoszeniu kajaków i pokonywaniu przeszkód wodnych.”
Na koniec wszystkie dzieci dostały pamiątkowe medale.