Tam, gdzie pachnie miodem i kwitną czereśnie

11 kwietnia 2026, 12:00 Historia 55

Mówią, że mam słabość do pszczół. Coś w tym być może jest, ponieważ znajomość historii i miejsc nieoczywistych na Śląsku zmieściłabym zapewne w słoju złocistego miodu. W charakterze pamiątki z podróży po Karkonoszach czy Sudetach, czy pomysłu na upominek dla gości, miód też zawsze się obroni.

Pszczoły towarzyszą mi od urodzenia, choć jako dziecko nie bardzo lubiłam moment, kiedy we włosy zaplątywały się pszczoły, które dziadek pomagał wyjmować bez szkody dla ich życia i zdrowia. Dziadek Stefan kochał swoją pasiekę — od niego uczył się mój tato, a teraz naszymi ulami zajmuje się mój przyrodni brat. Dwa ule stoją też w moim ogrodzie. Czasem siadam naprzeciwko jednego z nich i mogłabym godzinami patrzeć na pszczele życie. Wszechobecne kwiaty, krzewy i zioła służą nie tylko nam, ale przede wszystkim pszczołom. Kilka ostatnich dni było wreszcie słonecznych i dość ciepłych, więc na drzewach pojawiają się pąki moreli, czereśni, mirabelki i wiśni — na pożytek dla owadów, a potem i dla nas.

W wielu regionach miód był nie tylko pożywieniem, lecz także symbolem zdrowia i dobrobytu.
Foto: Anita Austvika/ Unsplash

Mój drugi dziadek miał spory sad czereśniowy — drzewa były ogromne, jeszcze przedwojenne, dostarczające bardzo dobrej jakości owoców. Większość przeznaczona była do sprzedaży, ale w kuchni babci również w sezonie „uśmiechały się” do nas z talerza. Zupa czereśniowa z makaronem, którą dla nas gotowała babcia, jest nie do podrobienia. W sezonie codziennym zadaniem moim i kuzynostwa było pilnowanie drzew przed szpakami. Czasami na rodzinnych spotkaniach wspominamy te chwile i — tak jak nieświadomie kiedyś — tak dziś łączy nas przywiązanie do ziemi śląskiej, której bogata historia wciąż potrafi zaskoczyć.

Miód odgrywa szczególną rolę w śląskiej kuchni i kulturze, łącząc smak z wielowiekową tradycją.
Foto: Stevepb/ Pixabay

Zapomniana sława Höfel

Tak jest w przypadku pewnej małej wioski, kiedyś znanej atrakcji turystycznej, a dziś — cóż — który turysta zawitałby tu celowo i skąd miałby się dowiedzieć o jej istnieniu? A naprawdę warto zajrzeć, poszukać starych drzew owocowych i poznać ten malowniczy zakątek Dolnego Śląska, ponieważ w mojej opinii dawno temu działali tu prawdziwi „mistrzowie marketingu”.

Parę miesięcy temu przeglądałam kronikę z 1925 roku opisującą dawny Lwówek Śląski oraz okolicę. Według autorów sława wioski Höfel (obecnie Dworek) sięgała daleko poza granice Śląska. Były po temu dwa powody: sady czereśniowe, z których — dzięki transportowi kolejowemu — wysyłano świeże i doskonałej jakości owoce do Drezna i Berlina, oraz pasieka. Z pozostałych, bardziej wrażliwych gatunków, wytwarzano lokalne dżemy. Jeszcze bardziej rozsławiona była oryginalna pasieka oraz mistrz pszczelarski Johann Gottlieb Überschär. Jego drewniane ule figuralne, ustawione na specjalnej zadaszonej platformie, przyciągały turystów wędrujących po śląskich drogach.

Każda figura na historycznych ulach opowiada własną historię religii, codzienności i wierzeń ludowych.
Foto: Schlesische Monatshefte, 1927, Jg. 4, Nr. 5

Święta, tradycja i znaczenie pszczół

Ule były bogato rzeźbione i przedstawiały postaci — na podstawie ich strojów można przypuszczać, że powstawały między XVI a XVIII wiekiem. Najstarsze przedstawienia wiązały się z postaciami biblijnymi — najbardziej znane to dwunastu apostołów. Osiem figur wiejskich postaci pochodziło zapewne z XVII wieku. Figura ojca pszczelarza powstała na przełomie XVIII wieku, a najmłodsze rzeźby — strażników z włóczniami — wykonano na zlecenie samego Überschära w Lwówku. Z biegiem czasu ule częściowo ulegały zniszczeniu, ale kilka z nich można dziś zobaczyć we wrocławskim Muzeum Etnograficznym, a wierne kopie czterech figur stoją w dzisiejszym Dworku.

Rzeźby pokazują, jak ściśle powiązane były rzemiosło, symbolika i obserwacja natury.
Foto: SDB Heimatbuch des Kreises Löwenberg 1925

W codziennym życiu dawnych mieszkańców Höfel wyróżniały się dwa szczególne dni — organizowano wtedy Blütenfest, czyli Święto Kwitnących Sadów, oraz Kirschenfest — Święto Czereśni. Do wsi zjeżdżały w tym czasie tłumy gości, aby wiosną podziwiać spektakularnie kwitnące drzewa, a latem delektować się smakiem słodkich czereśni. Okazjonalnie podejmowano również grupy turystyczne, o czym przeczytamy w sierpniowym wydaniu z 1883 roku dziennika „Schlesische Zeitung. Znajdziemy tam informację o wizycie gości, których podjęto muzyką na żywo, kawą oraz chlebem z masłem i świeżymi czereśniami. Była to także forma publicznego podziękowania dla gospodarzy — mieszkańców Höfel.

Miód, tradycja i prosty przepis

Bez pszczół jednak z czereśniami byłby kłopot, a bartnictwem zajmowano się tu już znacznie wcześniej. W kulturach tradycyjnych pszczoły postrzegano jako pośredników między światem ziemskim a niebiańskim. Przy ulach nie wolno było podnosić głosu ani przeklinać. Nic więc dziwnego, że pszczelarze cieszyli się dużym szacunkiem. Jak smakuje miód z takich uli — tego się nie dowiemy. Pewne jest jednak, że w kuchni śląskiej zajmuje on miejsce szczególne: wzbogaca smak pierników, sosów i marynat do mięs, a także działa orzeźwiająco i prozdrowotnie.

„Tak jak nieświadomie kiedyś, tak dziś łączy nas przywiązanie do ziemi śląskiej, której bogata historia wciąż potrafi zaskoczyć.”

W pierwszym tomie encyklopedii „Universal-Lexikon der Kochkunst” znajdziemy wiele zastosowań miodu. Jeden z przepisów jest mi szczególnie bliski — tym bardziej, że przygotowanie lemoniady jest niezwykle proste. Od siebie dodałabym jedynie świeżą miętę i plasterek cytryny.

Tradycyjne bartnictwo kształtowało życie całych wsi i było ściśle związane z rytmem natury.
Foto: Sophie/ Unsplash

Lemoniada miodowa

800 gramów miodu podgrzewa się w 10 litrach wody, następnie przelewa do otwartego naczynia. Dodaje się 2–3 łyżki stołowe drożdży piwnych i pozostawia na dwa dni, aż rozpocznie się fermentacja. Na jej początku miesza się płyn z sokiem wyciśniętym z 3–4 cytryn, po czym przelewa do kamionkowych butelek i szczelnie zamyka. Po 8–14 dniach orzeźwiająca, lekko musująca lemoniada jest gotowa do spożycia.

Małgorzata Janik

Słodka podróż po dawnym Śląsku

Klątwa alchemika, czyli tajemnicze bytomskie fatum
Poprzedni artykuł

Klątwa alchemika, czyli tajemnicze bytomskie fatum

Niemcy w cieniu cyfrowej Polski?
Następny artykuł

Niemcy w cieniu cyfrowej Polski?