Za dużo tych kropel
Woda na Mazurach to rzecz normalna, ale nie w biurze. Woda w wieży ciśnień to także rzecz normalna, ale nie z pękniętej rury. Stowarzyszenie „Mazury” już drugi miesiąc zmaga się ze skutkami awarii.
Najpierw zalane biuro
Kiedy w lutym Urszula Sasińska – przewodnicząca Stowarzyszenia Mniejszości Niemieckiej „Mazu-ry” w Ełku – odkryła, że ich biuro zostało poważnie zalane wodą z pękniętego zaworu przy bojlerze na piętrze, nie przypuszczała, że to dopiero początek kłopotów.
Zalane biuro, chociaż wyglądało tragicznie, było dopiero wstępem do drugiej poważnej „powodzi” – w byłej wieży ciśnień, obecnie „Muzeum Kropli Wody”, prowadzonym przez stowarzyszenie „Mazury”. Na wieży pękła rura odprowadzająca wodę z dachu. Rura ta znajduje się wewnątrz wie-ży, a nie – jak większość rynien – na zewnętrznej ścianie budynku. Woda z dachu płynęła więc do środka wieży, a nie po jej ścianie zewnętrznej.
Ponieważ zimą muzeum jest nieczynne, woda z pękniętej rury miała dość czasu, aby skutecznie za-lać wszystkie kondygnacje muzealne, a wraz z nimi – zbiory.
„Tragedia” – ocenia jednym słowem Urszula Sasińska.

Sprzątanie muzeum w wieży po katastrofie
Foto: Mazury
Wieża i kolejne problemy
Tragedia, która rozpoczyna dramat stowarzyszenia „Mazury”. Jego akt pierwszy to biuro, drugi – wieża. Trzeci to firma ubezpieczeniowa, która odmówiła wypłaty odszkodowania za szkody, po-nieważ stowarzyszenie nie ma aktualnych przeglądów technicznych swoich obiektów. A już wia-domo, że same materiały na remont biura to koszt 52 tys. zł.
– Już posprzątaliśmy po zalaniu biura. Teraz musi ono wyschnąć i latem zajmiemy się jego odnowie-niem. Będziemy się starać jak najwięcej zrobić sami, aby zmniejszyć koszty, dlatego co sobota bę-dziemy się spotykać – informuje przewodnicząca.
Już posprzątaliśmy po zalaniu biura. Teraz musi ono wyschnąć i latem zajmiemy się jego odnowieniem. Będziemy się starać jak najwięcej zrobić sami, aby zmniejszyć koszty, dlatego co sobota będziemy się spotykać – informuje przewodnicząca.
Wieża, ze względu na wysokość i status zabytku, to zadanie znacznie trudniejsze. I tu zaczyna się kolejny akt dramatu „Mazur”. Właściciel podnośnika odmówił usługi, gdy przekonał się, że grunt przy wieży jest zbyt miękki, aby utrzymać ciężki pojazd.
Do ustalenia przyczyny zalania Urszula Sasińska znalazła firmę, której pracownik niczym alpinista wszedł na dach wieży przez okno i ocenił jej stan. To z jego raportu wiemy, że winna jest centralna rura.

Sufit w poimieszczeniu biurowym.
Foto: Mazury
Koszty i nadzieja na pomoc
Wymienić trzeba jednak nie tylko ją, ale i pokrycie dachu, które obecnie wykonane jest z papy i przepuszcza już wodę. Najlepsze byłoby z blachy miedzianej. Poza tym wieża wymaga także innych, mniejszych napraw oraz usunięcia zalanych wykładzin, osuszenia pomieszczeń i mebli.

Wkladziny i dywany nadawały się tylko do wyrzucenia.
Foto: Mazury
„Jeszcze nie mamy kosztorysu i nie wiemy, ile to będzie kosztować, ale już wiemy, że niemało, bo nie da się tego zrobić metodami domowymi. Dlatego będziemy szukać, gdzie się da, wsparcia i pomocy. Wierzę, że je dostaniemy, a ponieważ nasi członkowie są zaangażowani i ofiarni, to powoli wszystko naprawimy” – nie poddaje się przewodnicząca.
Remont wieży, a wcześniej szukanie pomocy finansowej, będzie na pewno następnym aktem dramatu „Mazur”.
Lech Kryszałowicz

