Wymysiöeryś: Język powraca

Między krokami tanecznymi a próbami teatralnymi, w niewielkiej miejscowości na pograniczu śląsko-małopolskim wciąż słychać język, który niemal zamilkł – wilamowski. Przez dziesięciolecia zakazany i naznaczony traumą, dziś przeżywa nieoczekiwane odrodzenie. To opowieść o tych, którzy niosą go w przyszłość.

Prowadząca próbę podnosi głos. Sala z ciemnym parkietem natychmiast cichnie – zostaje tylko kilka przytłumionych rozmów. Na jej końcu stoi niska scena, zbyt mała, by pomieścić cały zespół, więc tancerze ustawiają się przed nią. Jedna ze ścian w całości pokryta jest lustrami, jak w sali baletowej.

– Proszę dobrać się w pary – pada polecenie. Chwilę później rozbrzmiewa muzyka: akordeon i trąbka. Pary ruszają w krąg, wirując jednocześnie wokół własnej osi. Melodia aż prosi się o drobne, rytmiczne podskoki. Fartuchy – zielone albo w czarno-białe pasy – narzucone na codzienne ubrania tancerek, kołyszą się przy każdym obrocie.

Zespół taneczny wykonuje tradycyjne tańce do pieśni wilamowskich.
Foto: M. Oliveira

Nagle pojawia się śpiew – po wilamowsku. Przed chwilą rozmawiano głównie po polsku. Przez moment próbuję ustalić, kto śpiewa. Po chwili wszystko staje się jasne: to sami tancerze, a także ci, którzy akurat siedzą z boku na krzesłach. Ten zespół taneczny jest jednocześnie chórem.

Miasteczko z własnym językiem

Wilamowice to miejsce, w którym od wieków mówi się odrębnym językiem – wilamowskim. Język ten w ubiegłym roku omal nie został oficjalnie uznany za drugi język regionalny w Polsce. Prawie, bo po uznaniu przez Sejm prezydent Nawrocki zawetował tę decyzję.

Jak tak mały język mógł przetrwać w tej miejscowości przez wieki? I jaka przyszłość czeka ów najmniejszy język w Polsce? Te pytania zabieram ze sobą do Wilamowic. Chcę usłyszeć język tam, gdzie się nim mówi. Mijając pozornie niekończące się sznury ciężarówek na pasie szybkiego ruchu w pobliżu Katowic, zastanawiam się, ile będę rozumiał. Wilamowski jest językiem germańskim, ale tak bardzo różni się od standardowego języka niemieckiego, że narracja o jego flamandzkim lub anglosaskim pochodzeniu utrzymywała się w Wilamowicach przez długi czas.

Muzeum Kultury Wilamowskiej (W.: Müzeum fu Wymysiöejer Kultür) prezentuje historię kultury i języka na obszernej wystawie stałej: od jej początków w średniowieczu, przez mroczne okresy XX wieku, aż po rewitalizacji w XXI wieku.
Foto: M. Oliveira

Jestem umówiony z Tymoteuszem Królem (wil.: Tiöma fum Dökter) i Pawłem Szutowem (Śütow-Piöel fum Ćiöe). Król pochodzi z Wilamowic; jest etnologiem i socjolingwistą na uniwersytetach w Warszawie i Ostrawie. Pracuje również w miejscowym muzeum (Muzeum fu Wymysiöejer Kultür), które prezentuje historię kultury i języka w ramach obszernej wystawy stałej. Szutow jest językoznawcą i pisze pod kierunkiem Króla pracę magisterską o najsłynniejszym pisarzu z Wilamowic, Florianie Biesiku (Fliöera-Fliöera) – i pisze ją w języku wilamowskim.

Między represjami a odrodzeniem

Kiedy ostatecznie docieram do muzeum w Wilamowicach, Tymoteusz Król już na mnie czeka. Proponuje, żebyśmy najpierw poszli coś zjeść. Świeci słońce i jest cieplej niż w poprzednie dni. W ogrodach wciąż zalegają płaty szarego śniegu. Restauracja na rynku ma trzy sale, które – jak wyjaśnia Król – nazywają się Piekło, Czyściec i Niebo. Siadamy w „Niebie”. Wkrótce dołącza do nas Szutow; witają się po wilamowsku.

Gdy wychodzimy, Król podchodzi do starszego mężczyzny pijącego piwo w „Piekle”. Zaczyna mówić po wilamowsku, mężczyzna odpowiada po polsku – potem jednak przechodzi na wilamowski, aby powiedzieć jedno krótkie zdanie. Król jest wyraźnie ucieszony.

„Naszym celem nie jest to, by wszyscy tutaj mówili na co dzień wyłącznie po wilamowsku, lecz raczej zapewnienie takiej możliwości tym, którzy chcą w tym uczestniczyć”.

Średnie pokolenie, jak później wyjaśnia, jest straumatyzowane. Podczas okupacji niemieckiej mieszkańcy Wilamowic musieli zapisać się na Volkslistę. Po 1945 roku w oczach wielu Polaków uchodzili za Niemców i byli narażeni na represje – a socjalistyczny rząd zakazał im posługiwania się językiem wilamowskim. Wielu z tych, którzy dorastali w tamtych czasach, nadal rozumie ten język, ale już nim nie mówi. „Już się nie boją” – mówi Król – „ale trauma pozostała”.

Natomiast „starsze pokolenie”, jak nazywa ich Król, to pokolenie, które zostało uspołecznione przed wojną. Wielu z nich posługiwało się językiem wilamowskim aż do późnej starości. Wraz ze zmniejszaniem się liczebności członków tego przedwojennego pokolenia językowi zaczęło grozić wymarcie. To, że stało się inaczej, to również zasługa Króla. Jako nastolatek zaczął nagrywać rozmowy ze starszymi osobami mówiącymi tym językiem. W ten sposób powstało ponad 2000 godzin nagrań audio z udziałem około 100 osób.
„Wtedy myślałem, że możemy już tylko dokumentować język, a potem, niestety, umrze” – mówi. – „Ale dzięki Bogu stało się inaczej”.

Młode głosy dla starego języka

Język wilamowski jest obecnie nauczany: w muzeum w Wilamowicach oraz na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie Szutow prowadzi zajęcia. Oprócz języka polskiego i wilamowskiego mówi również po rosyjsku, niemiecku i czesku, a także zajmuje się naukowo językiem śląskim oraz dialektami języka polskiego. W 2018 roku po raz pierwszy przyjechał do Wilamowic – wizyta przerodziła się w długoterminowe zaangażowanie.
„Bardzo ważne jest dla mnie, aby język, którego się uczę, brzmiał pięknie” – wyjaśnia. – „Dla mnie wilamowski jest jednym z najpiękniejszych języków na świecie”.

Szutow opracował od tego czasu słownik, który jest wykorzystywany na zajęciach. Napisał również wilamowską wersję sztuki, do której próby odbywają się obecnie w wielofunkcyjnej sali muzeum. Większość aktorów w grupie teatralnej ma mniej niż 30 lat. Wśród nich jest ojciec, który uczestniczy w próbach wraz z dwójką dzieci. W przeciwieństwie do innych aktorów dziewczynki nie korzystają ze ściąg – znają już swoje kwestie na pamięć.

Grupa teatralna raz w roku wystawia sztukę w języku wilamowskim. Czasami uczestnicy sami piszą sztuki, a innym razem tłumaczą znane utwory.
Foto: M. Oliveira

W sali wciąż skręca się drewniane ramy, a na stołach leżą wióry. Scenografia nie jest jeszcze gotowa; aktorzy wykorzystują wszelkie dostępne rekwizyty.

Po jednej stronie sceny znajdują się dwa rzędy krzeseł ustawione naprzeciwko siebie, to samo dotyczy drugiej strony. Na środku stoi czerwona mównica. Za tym stylizowanym barem stoi Piotr, jeden ze studentów języka u Króla, w białym fartuchu. Jeden z podróżnych najwyraźniej ma już dość dyskusji w przedziale i chciałby coś przekąsić w wagonie restauracyjnym. Piotr zwraca się do wchodzącego pasażera ochrypłym głosem – oczywiście chodzi o to, czego i ile chce. Po tym, jak Piotr zaprezentował kieliszki różnej wielkości, gość wychodzi ze swojej roli i sam staje za barem. Wyjaśnia Piotrowi, że wielki kufel piwa powinien wyciągnąć dopiero po chwili dramatycznej ciszy. Scena zostaje wznowiona – tym razem z dramatyczną pauzą. Kieliszki pomagają mi zrozumieć, o czym jest mowa w tej scenie. Z samych dialogów rozumiem mniej, niż bym chciał.

Życie kulturalne dla przyszłości

Szutow wyjaśnił mi, że rewitalizacja zawsze oznacza dalszy rozwój. Większość ostatnich rodzimych użytkowników języka dorastała w innym świecie; trzeba znaleźć nowe terminy. Zastanawiam się, czy słownictwo dawnych mieszkańców Wilamowic podróżujących pociągami różni się od tego używanego przez grupę teatralną.

Kiedy próba sztuki dobiega końca, wielu uczestników spieszy do grupy tanecznej obok. Aktor, który grał gościa w scenie w bistro, wydaje się zadowolony, mimo że premiera sztuki odbędzie się za nieco ponad tydzień. Zespół ma doświadczenie w przygotowywaniu się do występu w krótkim czasie – mówi.

Język wilamowski jawi się tu nie jako muzealny relikt, lecz jako żywa kultura. Nawet jeśli zainteresowanie kiedyś osłabnie, język zostanie zachowany dzięki bogatemu korpusowi audio – uważa Szutow: „Nawet gdyby ludzi takich jak Tymoteusz Król czy ja już nie było, ci, którzy przyjdą po nas, będą mogli nauczyć się nim mówić z pomocą tych materiałów”.

Paweł Szutow rozpoczął naukę języka wilamowskiego w 2018 roku. Obecnie uczy tego języka w Warszawie i jest autorem słownika dydaktycznego.
Foto: M. Oliveira

Jednak ani on, ani Król nie uważają tego za powód, by spocząć na laurach. Szutow planuje obszerny słownik naukowy. Król zaś wyobraża sobie tętniącą życiem lokalną „subkulturę”.
„Naszym celem nie jest to, by wszyscy tutaj mówili na co dzień wyłącznie po wilamowsku” – wyjaśnia, nakreślając cel rewitalizacji języka – „lecz raczej zapewnienie takiej możliwości tym, którzy chcą w tym uczestniczyć”.

Oficjalne uznanie za język regionalny otworzyłoby dodatkowe możliwości działania – na przykład poprzez nauczanie w szkołach lub dwujęzyczne tablice z nazwami miejscowości. Jednak w sali tanecznej z lustrzaną ścianą wydaje się, że ta kultura jest już samowystarczalna. Paweł Szutow, jako solista, zaczyna śpiewać wilamowską wersję „Kukułki i osła”, a Tymoteusz Król akompaniuje na akordeonie.

Mauro Oliveira


Więcej informacji o kursach językowych, aktualnym programie kulturalnym w Wilamowicach oraz wystawach Muzeum Kultury Wilamowskiej można znaleźć na stronie internetowej muzeum: muzeum.wilamowice.pl

Dzień Języka Ojczystego w Opolu: poznawać język, odkrywać historię
Poprzedni post

Dzień Języka Ojczystego w Opolu: poznawać język, odkrywać historię

Język, Młodzież, Dialog: Plany Domu Współpracy Polsko-Niemieckiej na 2026 rok
Następny post

Język, Młodzież, Dialog: Plany Domu Współpracy Polsko-Niemieckiej na 2026 rok