Prawdziwe śląskie kąski: Weź talerz i posmakuj historii – grochówka z automatu

20 lutego 2026 Historia , Kolumne

Każde danie opowiada pewną historię, a każdy przepis jest małą podróżą przez smaki i kultury. Trochę przewrotnie zatem wybierzmy się na wycieczkę po historycznych śląskich restauracjach samoobsługowych. Ich ślady znajdziemy na starych pocztówkach, w księgach adresowych, na fotografiach z albumów rodzinnych oraz w reklamach prasowych.

Lokale samoobsługowe to dziś żadna nowinka techniczna, jednak mylna byłaby teza, iż trend ten przypłynął do Europy zza oceanu. Wiadomo, że pierwsza zautomatyzowana restauracja działała w Niemczech, a konkretnie w Berlinie. Eksperyment polegający na bezobsługowej obsłudze rozpoczął się jeszcze pod koniec XIX wieku. Czekoladowy potentat Ludwik Stollwerck wspólnie z inżynierem Maxem Sielaffem oraz rodziną kupiecką Schmidt założyli w 1898 r. spółkę „Automat GmbH”. Jej działalność obejmowała produkcję i serwis automatów do wydawania napojów i żywności oraz ich dystrybucję do sieci restauracji. Wynalazek Sielaffa wpłynął tym samym na codzienność i życie społeczne: rozwiązywał problem wyżywienia osób pracujących o nieregularnych porach, mających krótkie przerwy i pozbawionych dostępu do kantyn, a jednocześnie rewolucjonizował sam sposób wydawania posiłków.

Papier firmowy.
Źródło: Archiwum Państwowe w Szczecinie

Procedura była prosta. Po wejściu do restauracji „Kaiser-Automat” klient zamieniał w kasie gotówkę na żetony i wrzucał je do automatu umieszczonego w ścianie. Następnie urządzenie wysuwało szklane naczynie lub kubek z gorącym bulionem, kawą, lemoniadą, piwem, winem bądź likierem. W przeszklonych witrynach znajdowały się natomiast ciepłe posiłki, sałatki, kanapki i ciasta. Za naciśnięciem przycisku, przekręceniem gałki lub po wrzuceniu kolejnego żetonu automat podawał na talerzu wybrane danie. Klient siadał przy stoliku i konsumował. Szybko, tanio i sprawnie.

Nowy sposób jedzenia

Lokale działające pod szyldem „Kaiser-Automat-Restaurant” oferowały niskie ceny, małe porcje i urozmaicone menu. Były nie tylko technicznie innowacyjne, ale wyróżniały się również stylem architektonicznym oraz secesyjnym wystrojem wnętrz. Nic więc dziwnego, że zachwyt i moda na samoobsługę szybko rozprzestrzeniły się na kolejne miasta. Lokale w Breslau, Glogau, Liegnitz, Kattowitz, Beuthen, Königshütte, Hindenburg, Ratibor, Oppeln i Neisse, działając w sieci „Kaiser-Automat-Restaurant”, wypracowały własne warianty i koncepcje gastronomiczne. Jedne oferowały dania jednogarnkowe, pieczone kiełbaski z sałatką ziemniaczaną czy kotlety mielone, inne stawiały na sprzedaż ciast i kawy. O powodzeniu decydowała różnorodność oferty i jej atrakcyjność.

Lokale samoobsługowe to dziś żadna nowinka techniczna, jednak mylna byłaby teza, iż trend ten przypłynął do Europy zza oceanu. Wiadomo, że pierwsza zautomatyzowana restauracja działała w Niemczech, a konkretnie w Berlinie.

Jadłospis prezentował się całkiem apetycznie. Przykładowo befsztyk i gulasz węgierski kosztowały 30 fenigów, a ciepłe danie z homara – 50 fenigów. Kanapki z łososiem, sardynkami, serem, mięsem lub jajkiem serwowano za jedyne 10 fenigów. Tyle samo klient płacił za porcję parujących placków ziemniaczanych, bulion, kawałek tortu, kawę, piwo czy kieliszek białego wina. Automat wydawał również resztę w monetach po 5 fenigów.

Nowym otwarciom „Kaiser-Automat” towarzyszyły reklamy z chwytliwymi sloganami: „Speisen aus dem Schrank” („Wybierz z szafy – zjedz od razu”) czy „Essen rund um die Uhr” („Jedzenie przez całą dobę”). Brzmiały one na tyle obiecująco, że chętnych na tego rodzaju kuchnię stale przybywało. Choć nie jestem miłośniczką dzisiejszych fast foodów, to mając taką możliwość i z czystej ciekawości z pewnością odwiedziłabym kolejne śląskie „Kaiser-Automat-Restaurant”, by wyrobić sobie własną opinię o ich funkcjonalności i jakości serwowanych potraw. Zresztą lokale te miały doskonałe lokalizacje – przy rynkach lub w ścisłych centrach miast.

Kaiser-Automat Legnica 1912.
Źródło: fotopolska.eu

Automat w Gliwicach

Przenieśmy się zatem do dawnego Gleiwitz, na Wilhelmstrasse 38. Restaurację otwarto uroczyście 22 grudnia 1904 r. Data z pewnością nie była przypadkowa – tuż przed świętami Bożego Narodzenia nie brakowało chętnych na coś ciepłego lub kanapkę podaną z oryginalnego automatu Maxa Sielaffa oraz kufel dobrego piwa w otoczeniu nowoczesnych urządzeń. W razie problemów z samoobsługą na sali czuwał kelner, dyskretnie pomagając gościom przy automatach. Restauracja należała początkowo do Adolfa Schnapke, lecz zarządzał nią Max Leysahl.

W 1908 r. lokal przeszedł w ręce Josepha Nulandera, natomiast kolejny dzierżawca, Max Lehmann, zmienił jego nazwę na „Grand Automat”. Wcześniej na łamach czasopisma „Der Oberschlesische Wanderer” regularnie ukazywały się reklamy, z których wiadomo, jakie menu oferowano w poszczególne dni tygodnia. W piątek, 10 kwietnia 1908 r., reklamowano kotlety rybne (Fisch-Cottelettes), a w sobotę, 25 kwietnia, „Kaiser-Automat-Restaurant” polecała klopsy królewieckie (Königsberger Klopse). W czerwcu kuchnia serwowała duszoną pieczeń (Schmorbraten) i wędzonkę z kiszoną kapustą (Rauchfleisch mit Sauerkohl). W Zielone Świątki można było zjeść potrawy świąteczne: udziec cielęcy (Kalbskeule) lub roladę cesarską (Kaiserrolladen).

Źródło: Śląska Biblioteka Cyfrowa

Lipcowe propozycje obejmowały m.in. pieczeń wieprzową (Schweinebraten), wołowinę w sosie koperkowym (Rindfleisch mit Dillsauce) oraz parówkę z ciepłą sałatką (Bockwurst mit warmem Salat). Każde danie kosztowało 30 fenigów za porcję. Właściciel najczęściej reklamował dania obiadowe oraz „wszystkie gatunki” piwa.

Choć koncepcja „Kaiser-Automat-Restaurant” nie obroniła się z biegiem czasu, a lokale te zniknęły z map gastronomicznych dużych miast, to zarówno automaty, jak i idea samoobsługi oraz nieograniczona czasowo dostępność potraw wysuwających się po zapłacie z szuflady na trwałe wpisały się w kulturę konsumpcji na całym świecie. Równie dobrze trzyma się klasyczna grochówka, która zawsze smakuje wyśmienicie. Niezależnie od tego, czy serwowano ją kiedyś w restauracji bez kucharza, czy też w sposób tradycyjny, gdy uśmiechnięty kelner sunął przez salę do stolika, przy którym niecierpliwie czekam na swoje danie. Chyba jednak wolałabym kontakt z żywym człowiekiem niż medytację nad bezdusznym automatem…

Zupa grochowa

Zupa grochowa.
Foto: M. Janik

Składniki

200 g żółtego grochu
1½ l wywaru z wędzonki, skórek wieprzowych i włoszczyzny
sól
20 g masła lub tłuszczu
20 g mąki
30 g wędzonego boczku
1 łyżka cebuli pokrojonej w kostkę
natka pietruszki

Przygotowanie

Przebrany i umyty groch należy namoczyć dzień wcześniej.
Następnego dnia gotujemy go w wodzie, w której się moczył, solimy i dodajemy wywar. Po około 2–2½ godzinach, gdy groch będzie miękki, przecieramy go przez sito. Otrzymaną masę dodajemy do jasnej zasmażki przygotowanej z masła (lub tłuszczu) i mąki.

Boczek oraz cebulę rumienimy na jasnobrązowy kolor i dodajemy do gotowej zupy tuż przed podaniem, razem z natką pietruszki.

Skórki wieprzowe lub 125–250 g wędzonki można gotować razem z zupą, a mięso, pokrojone w kostkę, dodać do gotowej potrawy.

Jako dodatek dobrze sprawdzą się również grzanki z bułki.

Małgorzata Janik

DFK Prószków zmuszone do przeprowadzki
Poprzedni post

DFK Prószków zmuszone do przeprowadzki

35 lat Traktatów polsko-niemieckich: Dlaczego Niemcy w Polsce potrzebują nowego otwarcia w edukacji językowej?
Następny post

35 lat Traktatów polsko-niemieckich: Dlaczego Niemcy w Polsce potrzebują nowego otwarcia w edukacji językowej?