Ludzie wysłani do pracy w Związku Radzieckim
Czy wojny prowadzono od kiedy ludzie zaczęli żyć w większych grupach? Ich celem było zdobycie żywności, dostępu do wody, opału, zabezpieczenie miejsc ważnych dla transportu, zdobycie dóbr luksusowych, a czasem zrobienie komuś na złość. Przy okazji niszczyło się majątek przeciwnika w wyniku działań zbrojnych albo tak dla szpasu, czyli just for fun. I przy okazji można było pozyskać niewolników, żeby pracowali na swych właścicieli albo żeby ich sprzedać.
Starożytny Egipt i Rzym mogły się rozwijać i pozostawić nam swoje zabytki dzięki tysiącom ludzi, których traktowano jak mówiące narzędzia. Tysiąc lat temu w Pradze istniał olbrzymi targ, na którym słowiańscy książęta sprzedawali żydowskim kupcom swoich złapanych sąsiadów, którzy następnie handlowali nimi w krajach arabskich. Jeżeli nikogo nie złapali, sprzedawali swoich poddanych. W bliższych nam czasach to wywożenie z Afryki niewolników i ich praca na plantacjach bawełny w Ameryce.
Związek ze Śląskiem
Również dziś słyszymy, że kogoś przewieziono do bogatszego kraju i obiecano dobrą pracę, a zamiast tego zabrano paszport, trzymano pod zamknięciem i zmuszano do pracy. Tak dzieje się w rolnictwie w Hiszpanii i południowych Włoszech, tak dzieje się również w domach publicznych na całym świecie. Czy to ma też związek ze Śląskiem? W trakcie działań wojennych w lutym i marcu 1945 roku ci, którzy pozostali na Śląsku, kiedy ta ziemia została zajęta przez Armię Czerwoną, doświadczyli nie tylko ostrej zimy, rabunków i gwałtów, zniszczeń uzasadnianych słowami – „wam nie może być lepiej niż nam” (argument słyszany teraz na froncie ukraińsko-rosyjskim).
Związek Radziecki potrzebował siły roboczej, najlepiej wykwalifikowanej i postanowił się sam obsłużyć na Niemcach przez żywe reparacje.
Związek Radziecki potrzebował siły roboczej, najlepiej wykwalifikowanej i postanowił się sam obsłużyć na Niemcach przez żywe reparacje. Już po przejściu frontu przez granice państwa niemieckiego w roku 1939 zgarniano ludzi z ulic lub wprost spod bram fabryk i kopalń, kiedy wracali do domów. Tak działo się na całym terytorium zajętym przez Armię Czerwoną, na ziemiach niemieckich, w Czechosłowacji, w Rumunii i na Węgrzech. Najpierw zabierano mieszkających tam Niemców, a potem dobierano jeszcze miejscowych. Były to setki tysięcy ludzi, w tym mężczyzn i kobiet, z których między 30 a 50 % nie wróciło do domów.

Pomnik w Kosorowicach upamiętniający losy robotników przymusowych i ofiar NKWD w czasie II wojny światowej z gminy Tarnów Opolski.
Foto: www.taronowopolski.pl
Kamień z nazwiskami uprowadzonych
14 lutego 1945 roku 22 mężczyzn wracało z Groszowic do Kosorowic po pracy przy przestawianiu torów kolejowych z rozstawu europejskiego na rosyjski. W lesie czekał już na nich patrol NKWD, który ich odprowadził do punktu zbiórki, skąd bez powiadomienia rodzin zostali wywiezieni do zagłębia w Krzywym Rogu. Jednym z nich był Alexius Waletzko. W domu zostały kobiety i dzieci, które bez silnego ramienia i często bez doświadczenia w prowadzeniu gospodarstwa musiały się zająć dosłownie wszystkim. Syn Alexiusa – Josef – dzięki delikatnemu uporowi doprowadził przy wsparciu ludzi dobrej woli do upamiętnienia tego wydarzenia w lesie, w miejscu zniewolenia jego ojca i kolegów stanął kamień z nazwiskami uprowadzonych osób. To niewielka grupa z 46 000 znanych z nazwiska deportowanych z Górnego Śląska do Związku Radzieckiego po drugiej wojnie światowej, jako żywe reparacje. Działo się to na podstawie Uchwały Państwowego Komitetu Obrony (GKO) nr 7161ss (16 grudnia 1944 r.), który nakazywał mobilizację wszystkich zdolnych do pracy Niemców (mężczyzn w wieku 17–45 lat, kobiet w wieku 18–30 lat) z terenów zajmowanych przez Armię Czerwoną. Ludzie ci mieli być wysłani do pracy w Związku Radzieckim jako „rekompensata za zniszczenia wojenne”.
Krzysztof Wysdak