16 i 17 października 1991 roku polski Sejm i niemiecki Bundestag wyraziły zgodę na polsko-niemieckie traktaty, które miały postawić stosunki obu państw na nowych podstawach. Jednak podczas gdy rządy chwaliły porozumienie, debaty pokazały, że oba parlamenty kładły nacisk na różne kwestie.
„Stosunki polsko-niemieckie rzeczywiście wchodzą w nową fazę” – tak kończyła się notatka w „Oberschlesische Zeitung” z początku listopada 1991 roku. Wcześniej Sejm 16 października, a Bundestag 17 października zatwierdziły traktat między Republiką Federalną Niemiec a Rzeczpospolitą Polską o potwierdzeniu istniejącej między nimi granicy (polsko-niemiecki traktat graniczny) oraz traktat między Republiką Federalną Niemiec a Rzeczpospolitą Polską o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy.
Choć odrzucenie umów między Polską a Niemcami nigdy nie było poważnie rozważane, spojrzenie na obrady parlamentarne pokazuje, że do całego pakietu zgłaszano jednak krytyczne uwagi – z bardzo różnych powodów.
Granica, która była już ustalona
Gdy jesienią 1991 roku Bundestag obradował nad traktatem granicznym, zjednoczenie Niemiec było już faktem od prawie roku. Układ o ostatecznej regulacji w odniesieniu do Niemiec, tak zwany układ „dwa plus cztery”, stworzył międzynarodowe ramy dla jedności Niemiec. Zjednoczone Niemcy zobowiązały się w nim do ostatecznego ustalenia swoich granic i do potwierdzenia istniejącej granicy polsko-niemieckiej w wiążącym z punktu widzenia prawa międzynarodowego traktacie.
Już w czerwcu 1990 roku Bundestag oraz demokratycznie wybrana Izba Ludowa NRD w odrębnych uchwałach potwierdziły nienaruszalność granicy z Polską. 14 listopada 1990 roku Niemcy i Polska podpisały traktat graniczny. Dwustronne potwierdzenie granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej zostało tym samym uzgodnione w formie umowy; brakowało jednak jeszcze zgody parlamentów.

„Traktat między Republiką Federalną Niemiec a Rzecząpospolitą Polską o potwierdzeniu istniejącej między nimi granicy” w Forum Historii Współczesnej w Lipsku.
Foto: Frupa/Wikimedia Commons
Poseł SPD Markus Meckel zarzucił rządowi federalnemu, że nie dotrzymał wcześniejszego zapewnienia złożonego Polsce. Podczas negocjacji „dwa plus cztery” w Paryżu zapewniono Polskę, że traktat graniczny zostanie możliwie szybko przedłożony ogólnoniemieckiemu parlamentowi. Meckel krytykował, że kanclerz Kohl później faktycznie wycofał się z tej obietnicy: „Dlatego wbrew deklaracji paryskiej nad traktatem granicznym głosuje się dopiero teraz i razem z traktatem o dobrym sąsiedztwie, chociaż jest on gotowy już od dziesięciu miesięcy.”
Krytyka Meckela wskazuje na złożoną siatkę interesów krajowych i międzynarodowych w tym okresie przełomu. Kwestia granicy nie była wyłącznie sprawą polityki zagranicznej. Dotykała międzynarodowego zabezpieczenia jedności Niemiec, oczekiwań polskiego rządu oraz wewnętrznego sporu politycznego o utratę dawnych niemieckich terenów wschodnich. W Polsce ostateczne potwierdzenie granicy postrzegano jako kluczowy warunek bezpieczeństwa i integralności terytorialnej kraju.
Dla kanclerza Helmuta Kohla oba traktaty były nierozerwalnie ze sobą związane. W swoim exposé przed Bundestagiem 6 września 1991 roku oświadczył: „Oba traktaty tworzą jedną całość.” I dodał: „Oba traktaty zostaną ratyfikowane wspólnie i tym samym jednocześnie wejdą w życie na arenie międzynarodowej.” Wspólnym procedowaniem obu traktatów Kohl powiązał potwierdzenie granicy z celem postawienia przyszłych stosunków z Polską na nowych podstawach.
Kohl chciał uwzględnić wypędzonych
W debacie w Bundestagu nie ulegało wątpliwości, że traktaty stanowią ważny krok ku normalizacji stosunków z Polską. Jednocześnie Kohl dał jasno do zrozumienia, że potwierdzenie granicy pozostawało dla wielu Niemców obciążone poważnym bagażem historycznym.
„Rząd federalny zdaje sobie sprawę, że polsko-niemiecki pakiet traktatów, nad którym dziś obradujemy, nie jest przyjmowany z lekkim sercem przez niemałą część naszych rodaków. Dotyczy to zwłaszcza tych, którzy w wyniku ucieczki i wypędzenia utracili swoją ojczyznę za Odrą i Nysą”, oświadczył kanclerz.
Kohl uznał w ten sposób doświadczenie straty, jakie stało się udziałem wypędzonych, nie poddając jednak w wątpliwość kwestii granicy. Jego argumentacja zmierzała do pogodzenia ostatecznego uznania granicy z historycznymi doświadczeniami osób dotkniętych tymi wydarzeniami. Traktaty nie miały sprawić, że przeszłość się nie wydarzyła, lecz stworzyć podstawę dla pokojowych stosunków.
„Oba traktaty tworzą jedną całość.“
Helmut Kohl w debacie nad ratyfikacją polsko-niemieckich traktatów w 1991 roku
Poseł CDU Karl-Heinz Hornhues ujął to podejście w sposób zwięzły. Kanclerza popiera się nie dlatego, że postawił na swoim, lecz dlatego, że udało mu się wprowadzić pakiet traktatów w życie oraz „podjąć próbę, by iść tą drogą nie przeciwko wypędzonym z ojczyzny, lecz razem z nimi”.
Także Hartmut Koschyk, do 1991 roku sekretarz generalny Związku Wypędzonych, wypowiedział się zasadniczo pozytywnie o traktatach. Wskazał na znaczenie polsko-niemieckiego pojednania dla zjednoczonej Europy z przepuszczalnymi granicami i przypomniał odpowiednie wypowiedzi biskupa opolskiego Alfonsa Nossola.
Koschyk podkreślił ponadto, że zbliżenie społeczne rozpoczęło się jeszcze przed ratyfikacją. Spotkania, wydarzenia kulturalne, wymiana naukowa i kontakty między niemieckimi wypędzonymi a polskimi gminami doprowadziły do powstania nowych relacji. Organizacje zrzeszające wypędzonych są obecnie oficjalnie przyjmowane w swoich dawnych rodzinnych miastach na Śląsku, w Prusach Wschodnich i na Pomorzu. Z kolei przedstawiciele z Polski uczestniczą w spotkaniach wypędzonych w Republice Federalnej.
Zgoda na traktaty nie oznaczała jednak, że wszystkie kwestie uznano za załatwione. Dla wielu wypędzonych utracona ojczyzna, sprawy majątkowe i pamięć o przymusowej wędrówce pozostawały sprawami kluczowymi.
Prawa mniejszości jako kluczowy element traktatu o dobrym sąsiedztwie
Podczas gdy kwestia granicy w Bundestagu wiązała się przede wszystkim ze zjednoczeniem Niemiec i historyczną odpowiedzialnością Niemiec, istotna część debaty o traktacie o dobrym sąsiedztwie dotyczyła przyszłości. Prawa mniejszości niemieckiej w Polsce stanowiły przy tym ważny element argumentacji politycznej rządu federalnego.
Artykuły 20 do 24 traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy regulowały ochronę tożsamości etnicznej, kulturowej, językowej i religijnej mniejszości, a także obywateli i mieszkańców polskiego pochodzenia w Niemczech. Obejmowały one między innymi używanie języka ojczystego, pielęgnowanie własnej kultury oraz instytucje oświatowe i kulturalne.
Rząd federalny podkreślał, że postanowienia te stanowią istotny postęp. Kohl określił te regulacje jako „wytyczające kierunek na przyszłość i, jak sądzę, uregulowane w sposób wzorcowy”. Minister spraw zagranicznych Hans-Dietrich Genscher mówił o „umocnieniu europejskiego standardu mniejszościowego w prawie międzynarodowym”. Dla rządu federalnego postanowienia te były dowodem na to, że nowe partnerstwo polsko-niemieckie zawierało, poza uznaniem granicy, konkretne zobowiązania dotyczące współistnienia obu społeczeństw.

Zastępcza sala plenarna niemieckiego Bundestagu w dawnym zakładzie wodociągowym w Bonn („Fette Henne”), 1990 r.
Foto: Ludwig Wegmann/Bundesarchiv/Wikimedia Commons
Z relacji „Oberschlesische Zeitung” wynikało jednak, że zapewnienia polityczne niekoniecznie odpowiadały oczekiwaniom mniejszości. W wydaniu z 16-30 czerwca 1991 roku gazeta wydrukowała artykuły traktatu dotyczące mniejszości. W komentarzu redakcyjnym przypomniała zapewnienie Kohla, że rząd federalny nie zapomni o Niemcach w innych krajach i będzie starał się tworzyć warunki, w których nie będą oni zmuszeni do emigracji.
Redakcja sformułowała na tej podstawie krytyczne pytanie: „Czy także w tym przypadku kanclerz będzie tak konsekwentny, jak w dążeniu do pojednania z Polską?”
Komentarz jasno wskazał, według jakich kryteriów gazeta chciała oceniać politykę rządu federalnego: nie tylko na podstawie udanego pojednania między dwoma państwami, lecz także konkretnej poprawy warunków życia mniejszości niemieckiej.
Ten sceptycyzm można znaleźć również w wywiadzie z Blasiusem Hanczuchem, przewodniczącym Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Ludności Pochodzenia Niemieckiego w województwie katowickim. Rozmowa z Piotrem Muskałą ukazała się pod tytułem „Traktat musi mieć fundament” w listopadowym numerze „Oberschlesische Zeitung”, w którym opublikowano również notatkę o parlamentarnej zgodzie na traktaty (nr 15, listopad 1991).
Także rozczarowanie
Na pytanie, czy od podpisania traktatu dla mniejszości niemieckiej w Polsce zmieniło się coś istotnego, Hanczuch odpowiada: „Jesteśmy rozczarowani, ponieważ taki traktat musi być zbudowany na prawdzie i rzeczywistości. Wypędzenie ma być przestrogą na przyszłość i nie wolno go wyłączać z traktatu, aby to samo nie powtórzyło się w historii.” Z największym prawdopodobieństwem wypowiedź ta odnosi się wyłącznie do traktatu granicznego. Jako czas przeprowadzenia wywiadu podano bowiem 7 czerwca 1991 roku. To dziesięć dni przed podpisaniem traktatu o dobrym sąsiedztwie.
Hanczuch sformułował dalej zasadnicze żądanie, które z kolei wyraża jego rozczarowanie: „Traktat musi być zadowalający dla obu stron, nie tylko dla jednej.” Bez uznania dawnych krzywd nie może powstać trwałe porozumienie.
Doszło do tego żądanie politycznego współuczestnictwa. Traktat został wynegocjowany między politykami – krytykował Hanczuch – a ani wypędzeni w Niemczech, ani Niemcy w swojej rodzinnej ojczyźnie nie mogli wpłynąć na jego treść. Dlatego postulaty zainteresowanej ludności należałoby uwzględnić jeszcze przed ratyfikacją.
Hanczuch podkreślił ponadto, że niemiecką tożsamość trzeba móc przeżywać na co dzień bez dyskryminacji. Mniejszość chce „żyć zgodnie z prawem i czerpać z prawa korzyści”. Także kwestie majątkowe należały dla niego do nierozwiązanych problemów. Choć krytyka przewodniczącego górnośląskiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego odnosiła się zapewne przede wszystkim do traktatu granicznego, widać tu, że również wśród przedstawicieli mniejszości niemieckiej traktaty przed ratyfikacją spotykały się nie z niezmąconym entuzjazmem, lecz także ze sceptycyzmem.
Podczas debaty w Bundestagu Hartmut Koschyk wspomniał jednak również, że ma przekazać kanclerzowi zaproszenie od mniejszości niemieckiej na Górny Śląsk.
Zgoda – i krytyka
Zasadnicze poparcie dla traktatów ze strony dużych frakcji nie powinno przesłaniać faktu, że istniały zastrzeżenia. W pierwszym czytaniu poseł niezrzeszony Ortwin Lowack wyraził zasadniczą krytykę koncepcji traktatów. Porównał je z traktatem wersalskim i podawał w wątpliwość ich trwałość polityczną. Lowack stał wówczas na czele Federalnego Zgromadzenia Delegatów Ziomkostwa Ślązaków; w kwietniu 1991 roku wystąpił z CSU.
Jego stanowisko pozostało jednak w Bundestagu wyjątkiem. W głosowaniach końcowych padły także głosy przeciw ze strony frakcji CDU/CSU, przy czym traktat graniczny napotkał większy opór niż traktat o dobrym sąsiedztwie.
Poseł CDU Wolfgang Freiherr von Stetten uzasadnił swoją zgodę związkiem obu traktatów: „Tylko dlatego, że postrzegam oba traktaty jako jedność, która ma pozwolić uporać się z przeszłością i zabezpieczyć przyszłość, mogę dziś głosować za.”

Transparent trzymany przez członków mniejszości niemieckiej podczas Mszy Pojednania w Krzyżowej, prezentowany w Centrum Dokumentacyjno-Wystawienniczym Niemców w Polsce.
Foto: M. Oliveira
Jednocześnie von Stetten powiązał swoją zgodę z konkretnymi oczekiwaniami. Domagał się stopniowej poprawy zagwarantowanych praw mniejszości, uznania niemieckich tradycji, dwujęzycznych nazw miejscowości i ulic oraz możliwości nabywania własności przez wypędzonych chcących wrócić.
Również uchwały dołączone do decyzji Bundestagu odzwierciedlały takie oczekiwania. Uchwała poparta przez CDU/CSU i FDP podkreślała nadzieję, że obywatele niemieccy, w tym wypędzeni, będą mogli w przyszłości osiedlać się w Polsce. Opowiadała się ponadto za tym, by na tradycyjnych obszarach zamieszkania mniejszości niemieckiej dopuścić urzędowe nazwy topograficzne także w języku niemieckim.
Postulaty te wykraczały poza prawa mniejszości wyraźnie uzgodnione w traktacie o dobrym sąsiedztwie. Pokazują one, że część niemieckiej polityki postrzegała traktat jako podstawę dalszego rozwoju, a nie jako ostateczną regulację wszystkich otwartych kwestii.
W polskim Sejmie: bezpieczeństwo, Europa i otwarta kwestia odszkodowań
W polskim Sejmie podczas obrad nad polsko-niemieckimi traktatami na pierwszy plan wysunęły się inne akcenty niż w Bundestagu. Także w Warszawie z zadowoleniem przyjęto ostateczne potwierdzenie granicy jako warunek stabilnego sąsiedztwa. Jednocześnie posłowie wiązali porozumienie z Niemcami z pytaniem, czy doświadczenia historyczne Polski zostaną odpowiednio uwzględnione. Szczególnie sporne były przewidziane świadczenia odszkodowawcze dla polskich ofiar prześladowań nazistowskich.
Minister spraw zagranicznych Krzysztof Skubiszewski już w rozpoczętej 13 września 1991 roku debacie sejmowej podkreślił znaczenie traktatu granicznego dla bezpieczeństwa i integralności terytorialnej Polski. Dzięki traktatowemu potwierdzeniu granicy usunięto pozostałe niejasności prawne. Traktat o dobrym sąsiedztwie z kolei miał postawić stosunki dwustronne na nowych podstawach i wesprzeć integrację Polski z Europą Zachodnią.
Premier Jan Krzysztof Bielecki podkreślił podczas kontynuacji debaty 18 października strategiczne znaczenie obu traktatów dla integracji europejskiej i nowego europejskiego ładu bezpieczeństwa. Porozumienie z Niemcami jawiło się tym samym nie tylko jako projekt dwustronny, lecz także jako ważny krok na drodze Polski do Europy.
Zasadnicze poparcie dla tego kursu politycznego nie oznaczało jednak bezwarunkowej zgody na wynegocjowane ustalenia. Szczególnie wyraźnie widać to było w kwestii odszkodowań dla ofiar niemieckich zbrodni. Polski rząd zawarł z Republiką Federalną porozumienie w sprawie przekazania 500 milionów marek niemieckich dla fundacji „Polsko-Niemieckie Pojednanie”. Środki miały trafić w szczególności do ciężko poszkodowanych ofiar prześladowań nazistowskich. Liczni posłowie krytykowali to porozumienie jako niewystarczające.

Znak pokoju w formie uścisku między Tadeuszem Mazowieckim a Helmutem Kohlem podczas Mszy Pojednania 12 listopada 1989 roku w Krzyżowej.
Foto: Andrzej Ślusarczyk/Wikimedia Commons
W analizie debat ratyfikacyjnych prawnik Witold M. Góralski stwierdza, że krytyka dotyczyła różnych aspektów. Niektórzy posłowie ubolewali, że nie doszło do kompleksowego uregulowania kwestii odszkodowań, i wzywali rząd do dalszych starań o świadczenia materialne dla ofiar. Inni kierowali krytykę bezpośrednio przeciwko polityce negocjacyjnej polskiego rządu, zarzucając mu, że niedostatecznie zdecydowanie dochodził dalej idących roszczeń.
Ziemowit Gawski ze Stowarzyszenia PAX argumentował moralnie. Chodzi, oświadczył, „o elementarny ład moralny w stosunkach międzynarodowych i międzyludzkich. Chodzi po prostu o uczciwość, która nakazuje zadośćuczynić za wyrządzone krzywdy”. Gawski wnioskował o odrzucenie ratyfikacji traktatu o dobrym sąsiedztwie, jeśli nie zostanie osiągnięte polubowne rozwiązanie cywilnoprawnych roszczeń odszkodowawczych polskich ofiar wojny.
Jego stanowisko uwidacznia, jak ściśle część posłów wiązała zgodę na przyszłą współpracę z żądaniem odpowiedniego uregulowania przeszłości. Inni posłowie również krytykowali to porozumienie, nie wyciągając z tego wniosku o zasadniczym odrzuceniu traktatów.
Rząd bronił swojej decyzji, wskazując na trudne uwarunkowania prawne i polityczne. Szef Urzędu Rady Ministrów Żabiński odwołał się do historycznego tła polskiego zrzeczenia się z 1953 roku oraz do wcześniejszych świadczeń niemieckich na rzecz określonych grup ofiar. Przekazane 500 milionów marek miało pomóc zwłaszcza najbardziej potrzebującym. Jednocześnie oświadczył, że porozumienie nie wyklucza możliwości dochodzenia indywidualnych roszczeń odszkodowawczych przed sądem.
Różne oczekiwania
Także możliwość osiedlania się obywateli niemieckich w Polsce spotkała się w Sejmie, według relacji Góralskiego, z szerokim sprzeciwem. Tym samym polska debata wyraźnie różniła się od postulatów zgłaszanych w Bundestagu. Tam uchwała poparta przez CDU/CSU i FDP żądała, aby obywatele niemieccy, w tym wypędzeni, mogli w przyszłości osiedlać się w Polsce. Bundestag opowiedział się ponadto za tym, by na tradycyjnych obszarach zamieszkania mniejszości niemieckiej dopuścić urzędowe nazwy topograficzne w języku niemieckim.
Podczas gdy część niemieckiej polityki dążyła do dodatkowych możliwości dla wypędzonych i dalej idących praw mniejszości niemieckiej, polscy posłowie obawiali się jednostronnego rozszerzenia niemieckich roszczeń. Uchwały parlamentarne uzupełniły więc traktaty o oczekiwania polityczne, które nie zostały w pełni uregulowane w samym tekście traktatów. Pokazały, że wspólne porozumienie nie opierało się na jednolitym wyobrażeniu o przyszłych stosunkach.
Wspólne ramy dla otwartej przyszłości
Mimo to ratyfikacja traktatów nie była początkiem nowego pojednania i budowy przyjaznych stosunków, lecz kolejnym krokiem na drodze, na którą oba kraje już wcześniej wstąpiły.
Kohl w swoim wystąpieniu przypomniał wspólną deklarację, którą on i polski premier Tadeusz Mazowiecki podpisali 14 listopada 1989 roku w Warszawie. Sformułowano w niej cel postawienia stosunków we wszystkich dziedzinach na nowych podstawach. Spotkanie obu polityków w Krzyżowej 12 listopada 1989 roku, kilka dni po upadku muru berlińskiego, stało się symbolem tego zbliżenia.
Podpisanie i ratyfikacja traktatów były wielkim krokiem na drodze zbliżenia. Dostrzegł to także Blasius Hanczuch. Nieco niepewnie powiedział: „To już jest jakaś droga, że doszło do tego, by taki traktat podpisać.”
O tym, że droga do pojednania była jeszcze długa, świadczy również fakt, iż 35 lat po ratyfikacji obu traktatów niektóre z kwestii podnoszonych wówczas w debatach nadal pozostają otwarte.
Wykorzystane źródła
- Niemiecki Bundestag: Protokół z posiedzenia plenarnego nr 12/39 („Sprawozdanie stenograficzne z 39. posiedzenia w dniu 6 września 1991 r.”), Bonn, https://dserver.bundestag.de/btp/12/12039.pdf.
- Niemiecki Bundestag: Protokół z posiedzenia plenarnego nr 12/50 („Sprawozdanie stenograficzne z 50. posiedzenia w dniu 17 października 1991 r.”), Bonn, https://dserver.bundestag.de/btp/12/12050.pdf.
- Góralski, Witold M. (2021): „Nowy początek w stosunkach polsko-niemieckich: ratyfikacja traktatów o potwierdzeniu granicy i o dobrym sąsiedztwie w 1991 roku – uzupełnienie”, w: Jan Barcz i Krzysztof Ruchniewicz, Akt dobrego sąsiedztwa*, Wrocław 2021, s. 123-143.
- Teltschik, Horst (2025): Die 329 Tage zur deutschen Einigung. Das vollständige Tagebuch mit Nachbetrachtungen, Rückblenden und Ausblicken (329 dni do zjednoczenia Niemiec. Kompletny dziennik z komentarzami, retrospekcjami i spojrzeniem w przyszłość), Vandenhoeck + Ruprecht.
- Oberschlesische Zeitung – Gazeta Górnośląska, Pismo Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Mniejszości Niemieckiej na Śląsku Opolskim, nr 7 (28), 16.-30.06.1991.
- Oberschlesische Zeitung – Gazeta Górnośląska, Pismo Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Mniejszości Niemieckiej na Śląsku Opolskim, nr 15 (36), 1.-15.11.1991.