Z Haliną Biedą, senatorką RP, o 35-leciu Polsko-Niemieckiego Traktatu o dobrym sąsiedztwie, dziedzictwie kulturowym oraz restytucji zabytków rozmawia Andrea Polanski.
W 2026 roku mija 35 lat od podpisania Traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy między Polską a Niemcami. Jak ocenia Pani ten okres z perspektywy współpracy w dziedzinie kultury i ochrony dziedzictwa kulturowego? Jakie uważa Pani za jej największe osiągnięcia?
Cieszę się, że traktat w ogóle został podpisany, pamiętam pozytywne emocje, kiedy w Krzyżowej pojawił się gest premiera Mazowieckiego i kanclerza Kohla. Zmieniło się przede wszystkim nasze podejście do dziedzictwa poniemieckiego. Przed II wojną światową część dzisiejszej Rzeczypospolitej leżała w granicach państwa niemieckiego, a wiele świadectw tamtej historii było później ukrywanych właśnie dlatego, że były „poniemieckie”. Dziś przywiązujemy większą wagę do tego, że to po prostu dziedzictwo kulturowe, o które w ramach wspólnoty europejskiej powinniśmy dbać niezależnie od tego, kto je stworzył.

Halina Bieda podkreśla potrzebę większego wsparcia finansowego dla ochrony, rewitalizacji i odnowy zabytków.
Foto: FB/Halina Bieda – Senator RP
Jeśli chodzi o samą restytucję: byłam pozytywnie zaskoczona i wzruszona, kiedy strona niemiecka przekazała Polsce kolejne dwa zabytki podczas tegorocznego Forum Polsko-Niemieckiego. Odnajdywanie tego, co w czasie wojny wywieziono z Polski, i powrót tych przedmiotów do muzeów uważam za bardzo cenne.
A czy są jeszcze jakieś konkretne osiągnięcia, które chciałaby Pani wymienić?
Warta podkreślenia jest na pewno działalność Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej, szczególnie organizowane konferencje, seminaria i wymiana młodzieży. Możliwość wzajemnego poznawania miejsc, w których żyją młodzi Polacy i Niemcy, sprzyja budowaniu nowych przyjaźni i wspólnej przyszłości. Ważnym elementem tej wymiany jest wizyta młodzieży niemieckiej w byłym obozie KL Auschwitz. To czas zadumy i refleksji nad trudnymi wydarzeniami z naszej wspólnej historii, ale i okazja do docenienia relacji, które łączą nas dzisiaj.
Podczas tegorocznego Forum Polsko-Niemieckiego w Berlinie przekazano Polsce kolejne dobra kultury, jak Pani już wspomniała, w tym pierścień Zygmunta I Starego, fragment rękopisu z „Gaude Mater Polonia” oraz przedwojenne eksponaty kolejowe. Były to kolejne zwroty po ważnych restytucjach z końca 2025 roku. Czy możemy mówić o początku nowego etapu w procesie restytucji? Czy możemy spodziewać się, że w przyszłości do Polski wrócą kolejne cenne obiekty?
Tak bym tego oczekiwała, ale żeby cokolwiek się wydarzyło, trzeba budować mosty i relacje. Jeśli obie strony okopują się jak na linii Maginota, trudno oczekiwać, że będą sobie cokolwiek przekazywać. To praca dyplomatów, urzędników, ministrów, ale też organizacji pozarządowych i społeczeństwa. Z tego, co wiem, ministerstwo zapowiada kolejne powroty zabytków do Polski.
„Historia jest ważna, nie wolno o niej zapominać, ale nie można też być pamiętliwym. To się wydarzyło, to są fakty, trzeba o nich mówić, ale dziś jesteśmy w innej rzeczywistości i trzeba żyć tu i teraz oraz budować przyszłość.”
W Polsce niemieckie dziedzictwo kulturowe wciąż bywa tematem kontrowersyjnym, szczególnie gdy wiąże się z trudną historią XX wieku. Czy Pani zdaniem te kontrowersje są uzasadnione? Jak powinniśmy dziś rozmawiać o niemieckim dziedzictwie, nie pomijając ani jego wartości kulturowej, ani trudnego kontekstu historycznego?
Kontekst jest ważny. Zazwyczaj posługuję się takim porównaniem: to trochę jak jazda samochodem. Trzeba jechać do przodu, od czasu do czasu spoglądając w lusterko wsteczne, ale nie da się jechać, patrząc wyłącznie w tylne lusterko. Historia jest ważna, nie wolno o niej zapominać, ale nie można też być pamiętliwym. To się wydarzyło, to są fakty, trzeba o nich mówić, ale dziś jesteśmy w innej rzeczywistości i trzeba żyć tu i teraz oraz budować przyszłość.
A czy Polacy umieją znaleźć ten balans, czy potrafią oderwać się od pamiętliwości, która częściej pojawia się po prawej stronie sceny politycznej? Co polityka może zrobić, żeby nie pogłębiać tej rany przeszłości?
Jest część osób, która to rozumie, i część, która albo nie rozumie, albo udaje, że nie rozumie. Bliskie jest mi zdanie z deklaracji Roberta Schumana, że wspólna Europa nie powstanie od razu, tylko przez konkretne działania. Modelowym przykładem takiego gestu wciąż pozostaje list polskich biskupów do biskupów niemieckich z 1965 roku. Bywają też kontrowersje, jak w przypadku wystawy w Gdańsku o żołnierzach wcielonych do Wehrmachtu. Dziesięć lat wcześniej podobna wystawa na Śląsku nie wywołała aż takich emocji. Te emocje bywają czasem napędzane celowo, a zadaniem tych, którzy tak nie myślą, jest pokazywanie, że to tylko dzieli i prowadzi do konfliktu.
Dobrym przykładem jest amfiteatr na Górze Świętej Anny, który powstał w latach 30. XX wieku w ramach nazistowskiej polityki pamięci. Jak Pani zdaniem należy dziś podchodzić do takich miejsc? Zachowywać jako zabytki czy interpretować przez pryzmat ich historycznego kontekstu?
To, że mamy pałac w Mosznej, zamek Książ czy pałac w Pszczynie, nie znaczy, że spadły z kosmosu – ktoś w nich mieszkał, ktoś je zbudował, mają swoją historię. To prawda, że część ludzi, którzy je budowali, albo ich potomkowie, dopuszczali się później okrutnych czynów. Uważam jednak, że trzeba to oddzielać: krytykować złe zachowania, ale trudno powiedzieć, że pałac w Pszczynie jest okropny dlatego, że potomkowie rodu w coś się uwikłali. Sam obiekt jest piękny i został zbudowany w pięknym celu. To, że później niektórzy zachowywali się tak, jak się zachowywali, co należy jednoznacznie potępić, to osobna sprawa. Potrzebne jest tu rozróżnienie: złe rzeczy się zdarzyły i trzeba je piętnować i o nich pamiętać, ale są też rzeczy piękne, które dobrze jest pokazywać.

Foto: FB/Halina Bieda – Senator RP
Czy wspólna troska o polskie i niemieckie dziedzictwo kulturowe może stać się jeszcze ważniejszą przestrzenią współpracy między naszymi krajami?
Uważam, że tak. Każda dziedzina jest ważna, a tu mamy dodatkowo ochronę tego, co kiedyś powstało i już się nie powtórzy, bo ludzi, którzy to stworzyli, już nie ma wśród żywych. To nasze wspólne, europejskie dziedzictwo.
Jakie działania chciałaby Pani zobaczyć w najbliższych latach i czego najbardziej życzyłaby sobie Pani w tym obszarze?
Na pewno by się przydały większe środki finansowe, które dziś są niewystarczające na rewitalizacje i odnowę zabytków. Na Górnym Śląsku mamy przede wszystkim dziedzictwo poprzemysłowe. Przykładem jest mój rodzinny Bytom, gdzie trwa rewitalizacja dawnej elektrociepłowni w Szombierkach, zaprojektowanej przez Georga i Emila Zillmannów, zwanej „naszą katedrą industrialną”. Wykupił ją prywatny przedsiębiorca, który zaadaptuje obiekt do innych funkcji, tym niemniej zostanie uratowany. Podobnie jest z szybem Krystyna, gdzie rozpoczyna się rewitalizacja. Nigdy nie uda się uratować wszystkiego, ale to, co udało się odrestaurować, trzeba pokazywać i być dumnym z tego dziedzictwa.