Górnośląski feeling

Zapał i entuzjazm: Wywiad „Neues-Wochenblatt.pl” z Moniką Czok

20 września 2026, 17:00 Kultura

Monika Czok jest pracownikiem naukowym w Instytucie Literaturoznawstwa Uniwersytetu Opolskiego. Jednak określenie jej jedynie mianem wykładowcy to zdecydowanie za mało. Z tropicielką śladów w gąszczu śląskiej tożsamości i historii, a także matką trzech synów, która postrzega język jako najcenniejsze dziedzictwo, rozmawia Manuela Leibig.

Moniko, kiedy Cię słucham, od razu czuję: nie trafiłaś na uniwersytet „tak po prostu”. Czy chęć nauczania była cichym towarzyszem, czy nagłym powołaniem?

To był raczej wewnętrzny głos, który umacniał się przez lata. Już w szkole często otrzymywałam od kolegów informację zwrotną: „Monika, ty umiesz to dobrze wyjaśnić”. Czerpałam radość z zadawania właściwych pytań, aby rozmówca sam doszedł do rozwiązania. To towarzyszenie drugiemu człowiekowi w rozwoju zawsze mnie fascynowało. Uniwersytet jest dla mnie odpowiednim miejscem do tego. Pracuję z młodymi dorosłymi, którzy często już wiedzą, czego chcą – albo namiętnie tego poszukują. Ogromną przyjemność sprawia mi rzucanie im wyzwań, stawianie czasem prowokacyjnych tez i obserwowanie, co się wydarzy.

Jakie wartości i cnoty przypisywane Górnoślązakom towarzyszą Ci również w Twojej karierze akademickiej?

„W moich żyłach płynie mnóstwo śląskiego etosu pracy i zamiłowania do porządku. Dobre przygotowanie jest dla mnie oznaką szacunku.”

Wierzę, że w moich żyłach płynie dużo śląskiej etyki pracy i zamiłowania do porządku. Kiedy idę na seminarium, jestem przygotowana. Mogłabym zrobić to powierzchownie, szybko coś ściągnąć – ale nie byłabym z siebie zadowolona. Chcę rano móc odważnie spojrzeć w lustro. Rzetelność wobec studentów oznacza dla mnie dostosowanie materiałów do danej grupy. To dużo pracy i statystycznie może nie zawsze się to opłaca. Ale to mój sposób na solidną pracę. Dobre przygotowanie jest dla mnie oznaką szacunku.

Jako germanistka Monika Czok angażuje się na uniwersytecie w działania na rzecz języka niemieckiego, a także konsekwentnie przekazuje go swoim dzieciom.
Foto: Tomasz Chabior

Żyjemy w czasach sztucznej inteligencji i szybkich rozwiązań. Jak jako wykładowca reagujesz, gdy „wygodny skrót” jest tak kuszący?

To ogromne wyzwanie. Staram się przekazać studentom, że nie chodzi o zwykłe „odfajkowanie” zadania, lecz o rozwój ich własnych umiejętności. Kiedy uczysz się samodzielnie szukać materiałów, strukturyzować swoje pomysły i refleksyjnie je przetwarzać, stajesz się dojrzalszym człowiekiem. AI to narzędzie, które musimy mądrze wykorzystywać. A w tematach dotyczących lokalnego regionu czy historii rodzinnej AI często zawodzi. Nie ma wyczucia niuansów naszej tożsamości. Mam nadzieję, że wielu studentom uda się dojść do takiej refleksji.

Jednym z głównych obszarów Twojej pracy są „badania śląskoznawcze”. Dlaczego tak ważne jest dla Ciebie, aby młodzi ludzie zajmowali się swoją najbliższą ojczyzną?

Ponieważ Śląsk jest skarbnicą, która zbyt często pozostaje nieodkryta. Wielu studentów mieszka w pięknych miejscach, nie będąc świadomymi warstw, które leżą pod ich stopami. Kiedy mówimy o dawnej różnorodności religijnej Śląska lub o tym, ile przynależności państwowych ukształtowało ten region w ciągu zaledwie dwóch pokoleń, otwiera to drzwi w ich głowach. Chodzi o zrozumienie własnej tożsamości. Często znają tylko fragmenty opowieści babć, które nie znajdują się w żadnym podręczniku historii. Taka jest wartość tego przedmiotu: studenci zauważają, że ze swoimi historiami rodzinnymi nie są sami. Kiedy słyszą, że ktoś w sali przeżył coś podobnego, rozwija się w nich zdrowa duma. Sama wiedza to jedno, ale to „górnośląski feeling”, ów ładunek emocjonalny – to jest to, co zostaje.

„Śląsk to szkatułka z klejnotami, która zbyt często pozostaje zamknięta. Dzięki naszym zajęciom studenci zauważają, że nie są sami ze swoimi rodzinnymi historiami.”

Organizujesz ze studentami również wycieczki, na przykład do Königswinter, do „Domu Śląskiego” (Haus Schlesien). Jaką perspektywę zyskuje się z daleka na ojczyznę?

„Dom Śląski” to szczególne miejsce, w którym kultura śląska jest przekazywana niemieckiemu społeczeństwu – często ludziom, którzy mają tu swoje korzenie, ale mieszkają na zachodzie. Ogólnie staram się przekazywać młodym ludziom otwartość na świat. Czy to poprzez Erasmusa, czy wycieczki – możliwości jest tak wiele! Prywatnie również chętnie podróżuję z dziećmi do Niemiec. Nie tylko po to, aby doświadczyły żywego języka i kultury, lecz także dlatego, że są tam genialne destynacje, takie jak Halligen na północy czy Góry Żytawskie w trójkącie niemiecko-polsko-czeskim. A z daleka często zyskuje się zupełnie nowe, świeże spojrzenie na własną ojczyznę.

Tematem, który nurtuje mniejszość niemiecką, jest przekazywanie języka. Zdecydowałaś się konsekwentnie wychowywać swoje dzieci dwujęzycznie – po niemiecku i polsku. Czy to była trudna droga?

Decyzja zapadła, zanim pojawiło się pierwsze dziecko. Sama musiałam ciężko pracować nad niemieckim, z tabelami gramatycznymi i regułami. Odczuwałam niemal zazdrość wobec znajomych, którzy potrafili mówić po niemiecku „instynktownie”. Dlatego chciałam dać moim dzieciom ten prezent: język, którego się nie uczy, lecz który jest zawsze obecny. Mówię z nimi wszędzie po niemiecku – w gabinecie lekarskim, podczas zakupów, na placu zabaw. Czasem zauważam zaciekawione spojrzenia innych ludzi, czasem jestem bezpośrednio zagadywana. Ta ciekawość ludzi jest szansą na rozmowy.

Monika Czok verbindet ihre wissenschaftliche Arbeit mit der Suche nach den Geschichten und Identitäten ihrer Heimat.
Foto: Tomasz Chabior

Co ta dwujęzyczność oznacza dla Ciebie osobiście jako matki i germanistki?

Tak bardzo wzbogaca mój własny język! W środowisku akademickim nie uczy się „codziennego niemieckiego”. Ze względu na moje dzieci musiałam się nauczyć, jak po niemiecku pocieszać, rozstrzygać spory między rodzeństwem czy odpowiadać na złożone dziecięce pytania. Gdy brakuje mi słownictwa, szukam i na następny raz mam je już w pogotowiu. Dzięki dwujęzycznemu wychowaniu rozwijam się również ja!

„Czysta wiedza to jedno, ale ten ‚górnośląski feeling‘, ten ładunek emocjonalny – to jest to, co zostaje w człowieku.”

Kiedy codzienność uniwersytecka lub rodzinna staje się zbyt gorączkowa, ciągnie Cię w góry. Szczególnie upodobałaś sobie Karkonosze. Co znajdujesz tam na górze?

Góry to pasja z mojej młodości. W górach wraca się do siebie. Karkonosze mają ten mistyczny klimat, który jest tak obecny w literaturze śląskiej. Ale odkryłam też kawałek Śląska z dala od ojczyzny: w Alpach Austriackich istnieją Breslauer Hütte i Kattowitzer Hütte na wysokości ponad 2000 metrów. Pochodzą one z czasów stowarzyszeń górskich XIX wieku. Spać tam i znaleźć kawałek ojczyzny w tej wspaniałej scenerii – to było genialne uczucie. Pokazuje, jak daleko sięgają nasze korzenie.

Wędrówki są dla Moniki Czok sposobem na wyciszenie się i odnalezienie siebie.
Foto: Tomasz Chabior

Zupełnym przeciwieństwem Twojego zawodu są pszczoły. Twój mąż jest pszczelarzem z pasją. Ile z „pszczelarki” jest już w Tobie?

Podziwiam pszczelarstwo przede wszystkim jako sztukę zwalniania. Przy pszczołach trzeba być spokojnym, ruchy muszą być przemyślane. Mój mąż pracuje często bez ochronnego ubrania, ma w sobie ten głęboki spokój. Ja wolę założyć kombinezon ochronny – może moje ruchy są jeszcze zbyt energiczne (śmiech). Obserwowanie pszczół przy pracy to wspaniałe uczucie. Pokazuje nam harmonię stworzenia.

Pszczelarstwo jej męża jest dla Moniki Czok przeciwwagą dla zabieganego życia codziennego – i lekcją życia w zwolnionym tempie.
Foto: Tomasz Chabior

I lubię przy tym niuanse językowe! Pięknym przykładem jest słowo „Bienenbrot” na określenie pokarmu pszczół. Po polsku nazywa się to „pierzga”, co brzmi technicznie. Ale „Bienenbrot” – to takie proste i trafne. To codzienny chleb natury.

Otwieracie swoją pasiekę również dla grup dziecięcych. Co chciałabyś tam przekazać najmłodszym?

Chcę, aby coś pojęły własnymi rękami. Kiedy dzięki ich własnym rękom miód wypływa z plastrów, rozumieją wartość natury lepiej niż z każdego podręcznika. Dawniej wielu na Śląsku miało w ogrodzie kilka uli lub gołębie w gołębniku. To powoli zanika. Przywrócenie tego kontaktu ze zwierzętami i rytmem natury jest dla mnie sprawą serca.

Odzyskana ojczyzna
Wywiad z Horstem Ulbrichem, przewodniczącym koła DFK w Kłodzku

Odzyskana ojczyzna

Czytaj więcej →
Odnaleźć własny głos
Wywiad „Wochenblattu” z Andreą Rischką

Odnaleźć własny głos

Czytaj więcej →

Zwalnianie to wielkie słowo. Jak ratujesz to uczucie w gorączkowej codzienności?

Nauczyłam się robić „zdjęcia mentalne”. Na przykład kiedy obserwuję bawiące się dzieci, zatrzymuję się i mówię sobie: „Tę chwilę chcesz zachować”. Nie robię zdjęcia telefonem, tylko zapisuję obraz w głowie. To pomaga przeciwko „autopilotowi”, z którym tak często biegamy przez życie. Chodzi o świadome dostrzeganie chwil codzienności: zapachu kawy, podmuchu wiatru, kształtu, tekstury. Tu i teraz jest często o wiele piękniejsze, niż nam się wydaje, przechodząc obok.

Podczas wyjazdów edukacyjnych Monika Czok otwiera przed studentami nowe perspektywy na historię, kulturę i własną ojczyznę.
Fotos: Tomasz Chabior

Jaką radę dałabyś młodym ludziom, którzy dziś próbują połączyć karierę, tożsamość i tradycję?

Bądźcie autentyczni. Często próbujemy podążać za trendami lub spełniać oczekiwania, które wcale nie są naszymi własnymi. Ale rozwiązanie „mainstreamu” nie musi być twoim rozwiązaniem. Sprawdź, co naprawdę cię porusza i wzbogaca. Ponieważ spełniony człowiek jest wzbogaceniem dla innych. Kiedy płoniemy, kiedy jesteśmy autentyczni – czy to w pracy, czy w rodzinie – zarażamy innych swoim entuzjazmem. Zadawajmy sobie pytanie: Co mnie uszczęśliwia? Tylko ten, kto odnajduje siebie, może dać coś innym.

Udostępnij:
Dwie niezwykłe przewodniczki: Bytom i Opole z innej perspektywy
Poprzedni artykuł

Dwie niezwykłe przewodniczki: Bytom i Opole z innej perspektywy

Ślązak w Warszawie
Następny artykuł

Ślązak w Warszawie

Reklama

Punkt Widzenia

Neues Wochenblatt - Gazeta Niemców w Rzeczypospolitej Polskiej
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.