Prawdziwe śląskie kąski: Co jadano na książęcym stole w Pokoju

27 lutego 2026 Historia

Pewien sen nocy letniej

W życiu z pewnością nie ma co liczyć na przypadek, a każde zdarzenie musi mieć swoją przyczynę. I tak też niedawno odwiedziliśmy Opole, a około południa delektowaliśmy się w kawiarni przepyszną gorącą czekoladą oraz kawą. Następnie postanowiliśmy zobaczyć, co nowego słychać w Muzeum Śląska Opolskiego. Wybraliśmy własny system zwiedzania – od górnej części wystaw.

W części etnograficznej podziwiałam stare drewniane formy piernikarskie – brakowało mi jednak ich muzealnego opisu; ten, który znalazłam, był dość enigmatyczny. Największe wrażenie zrobiła na nas wystawa czasowa poświęcona śląskiej linii rodu Wirtembergów, który miał swoją letnią rezydencję w Carlsruhe (obecnie: Pokój). Wystawę można zwiedzać do końca maja 2026 r. i gorąco polecam spędzenie czasu w otoczeniu i klimacie historii tej niezwykłej miejscowości. Założycielem Carlsruhe był książę Carl Christian Erdmann von Württemberg, który podobno zgubił się podczas polowania w okolicznych lasach i miejsce, jakie zobaczył, urzekło go. Różne są teorie, dlaczego nazwał je akurat „Carlsruhe”. Wersja, że tu właśnie znalazł „swój spokój”, chyba najbardziej do mnie przemawia.

Pocztówka z Bad Carlsruhe z 1941 r. Źródło: OBC

Rezydencja pośród lasów

Książę postanowił zbudować rezydencję, o jakiej śnił. Najpierw powstał park dla dzikich zwierząt, następnie zamek myśliwski oraz w kolejnych latach zabudowania wokół rezydencji. Goście księcia z pewnością byli zaskoczeni, że pośród dzikiego lasu zastają ośrodek tętniący życiem kulturalnym – ze słynnym teatrem i salą koncertową, bogatą biblioteką i oczywiście z przepięknym zamkiem, w którym zaplanowano z fantazją i zmysłem praktycznym pomieszczenia dla gości odwiedzających Carlsruhe. Wiele uwagi poświęcono nie tylko architekturze, ale i codziennemu wyposażeniu.

Być może gościom podczas letniego pikniku lub w przerwie polowania książęca kuchnia przygotowywała menu, w którym znalazła się duszona wołowina albo wykwintna galareta z drobiu?

I tak podczas uroczystych posiłków jadano na srebrnej zastawie z herbem Wirtembergów, wykonanej przez mistrzów z Wrocławia (1737–1791), posługujących się własnymi znakami: „CB” (Christian Beyl), „CGH” (Carl Gottlieb Haase), „IGS” (Johann Gottlieb Schmidt), „MA” (Michael Alex). Podczas podróży książę Alexander Eugen, a wcześniej zapewne jego przodkowie, korzystali z pozłacanej zastawy podręcznej (Mundzeug), wykonanej przez nadwornego złotnika Eduarda Foehra. W dobie rozkwitu fabryk porcelany śląscy Wirtembergowie zamawiali serwisy w śląskich manufakturach. Na wspomnianej wystawie zobaczymy wiele eksponatów eleganckich zastaw stołowych oraz elementów dekorujących pomieszczenia zamku.

Święto jako sztuka życia

W ramach wydawanego przez lokalną drukarnię Ecksteins Buchdruckerei dodatku do gazety Anzeiger für Bad Carlsruhe pt. Carlsruher Zeitung ukazały się trzy numery z serii „Aus unserer Heimat” („Z naszej ojczyzny”). Miesięcznik Der Oberschlesier (1924 r.) opublikował te materiały, a w nich o bujnym życiu dworskim Carlsruhe tak pisał Friedrich Stumpe:
Świętowanie jest sztuką. Niejeden artysta życia potrafi uczynić z każdego dnia święto. Podczas uroczystości poznaje się ludzi, ich serce i duszę; ponieważ w świętach odbija się – jak w zabawie dzieci – serce człowieka i duch epoki. Tak więc opis dawnych uroczystości stanowi wkład w historię kultury i obyczajów minionych czasów. Carlsruhe było miejscem radosnym i lubiącym świętować.

Wraz z rozkwitem manufaktur porcelanowych mieszkańcy Śląska Wirtembergii coraz częściej zaopatrywali się w zastawy stołowe w regionalnych manufakturach. Wystawa w Muzeum Śląska Opole.
Foto: Michał Janik

Nasza podróż w przeszłość zaczyna się latem 1780 r. Księżna Marie Sophie, gospodyni spotkania, na którym gości córkę Friederike Sophie Charlotte Auguste, osobiście częstuje gości wiejskimi wiktuałami. Następnie szlachetne towarzystwo formuje grupę i rozpoczyna taniec dożynkowy.

Podczas tejże gościny córka księżnej namawia i inspiruje rodziców, aby założyć winnicę, wzorując się na doświadczeniach zielonogórskich. Jeszcze w tym samym roku, za sprawą sprowadzonego z Wirtembergii winiarza Eberhardta, pojawiają się pierwsze nasadzenia. Zbiór plonów daje sześć wiader wina, które trafia do książęcej piwnicy. W nagrodę za włożony trud przy uprawie winorośli książę organizuje uroczyste winobranie, które następnie odbywa się co roku. Winnica natomiast staje się kolejną atrakcją Carlsruhe i przyciąga gości ciekawych przedsięwzięcia w tak nietypowej lokalizacji.

Eberhardt ma jednak drugie zadanie – tworzy nasadzenia drzew i krzewów owocowych, aby lokalna ludność i książęca kuchnia miały stały dostęp do świeżych owoców.

Co trafiało na książęcy stół

O ile opisów tego, kto, kiedy i jak świętował w Carlsruhe oraz zasiadał przy książęcym stole Wirtembergów, jest sporo, o tyle niewiele faktów można znaleźć na temat tego, co jedzono na pikniku, podczas polowania czy innych licznych uroczystości. Leśna okolica Carlsruhe obfitowała zarówno w dziczyznę oraz dzikie ptactwo, jak i w runo leśne: jagody, jeżyny czy borówki. Smakołykiem były też zbierane na obrzeżach lasu orzechy laskowe.

Być może gościom w Carlsruhe podano na śniadanie myśliwskie duszone mięso wołowe lub delikatną galantynę z drobiu.
Foto: Michał Janik

Przy zamku w początkowym okresie funkcjonowała oranżeria – być może dostarczała owoce egzotyczne na książęcy stół? Z pewnością kuchnię książęcą śląskiej linii Wirtembergów określało to, czego na miejscu było pod dostatkiem: plony z okolicznych pól oraz sadów, hodowla trzody i bydła, winnica, polowania oraz połów ryb.

Być może gościom podczas letniego pikniku lub w przerwie polowania książęca kuchnia przygotowywała menu, w którym znalazła się duszona wołowina albo wykwintna galareta z drobiu? Przepis zaczerpnięty jest z wydanego w 1910 r. zbioru sprawdzonych potraw kuchni dworskiej autorstwa Nelli von Heimburg pt. Perlen der Kochkunst:

Mięso z indyka obsmaża się, a następnie zalewa taką ilością gorącej wody, aby było nią całkowicie przykryte. Do tego wywaru dodaje się cebulę, przyprawy, liść laurowy, sól, a na końcu doprawia się starannie odrobiną białego wina oraz sokiem z cytryny (lub octem).
Gdy mięso (w dobrze zamkniętym garnku) ugotuje się do miękkości, rozdziela się je na kawałki i układa w formie. Wywar klaruje się pianą z białka, dodaje rozpuszczoną żelatynę, przecedza przez ściereczkę i wlewa do formy na mięso z indyka.
Po ostygnięciu galaretę wyjmuje się z formy, odwracając ją. Na ½ litra wywaru bierze się 6 listków białej żelatyny.

Przepis na gotowaną wołowinę.
Quelle: Nelli von Heimburg, Perlen der Kochkunst, Köslin 1910.

Wiele z tamtego świata dziś już przeminęło. Lecz w zachowanych przepisach, w blasku sreber oraz w opowieściach o winie, dziczyźnie i książęcych ucztach Wirtembergów trwa on nadal – niczym sen letniej nocy, zachowany w smaku wspomnień o dawnym Pokoju.

Małgorzata Janik

Echte Schlesische Happen: Erbsensuppe aus dem Kaiser-Automaten

Z lamusa historii: O oświacie i o świecie sprzed 30 lat
Poprzedni post

Z lamusa historii: O oświacie i o świecie sprzed 30 lat

„Heimat i hajmat” – Wystawa w gliwickiej Willi Caro
Następny post

„Heimat i hajmat” – Wystawa w gliwickiej Willi Caro